I oto kolejny wypad w Polskę zakończony pozytywnie.
W czwartek Świdnica, załatwienie drobnych spraw w piątek i szybciutki wyjazd do Warszawy. W sobotę premiera najnowszej książki Beatki pt. „Teoria bezwzględności” i niespodziewane spotkanie z Polą, której nie widziałam dobre 8 miesięcy. Oczywiście ja wiem, że to spotkanie było zamierzone przez jakąś wyższą siłę, bo jeszcze kilka minut wcześniej mój nocleg z soboty na niedzielę wahał się gdzieś w okolicach bliżej nieokreślonego miejsca. Premiera książki była w kinie „Atlantic”, a Pola ze swoim chłopakiem przyszli tam akurat na film. Ale najważniejszy i najciekawszy chyba w tym wszystkim jest fakt, że gdybym ja nie siedziała na schodach, a Paulinka nie szła do łazienki to nasze spotkanie najprawdopodobniej miejsca by nie miało. Po zakończonej w cudnym stylu premierze kawa z Pauliną by już za kilka chwil z Polą i jej chłopakiem przemieścić się na Mokotów. Najpierw jednak Empik i zakupienie książki „Wyjście z cienia”.
- Pola? – Zapytałam z uśmiechem.
- Tak?
- Czy jest szansa, że dziś gdy Pedro będzie oglądał mecz poczytasz mi trochę?
- Jasne.
Ten, kto nigdy nie został pozbawiony wchłonięcia już, teraz, natychmiast czegoś, czego bardzo pragnie raczej nie zrozumie co znaczy mieć w ręku książkę i nie móc w tej chwili zacząć jej czytać. - To jest tak, jak gdyby ktoś był niesamowicie spragniony i stał z butelką wody w ręku nie mogąc w żaden sposób odkręcić korka.
Wieczór był cudowny. Kilka odcinków „Przyjaciół” i 2 pierwsze rozdziały „Wyjścia z cienia”.
Kochana Polciu, Pedro, niech wszystko, co mi daliście wróci do Was z siłą sto razy większą. Dziękuję.
Niedzielny poranek, kawusia i wymarsz na dworzec. Niedziela to dzień, w którym przemieszczam się do Krakowa by z Renatką i Oskarkiem pójść do „Bagateli” na „Otella”. Pożegnanko z Polą i przed 11:00 w przedziale przypominającym raczej puszkę z biednymi sardynkami opuszczam Warszawę. Trochę słucham muzyki, dotykam śliskiej części książki na której wydrukowane są zdjęcia i rozmawiam przez telefon. Gdzieś w środku czułam, że pani, która obok mnie siedzi jest bardzo ciekawą i fajną osobą, ale jakiś dziwny rodzaj nieśmiałości zabronił mi się do niej odezwać. Z Anią rozmawiam o tym jak bardzo cieszę się z teatru i jak bardzo wkurza mnie fakt, że mam książkę i że nic nie mogę zrobić by przeczytać 3 rozdział. Po skończonej rozmowie energicznym ruchem chowam do kieszeni telefon i rozładowane MP4. Nie pamiętam jak nawiązałam rozmowę z panią Jolą, siedzącą obok. Być może to ja zapytałam ją o stację, a być może stało się to przy wychodzeniu do toalety. W każdym razie to, czego chciałam się zdarzyło. Skończyło się na tym, że wymieniłyśmy się mailami, a ostatnie minuty podróży spędziłyśmy na rozmowie o teatrze. W dużej mierze był to mój monolog na temat cudu jakim jest teatr K. Warlikowskiego. Później jeszcze krótka eksplozja związana z przyszłym wyjściem na spektakl K. Lupy, a na koniec czytanie 3 rozdziału mojej książki i bardzo zgodna dyskusja.
Pani Jolu, jeśli kiedyś zajrzy Pani na tego bloga, chcę by Pani wiedziała, że tych kilka chwil, które poświęciła mi Pani czytając 3 rozdział „Wyjścia z cienia” były dla mnie bezcenne. Raz jeszcze z głębi serca dziękuję. Mam nadzieję, że bezpiecznie doleciała Pani do Włoch. :)
W Krakowie przywitano mnie jak zwykle ciepło ciepłym obiadkiem. :))) Kolejną osobą, która zdecydowała „podzielić się” wzrokiem była Renatka. Przed wyjściem na „Otella” zdążyłyśmy przeczytać kilka rozdziałów. Wreszcie nadszedł ten upragniony moment. Zmierzamy do „Bagateli”. Ja nigdy jeszcze nie byłam na klasycznej sztuce, jakoś nie czułam, że chcę siedzieć niczym tort weselny i słuchać tego, co mogę przeczytać, ale postanowiłam, że czas to zmienić. Zmieniłam i jak na razie niestety się rozczarowałam. Od razu podkreślam, że szalenie szanuję i doceniam pracę reżysera oraz aktorów lecz do mnie osobiście nie dotarli. Czułam się tak, jak gdybym była widzem, do którego przychodzi aktor i mówi „słuchaj no widzu. Przybyłem tu po to by powiedzieć ci, że postać, którą odgrywam teraz czuje lęk, smutek, niepewność”. Aktor i jego postać zdawały się być na dwóch różnych krańcach. Postać gdzieś tam była, ale główną rolę grał ten, który mówił za nią. Tu nie czułam rozdzierającego bólu, samotności, niepewności czy złości. Tu jedynie zostało mi powiedziane, że ktoś tam ma takowe uczucia. Tak, wiem, mogłam wyjść, ale sęk w tym, że właśnie nie mogłam, bo drzwi, którymi miałabym wychodzić były elementem sceny. Nie miałam ochoty zakłócać przedstawienia dlatego zostałam do końca. Na „Opowieściach afrykańskich wg Szekspira” też był moment, w którym chciałam wyjść, ale nie dlatego, że czuję, iż nic nie czuję, a wręcz przeciwnie. Chciałam uciec, bo czułam zbyt wiele. Myślę, że więcej mówić nie trzeba. Na „Opowieści…” idę raz jeszcze 16 lutego, na „Otella” w „Bagateli” z całą pewnością ochoty już iść nie mam. – Oskar, który został jednak w domu nie miał czego żałować. Ale za to wieczór po „Otellu” dla mnie i dla Reni był cudny. Ona czytała mi książkę, a dzięki opóźnionemu 70 minut pociągowi do Gdańska udało się nam dojść do 12 rozdziału. Piłyśmy herbatkę, rozmawiałyśmy i nawet nie zauważyłyśmy, że to już prawie 3 rano i że muszę zmykać. Spóźnić się na pociąg opóźniony 70 minut to byłby wyczyn.
Reniu, :))) czytanie z Tobą „Wyjścia…” było dla mnie najprzyjemniejszą częścią niedzielnego wieczoru i popołudnia. Nie wiem jak mogłabym podziękować Ci nie tylko za „oczko”, ale za wszystko… :) Proszę podziękuj też Twojemu Oskarkowi, że mimo temperatury -15 szedł ze mną na dworzec.
Mam nadzieję, że niebawem znowu się zobaczymy. Całuję Was mocno. -:*
Wchodzę do pociągu. Cisza. Hmmm, może wszyscy śpią? Gdzie i jak wejść do przedziału? Czy te otwarte są puste? – Zastanawiałam się idąc z laską przez długi korytarz.
- Pani szuka miejsca?
- Tak. – Odpowiedziałam niepewnie.
- Wszystkie przedziały prawie puste. Proszę wejść gdziekolwiek.
Weszłam, torebka pod głowę, płaszcz zamienił się w pierzynkę, a to twarde siedzenie stało się nagle dla mnie najcudniejszym łożem. Pociąg jechał tak, jak gdyby chciał ukołysać do snu zmęczone szumem dnia myśli. Włosy zasypiając lekko i miękko opadły mi na twarz. Za ich przykładem poszłam cała ja opadając miękko w ramiona Morfeusza.
Obudziłam się po 7 rano. Przedział wciąż pusty nie był już apartamentem. Włączyłam laptopa, odpisałam na kilka maili, zerknęłam na Facebooka i oto już Kutno. Tu dosiada się rodzeństwo Karolina lat 14 i Mateusz lat 20. Trochę rozmawiamy, ja troszkę śpię. Pod koniec mojej podróży lekko już ośmielona mówię do Karoliny:
- Słuchaj, czułabyś się obrażona czy jakoś dotknięta gdybym poprosiła Cię o przeczytanie mi ostatniego rozdziału książki, którą teraz czytam?
- Jasne, że nie.
I w ten oto sposób skończyłam całe „Wyjście z cienia”.
Karolinko, :) dzięki.
Gdańsk przywitał mnie mrozem, śniegiem i życzliwymi ludźmi, którzy najpierw pomogli dojść do KFC na kawę, a później Monika, która poznałam w tramwaju zaprowadziła mnie do lekarza. Nigdy wcześniej nie byłam w tej części Gdańska i dlatego wiem, że jej pomoc była dla mnie tym, czym dla tonącego tratwa.
- Ile ci to zajmie? – Pyta wprowadzając mnie do przychodni.
- Yyyyy, nie wiem.
- To ja w takim razie teraz pójdę na zakupy. Za pół godziny wrócę tu po ciebie i odprowadzę cię na przystanek.
- O jej, ale czy pani ma czas? Ja nie chciałabym nadużywać tego, że pomogła mi pani znaleźć…
- Ale ja naprawdę mogę.
Słysząc o zakupach dałam Monice, z którą jeszcze wtedy byłam na pani kasę i poprosiłam o kupienie kilku rzeczy dla moich świneczek.
Wracając po wizycie na przystanek przeszłyśmy na ty, wymieniłyśmy się numerami i Monika powiedziała żebym zawsze kiedy tylko będę tu u lekarza do niej dzwoniła.
Monisiu, :) dziękuję. Gdybym kiedyś ja mogła pomóc, to mów.
Teraz, siedząc w łóżku zastanawiam się nad tym czy prosząc tych wszystkich ludzi o pomoc i pytając o drogę nie robię przypadkiem czegoś złego? – Czuję radość, to jasne, ale czuję też pewnego rodzaju wstyd. Spotkało mnie tyle dobra, ale niedawno też usłyszałam od kogoś, że ludzie może mi tego nie powiedzą, ale dla nich to jest często problem żeby mi odmówić. - Hmmm, ciekawe skąd więc ja mam wiedzieć kiedy to jest problem, a kiedy nie?...
poniedziałek, 30 stycznia 2012
sobota, 21 stycznia 2012
O stereotypach
Przed kilkoma chwilami wróciłam ze szkoły. Praca oddana, myślę więc, że teraz już mogę tu wyrazić to, co najpierw wyraziłam pisząc pracę o stereotypach.
Po pierwsze. – Stereotypy z reguły są krzywdzące i nieprawdziwe.
Po drugie. – Ja jako człowiek nie mam prawa oceniać innego człowieka i dlatego też mówię zdecydowane NIE dla wszelkiego rodzaju dyskryminacji, szufladkowania, osądzania i stawiania się na czyimś miejscu.
Moim zdaniem nikt nie ma monopolu na wiedzę. To co dla jednego jest słuszne dla drugiego będzie niesłuszne. Jeden i drugi mają prawo do tego by widzieć daną rzecz na swój sposób.
Ja np. jestem weganką i uważam, że dla mnie to jest najlepsza droga. Ale nie uważam, że to jest jedyna słuszna postawa.
Wróćmy jednak do stereotypów. Postanowiłam, że napiszę pracę o stereotypie geja. A ponieważ wszelkiego rodzaju homofobie, fałszywe obrazy ludzi o orientacji homoseksualnej i przejawy dyskryminacji budzą we mnie ogromny sprzeciw postanowiłam, że tu na tym blogu też chcę poruszyć ten temat i dlatego pracę, którą oddałam zamieszczam poniżej. Bardzo wierzę, że wyrażona na końcu szczera nadzieja na lepsze jutro już niedługo stanie się faktem
„Stereotyp geja
Zaczynając moją pracę ośmielę się wysunąć stwierdzenie, że stereotypy z reguły są nieprawdziwe i krzywdzące.
Stereotyp jest to uproszczony, emocjonalny i często fałszywy obraz danego zachowania lub danej grupy społecznej. W tej pracy pragnę zająć się stereotypem geja.
Osoba zainteresowana wyłącznie seksem, roznosiciel wirusa HIV, zboczeniec czy osoba, szczególnie zainteresowana seksualnym wykorzystywaniem dzieci to jedynie część tego, co przypisuje się gejom. Gej też przecież na pewno jest niestabilny emocjonalnie i niezdolny do trwałego związku, a już z całą pewnością chory psychicznie, bo jak to 1 facet może kochać drugiego?
Czytając te wszystkie straszne rzeczy dochodzę do wniosku, że tworzą je osoby, które nigdy nie miały choćby najmniejszego kontaktu z osobą o orientacji homoseksualnej.
Zaczynając pisać tę pracę zastanawiałam się dlaczego właściwie takim piętnem naznacza się gejów? Myślę, że ten fałszywy stereotyp bierze się z niewiedzy i ze strachu przed wszystkim, co jest inne. Szkoły w prawdzie są coraz bardziej otwarte, ale nadal raczej nigdy nie wspomina się np. o tym, że są poeci, którzy mieli kontakty homoseksualne. Na historii sporo mówimy o Arystotelesie i innych greckich filozofach słowem nawet nie wspominając o ich homoseksualności. O domniemywanej homoseksualności Leonarda Da Vinci na plastyce też raczej mowy nie ma. A przecież to też była część tych niewątpliwie barwnych i ciekawych postaci.
Skoro już w szkole wolimy raczej przemilczeć „niewygodny” i niełatwy temat to gdzie dzieci mają poznać to, co jest inne? – W domu. Oczywiście. Tyle tylko, że rodzice często sami żyją w bardzo niskiej świadomości jeśli chodzi o orientacje homoseksualne
Zastanawia mnie też jeszcze jedna rzecz. Często z ust ludzi słyszymy, że są tolerancyjni, że inność im nie przeszkadza. Kto więc, skoro każdy jest tolerancyjny tworzy te stereotypy? Czy my, ludzie na podstawie nieprawdziwych i niczym niepotwierdzonych informacji mamy prawo do tego by oceniać innych ludzi?
Gej to przede wszystkim na pierwszym miejscu człowiek. Tak samo jak każdy z nas. Tak samo jak każdy człowiek cierpi, kocha, smuci się i cieszy. Skoro wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi po co na siłę próbujemy szukać sztucznych podziałów raniąc i krzywdząc przy tym innych? Czyż nie jest to fascynujące, że wszyscy jesteśmy inni?
Ja jestem niewidoma, kolega urodził się z czarnym kolorem skóry, ktoś jest leworęczny, a ktoś inny jest gejem.
Każde z nas ma inne, ciekawe i niepowtarzalne doświadczenia. I ja zdecydowanie wolę dzielić się tym, co pozytywne niż tworzyć kłamliwe i krzywdzące obrazy. Nie chcę być oceniana, ale wiem też, że nic mi nie daje prawa do tego by oceniać innych.
Moją pracę kończę z nadzieją, że niebawem krzywdzący i niemający nic wspólnego z prawdą stereotyp geja będzie jedynie złym wspomnieniem zaściankowej przeszłości. Być może dzięki znanym i pozytywnym postaciom tj. np. Jacek Poniedziałek czy Tomasz Raczek łatwiej będzie rozerwać tę ohydną i zaćmiewającą wszystko dookoła kurtynę strachu? – Bo przecież my, ludzie tworzymy jedną drużynę. I tylko od nas zależy jej przyszłość.”
Po pierwsze. – Stereotypy z reguły są krzywdzące i nieprawdziwe.
Po drugie. – Ja jako człowiek nie mam prawa oceniać innego człowieka i dlatego też mówię zdecydowane NIE dla wszelkiego rodzaju dyskryminacji, szufladkowania, osądzania i stawiania się na czyimś miejscu.
Moim zdaniem nikt nie ma monopolu na wiedzę. To co dla jednego jest słuszne dla drugiego będzie niesłuszne. Jeden i drugi mają prawo do tego by widzieć daną rzecz na swój sposób.
Ja np. jestem weganką i uważam, że dla mnie to jest najlepsza droga. Ale nie uważam, że to jest jedyna słuszna postawa.
Wróćmy jednak do stereotypów. Postanowiłam, że napiszę pracę o stereotypie geja. A ponieważ wszelkiego rodzaju homofobie, fałszywe obrazy ludzi o orientacji homoseksualnej i przejawy dyskryminacji budzą we mnie ogromny sprzeciw postanowiłam, że tu na tym blogu też chcę poruszyć ten temat i dlatego pracę, którą oddałam zamieszczam poniżej. Bardzo wierzę, że wyrażona na końcu szczera nadzieja na lepsze jutro już niedługo stanie się faktem
„Stereotyp geja
Zaczynając moją pracę ośmielę się wysunąć stwierdzenie, że stereotypy z reguły są nieprawdziwe i krzywdzące.
Stereotyp jest to uproszczony, emocjonalny i często fałszywy obraz danego zachowania lub danej grupy społecznej. W tej pracy pragnę zająć się stereotypem geja.
Osoba zainteresowana wyłącznie seksem, roznosiciel wirusa HIV, zboczeniec czy osoba, szczególnie zainteresowana seksualnym wykorzystywaniem dzieci to jedynie część tego, co przypisuje się gejom. Gej też przecież na pewno jest niestabilny emocjonalnie i niezdolny do trwałego związku, a już z całą pewnością chory psychicznie, bo jak to 1 facet może kochać drugiego?
Czytając te wszystkie straszne rzeczy dochodzę do wniosku, że tworzą je osoby, które nigdy nie miały choćby najmniejszego kontaktu z osobą o orientacji homoseksualnej.
Zaczynając pisać tę pracę zastanawiałam się dlaczego właściwie takim piętnem naznacza się gejów? Myślę, że ten fałszywy stereotyp bierze się z niewiedzy i ze strachu przed wszystkim, co jest inne. Szkoły w prawdzie są coraz bardziej otwarte, ale nadal raczej nigdy nie wspomina się np. o tym, że są poeci, którzy mieli kontakty homoseksualne. Na historii sporo mówimy o Arystotelesie i innych greckich filozofach słowem nawet nie wspominając o ich homoseksualności. O domniemywanej homoseksualności Leonarda Da Vinci na plastyce też raczej mowy nie ma. A przecież to też była część tych niewątpliwie barwnych i ciekawych postaci.
Skoro już w szkole wolimy raczej przemilczeć „niewygodny” i niełatwy temat to gdzie dzieci mają poznać to, co jest inne? – W domu. Oczywiście. Tyle tylko, że rodzice często sami żyją w bardzo niskiej świadomości jeśli chodzi o orientacje homoseksualne
Zastanawia mnie też jeszcze jedna rzecz. Często z ust ludzi słyszymy, że są tolerancyjni, że inność im nie przeszkadza. Kto więc, skoro każdy jest tolerancyjny tworzy te stereotypy? Czy my, ludzie na podstawie nieprawdziwych i niczym niepotwierdzonych informacji mamy prawo do tego by oceniać innych ludzi?
Gej to przede wszystkim na pierwszym miejscu człowiek. Tak samo jak każdy z nas. Tak samo jak każdy człowiek cierpi, kocha, smuci się i cieszy. Skoro wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi po co na siłę próbujemy szukać sztucznych podziałów raniąc i krzywdząc przy tym innych? Czyż nie jest to fascynujące, że wszyscy jesteśmy inni?
Ja jestem niewidoma, kolega urodził się z czarnym kolorem skóry, ktoś jest leworęczny, a ktoś inny jest gejem.
Każde z nas ma inne, ciekawe i niepowtarzalne doświadczenia. I ja zdecydowanie wolę dzielić się tym, co pozytywne niż tworzyć kłamliwe i krzywdzące obrazy. Nie chcę być oceniana, ale wiem też, że nic mi nie daje prawa do tego by oceniać innych.
Moją pracę kończę z nadzieją, że niebawem krzywdzący i niemający nic wspólnego z prawdą stereotyp geja będzie jedynie złym wspomnieniem zaściankowej przeszłości. Być może dzięki znanym i pozytywnym postaciom tj. np. Jacek Poniedziałek czy Tomasz Raczek łatwiej będzie rozerwać tę ohydną i zaćmiewającą wszystko dookoła kurtynę strachu? – Bo przecież my, ludzie tworzymy jedną drużynę. I tylko od nas zależy jej przyszłość.”
piątek, 20 stycznia 2012
Znajomy???
Wracając wczoraj z Warszawy, do której zawitałam w celu wysłuchania wykładu o nierównościach społecznych i ubóstwie, jako przyczynach ludzkiego cierpienia, zaczęłam się zastanawiać od kiedy właściwie o człowieku można powiedzieć znajomy?
Środowy, deszczowy i zimny wieczór. Wysiadam z pociągu na Centralnym.
- I gdzie pani teraz chce iść? – Pyta miła kobieta pomagająca mi wysiąść.
- A państwo gdzie teraz idą? – Pytam słysząc, że towarzyszy nam jeszcze jakiś chłopak.
- Będziemy szli na tramwaj w stronę Mokotowa, a pani?
- No ja potrzebowałabym najpierw do „Złotych Tarasów”, bo chciałabym kupić coś do picia.
- To idziemy.
- Bardzo dziękuję.
Po zrobieniu zakupów podchodzę z dziewczyną do kasy i trochę tak od niechcenia pytam kasjera czy przypadkiem nie wie gdzie mieści się klubo-kawiarnia „Nowy Wspaniały Świat”.
- To jest przy Nowym Świecie 63. – Mówię w celu uściślenia.
- A wiem gdzie. – Odpowiada uśmiechając się chłopak.
- Tak? A powie pan? :)))
- A powiem. :)))
Po dokładnym wytłumaczeniu jak mam dotrzeć na poszukiwane miejsce nagle podaje mi rękę.
- A tak w ogóle jestem Marcin. – Mówi uśmiechnięty.
- A ja Emilia. Bardzo mi miło.
- Mi również. Miłego wykładu. :)
- Wielkie dzięki. :)))
- Szybko nawiązujesz kontakty.
- Bo ludzie są naprawdę cudowni. – Odpowiadam mojej towarzyszce. Gdy doszliśmy na tramwaj osoby, które do tej pory mi towarzyszyły w trosce o moją przyszłość przekazały mnie następnym dwóm bardzo młodym osobom. Tym razem Basia gimnazjalistka i Patryk chodzący do technikum. Przez całą drogę świetnie nam się gawędziło o hmmm, nazwijmy to wybrykach młodości. :)))
Wykład ubarwiony fragmentami spektakli był ciekawy, ale ja chyba zdecydowanie na takie wykłady się nie nadaję. Pan miał naprawdę ogromną wiedzę i na pewno przekazał nam ją najlepiej jak tylko potrafił, ale dla mnie za mało ekspresyjnie. W Internecie słuchałam nagrania z wykładu Agnieszki Graff. Wykład był z cyklu „O filmie genderowo i queerowo” i ten rodzaj przekazywania informacji zdecydowanie bardziej mi odpowiada. :))) Niemniej jednak absolutnie nie żałuję, że tam się znalazłam, bo wychodząc z wykładu poznałam też Bartka, który sporo opowiedział mi o sobie.
Na koniec jeszcze kilka słów do mamy Chopina.
Kochana Pani Ewo bardzo, bardzo dziękuję za udzielenie kolejny już raz noclegu. – Obiecuję, że postaram się dać Pani od siebie odpocząć. :))) Bez Pani pomocy na pewno nie mogłabym tak często pojawiać się w Warszawie. Proszę pamiętać, że gdybym kiedyś ja mogła jakoś pomóc to zrobię to z największą przyjemnością.
Ania, Sebastian, Basia, Patryk, Bartek i Marcin pewnie tu nie zajrzą, ale wierzę w to, że dobre myśli docierają do adresatów. – Przyjmijcie więc kosze dobrej energii. Cieszę się, że mogłam Was poznać. Niech to, co daliście mi wróci do Was z siłą kilkukrotnie większą. Kto wie, może kiedyś to ja się Wam na coś przydam? – Dziękuję, że podzieliliście się ze mną swoim wzrokiem, czasem i dobrym słowem. :)))
Środowy, deszczowy i zimny wieczór. Wysiadam z pociągu na Centralnym.
- I gdzie pani teraz chce iść? – Pyta miła kobieta pomagająca mi wysiąść.
- A państwo gdzie teraz idą? – Pytam słysząc, że towarzyszy nam jeszcze jakiś chłopak.
- Będziemy szli na tramwaj w stronę Mokotowa, a pani?
- No ja potrzebowałabym najpierw do „Złotych Tarasów”, bo chciałabym kupić coś do picia.
- To idziemy.
- Bardzo dziękuję.
Po zrobieniu zakupów podchodzę z dziewczyną do kasy i trochę tak od niechcenia pytam kasjera czy przypadkiem nie wie gdzie mieści się klubo-kawiarnia „Nowy Wspaniały Świat”.
- To jest przy Nowym Świecie 63. – Mówię w celu uściślenia.
- A wiem gdzie. – Odpowiada uśmiechając się chłopak.
- Tak? A powie pan? :)))
- A powiem. :)))
Po dokładnym wytłumaczeniu jak mam dotrzeć na poszukiwane miejsce nagle podaje mi rękę.
- A tak w ogóle jestem Marcin. – Mówi uśmiechnięty.
- A ja Emilia. Bardzo mi miło.
- Mi również. Miłego wykładu. :)
- Wielkie dzięki. :)))
- Szybko nawiązujesz kontakty.
- Bo ludzie są naprawdę cudowni. – Odpowiadam mojej towarzyszce. Gdy doszliśmy na tramwaj osoby, które do tej pory mi towarzyszyły w trosce o moją przyszłość przekazały mnie następnym dwóm bardzo młodym osobom. Tym razem Basia gimnazjalistka i Patryk chodzący do technikum. Przez całą drogę świetnie nam się gawędziło o hmmm, nazwijmy to wybrykach młodości. :)))
Wykład ubarwiony fragmentami spektakli był ciekawy, ale ja chyba zdecydowanie na takie wykłady się nie nadaję. Pan miał naprawdę ogromną wiedzę i na pewno przekazał nam ją najlepiej jak tylko potrafił, ale dla mnie za mało ekspresyjnie. W Internecie słuchałam nagrania z wykładu Agnieszki Graff. Wykład był z cyklu „O filmie genderowo i queerowo” i ten rodzaj przekazywania informacji zdecydowanie bardziej mi odpowiada. :))) Niemniej jednak absolutnie nie żałuję, że tam się znalazłam, bo wychodząc z wykładu poznałam też Bartka, który sporo opowiedział mi o sobie.
Na koniec jeszcze kilka słów do mamy Chopina.
Kochana Pani Ewo bardzo, bardzo dziękuję za udzielenie kolejny już raz noclegu. – Obiecuję, że postaram się dać Pani od siebie odpocząć. :))) Bez Pani pomocy na pewno nie mogłabym tak często pojawiać się w Warszawie. Proszę pamiętać, że gdybym kiedyś ja mogła jakoś pomóc to zrobię to z największą przyjemnością.
Ania, Sebastian, Basia, Patryk, Bartek i Marcin pewnie tu nie zajrzą, ale wierzę w to, że dobre myśli docierają do adresatów. – Przyjmijcie więc kosze dobrej energii. Cieszę się, że mogłam Was poznać. Niech to, co daliście mi wróci do Was z siłą kilkukrotnie większą. Kto wie, może kiedyś to ja się Wam na coś przydam? – Dziękuję, że podzieliliście się ze mną swoim wzrokiem, czasem i dobrym słowem. :)))
niedziela, 15 stycznia 2012
Szczerze poprosić... :)
W środę wieczorem zdecydowałam, że pojadę do Warszawy do klubo-kawiarni „Podróżnik” na spotkanie pt. „Nepal, czyli Azja dla początkujących”. O 04:33 wyruszyłam z Gdańska by już po 11 znaleźć się w Warszawie.
Dzięki pomocy Jacka szybkie przemieszczenie się do budynku PZN po książkę kucharską wydawaną w brajlu przez fundację „Szansa”, później cudne spotkanko z Basią i powrót z mamą Chopina do domku. Pyszny wegański obiadek, herbatka i wymarsz na spotkanie. Mi nie wszystko się podobało, ale postanowiłam, że zapamiętam tylko te fajne momenty.
W piątek rano zdecydowałam, że muszę pojechać na kilka chwil do Wrocławia by zdążyć do 18 stycznia wymienić bilety na spektakl Krystiana Lupy „Poczekalnia.0”. O 22:00 po strasznej podróży w pociągu, w którym wiatr hulał jak mu się żywnie podobało, a ogrzewanie tylko czasami raczyło działać :))) wreszcie dotarłam do Wrocławia.
Kochana siło wyższa, proszę wymyśl coś bym jakoś szybko dotarła do domku. – Pomyślałam wychodząc z pociągu.
- Przepraszam, na PKS to tędy? – Pytam lekko zamroczona przechodzących obok ludzi.
- Proszę iść za nami. Da pani radę?
- Jasne.
- Albo proszę, ja panią zaprowadzę. – To mówiąc miła pani łapiąc mnie pod rękę skierowała się w stronę przejścia.
- Dokąd pani chce jechać?
- Do Świdnicy.
- Do Świdnicy?
- Tak.
- To proszę ze mną. My panią podwieziemy samochodem. Ja mieszkam w Strzegomiu i 10 kilometrów nie robi mi różnicy.
- O jej, naprawdę? To ja bardzo, bardzo pani dziękuję. Szczerze mówiąc teraz nie marzę o niczym innym jak tylko o położeniu się spać. Autobus miałabym dopiero o 22:30
- Proszę mi uwierzyć, że ja też. Bez sensu żeby czekała pani jeszcze pół godziny.
I tym sposobem wraz z panią Joanną, jej bratem Adrianem i synkiem Dawidkiem, których serdecznie pozdrawiam dotarłam pod sam dom.
- Proszę tu moją wizytówkę. Gdybyś kiedyś coś chciała to zadzwoń.
- Dziękuję. Za dzwonię na pewno, bo chciałabym mieć z panią kontakt.
- Super.
W domku właściwie spędziłam tylko noc, bo rano musiałam znaleźć się we Wrocławiu by najpierw zdążyć do kas wymienić bilety, a później na pociąg do Warszawy, z której dziś wracam do Gdańska.
Czterdziesto minutowe spóźnienie autobusu znacznie ograniczyło mój czas. Dlatego tym bardziej dziękuję Ci Kochana Karolciu za pomoc. Bez niej na pewno nie dałabym rady. Przepraszam Cię też za ten maraton na dworcu. :D Gdyby nie on, to pociągowi mogłabym jedynie pomachać.
Czasem wystarczy jedynie szczerze poprosić. – Pomyślałam przypominając sobie wszystkie zdarzenia minionych 24 godzin. :)))
Dzięki pomocy Jacka szybkie przemieszczenie się do budynku PZN po książkę kucharską wydawaną w brajlu przez fundację „Szansa”, później cudne spotkanko z Basią i powrót z mamą Chopina do domku. Pyszny wegański obiadek, herbatka i wymarsz na spotkanie. Mi nie wszystko się podobało, ale postanowiłam, że zapamiętam tylko te fajne momenty.
W piątek rano zdecydowałam, że muszę pojechać na kilka chwil do Wrocławia by zdążyć do 18 stycznia wymienić bilety na spektakl Krystiana Lupy „Poczekalnia.0”. O 22:00 po strasznej podróży w pociągu, w którym wiatr hulał jak mu się żywnie podobało, a ogrzewanie tylko czasami raczyło działać :))) wreszcie dotarłam do Wrocławia.
Kochana siło wyższa, proszę wymyśl coś bym jakoś szybko dotarła do domku. – Pomyślałam wychodząc z pociągu.
- Przepraszam, na PKS to tędy? – Pytam lekko zamroczona przechodzących obok ludzi.
- Proszę iść za nami. Da pani radę?
- Jasne.
- Albo proszę, ja panią zaprowadzę. – To mówiąc miła pani łapiąc mnie pod rękę skierowała się w stronę przejścia.
- Dokąd pani chce jechać?
- Do Świdnicy.
- Do Świdnicy?
- Tak.
- To proszę ze mną. My panią podwieziemy samochodem. Ja mieszkam w Strzegomiu i 10 kilometrów nie robi mi różnicy.
- O jej, naprawdę? To ja bardzo, bardzo pani dziękuję. Szczerze mówiąc teraz nie marzę o niczym innym jak tylko o położeniu się spać. Autobus miałabym dopiero o 22:30
- Proszę mi uwierzyć, że ja też. Bez sensu żeby czekała pani jeszcze pół godziny.
I tym sposobem wraz z panią Joanną, jej bratem Adrianem i synkiem Dawidkiem, których serdecznie pozdrawiam dotarłam pod sam dom.
- Proszę tu moją wizytówkę. Gdybyś kiedyś coś chciała to zadzwoń.
- Dziękuję. Za dzwonię na pewno, bo chciałabym mieć z panią kontakt.
- Super.
W domku właściwie spędziłam tylko noc, bo rano musiałam znaleźć się we Wrocławiu by najpierw zdążyć do kas wymienić bilety, a później na pociąg do Warszawy, z której dziś wracam do Gdańska.
Czterdziesto minutowe spóźnienie autobusu znacznie ograniczyło mój czas. Dlatego tym bardziej dziękuję Ci Kochana Karolciu za pomoc. Bez niej na pewno nie dałabym rady. Przepraszam Cię też za ten maraton na dworcu. :D Gdyby nie on, to pociągowi mogłabym jedynie pomachać.
Czasem wystarczy jedynie szczerze poprosić. – Pomyślałam przypominając sobie wszystkie zdarzenia minionych 24 godzin. :)))
środa, 11 stycznia 2012
"Poznaj świat" w audio :)))
Miesięcznikowi „Poznaj Świat” i szkole filmowej Bogusława Lindy i Macieja Ślesickiego bardzo, bardzo dziękuję. – Kocham podróże i niesamowicie cieszę się, że teraz mam dostęp do artykułów, które pomogą mi na pewno poznać świat. :)
Styczeń 2012
Grudzień 2011"
Styczeń 2012
Grudzień 2011"
wtorek, 3 stycznia 2012
Nowy rok w teatrze - czyli tak właśnie spełniają się marzenia ;)))))
Oto znów otwiera się nowa i czysta kartka. Czym ją zapełnię? Jak będzie wyglądała za 363 dni? Ile radosnych doznań, a ile ciężkich chwil na niej się pojawi?
Kiedyś gdzieś usłyszałam, że jaki nowy rok, taki cały rok. Jeśli wierzyć temu przysłowiu to mój rok 2012 będzie pełen radości, życzliwości, nowych odkryć o sobie i spełnionych pragnień, gdyż Sylwestra spędziłam w miejscu, które kocham, ale może od początku.
Po powrocie z „Opowieści afrykańskich wg Szekspira” zaczęłam szukać jakiejś możliwości by nowy rok przywitać w teatrze.
- Ach, byłoby cudownie pójść na spektakl i w rok 2012 wkroczyć w teatralnej Sali. – Myślałam opowiadając Pauli o spotkaniu z Mają. :)) Niestety nic sensownego nie udało mi się znaleźć i stwierdzając, że pewnie już i tak zbyt późno zapomniałam o całej sprawie.
Święta spędziłam z „Dziewczynką w czerwonym płaszczyku”, którą czytała Maja. Swoją drogą niesamowita książka, ale o niej i o Romie Ligockiej kiedy indziej. Przerywając na chwilkę słuchanie postanowiłam, że napiszę życzenia świąteczne do znajomej aktorki. Po kilku sekundach otrzymałam telefon i od słówka do słówka okazało się, że właśnie w Sylwestra będzie grała we wrocławskim teatrze.
- O jej, naprawdę? To może ja nigdzie nie będę wyjeżdżała? Ciekawe czy są jeszcze bilety? – Powiedziałam rozentuzjazmowana.
- Słoneczko, jeśli będziesz chciała przyjść to zadzwoń do mnie.
I tym sposobem już wiedziałam, że wymarzony Sylwester w teatrze nagle za kilka chwil stanie się rzeczywistością.
Dzień po świętach na 1 dzień wybrałam się do Krakowa. Chciałam przejść śladami „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku”, ale niestety dopadło mnie jakieś choróbsko i skończyło się na tym, że środowy wieczór i czwartkowy poranek spędziłam u Renatki w łóżku.
Kochana Reniu, :) Oskarku, :) dzięki za wszystko. Ściskam Was mocno i do zobaczenia 29 stycznia na „Otellu”. :)))
Piątek, wizyta u lekarza, antybiotyk i pełne radości oczekiwanie na sobotę.
- I gdzie ty chcesz jechać chora. – Mówi babcia kiedy z bolącym gardłem wchodzę do łóżka.
- Babuniu, w teatrze jest cieplutko, ubiorę się dobrze. Biorę już ten antybiotyk więc nikogo nie zarażę. – Mówię z entuzjazmem czując już wszystko, co wydarzy się dnia jutrzejszego. Wtedy przypomniałam sobie jak któregoś razu z gorączką i prawie bez głosu jechałam na próbę spektaklu, w którym brałam udział.
- Teatr to odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale za cały spektakl. – Słyszę w głowie słowa aktora, który reżyseruje naszą sztukę. W prawdzie teraz będę widzem, ale czuję, że chcę, że muszę tam być.
I już, wreszcie nadeszła sobota.
Rano pomagam babci, a po południu wsiadam w autobus by po godzinie znaleźć się we Wrocławiu.
Grzegorzu, dziękuję Ci bardzo za udzielenie noclegu i za wszystko. Dziękuję za każdą pomoc, którą od Ciebie otrzymuję.
Kupuję kwiaty, pędzę do domu się przebrać, szybko do taksówki i po chwili witam się z paniami z obsługi.
- Zapraszam. Pokażę gdzie pani ma pójść. Siedzi pani w pierwszym rzędzie na 13 miejscu.
- Oh, ale się cieszę. Dziękuję bardzo.
„Z rączki do rączki” to świetna komedia. Każdemu, kto będzie miał kiedyś okazję bardzo polecam. Po sztuce wspólna lampka szampana. Stojąc z aktorami i tymi wszystkimi ludźmi czułam, że nie chcę niczego więcej. – Jestem tu i teraz. Jestem w miejscu, które czuję w sobie. Jestem sama, ale nie samotna. Bo teatr, zapach teatralnej Sali, miękkie fotele i scena, której dotykam to właśnie to, czego chciałam.
Po lampce szampana w towarzystwie przemiłej pani z obsługi pędzę na moment do garderoby by podziękować, dać kwiaty i złożyć noworoczne życzenia aktorce, która mnie zaprosiła.
- Pani Emilciu, bardzo się cieszę. Dziękuję za wszystko i za zaproszenie, było cudownie. – Mówię wzruszona.
- Słoneczko moje, ja też się bardzo cieszę. Wszystkiego dobrego.
Po krótkiej rozmowie spotkanie z Grzegorzem, kilka chwil na rynku i powrót do domu.
- Czyż nie takiego witania nowego roku właśnie chciałam? – Mówię do siebie przytulając się do poduszki. :)))
Kiedyś gdzieś usłyszałam, że jaki nowy rok, taki cały rok. Jeśli wierzyć temu przysłowiu to mój rok 2012 będzie pełen radości, życzliwości, nowych odkryć o sobie i spełnionych pragnień, gdyż Sylwestra spędziłam w miejscu, które kocham, ale może od początku.
Po powrocie z „Opowieści afrykańskich wg Szekspira” zaczęłam szukać jakiejś możliwości by nowy rok przywitać w teatrze.
- Ach, byłoby cudownie pójść na spektakl i w rok 2012 wkroczyć w teatralnej Sali. – Myślałam opowiadając Pauli o spotkaniu z Mają. :)) Niestety nic sensownego nie udało mi się znaleźć i stwierdzając, że pewnie już i tak zbyt późno zapomniałam o całej sprawie.
Święta spędziłam z „Dziewczynką w czerwonym płaszczyku”, którą czytała Maja. Swoją drogą niesamowita książka, ale o niej i o Romie Ligockiej kiedy indziej. Przerywając na chwilkę słuchanie postanowiłam, że napiszę życzenia świąteczne do znajomej aktorki. Po kilku sekundach otrzymałam telefon i od słówka do słówka okazało się, że właśnie w Sylwestra będzie grała we wrocławskim teatrze.
- O jej, naprawdę? To może ja nigdzie nie będę wyjeżdżała? Ciekawe czy są jeszcze bilety? – Powiedziałam rozentuzjazmowana.
- Słoneczko, jeśli będziesz chciała przyjść to zadzwoń do mnie.
I tym sposobem już wiedziałam, że wymarzony Sylwester w teatrze nagle za kilka chwil stanie się rzeczywistością.
Dzień po świętach na 1 dzień wybrałam się do Krakowa. Chciałam przejść śladami „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku”, ale niestety dopadło mnie jakieś choróbsko i skończyło się na tym, że środowy wieczór i czwartkowy poranek spędziłam u Renatki w łóżku.
Kochana Reniu, :) Oskarku, :) dzięki za wszystko. Ściskam Was mocno i do zobaczenia 29 stycznia na „Otellu”. :)))
Piątek, wizyta u lekarza, antybiotyk i pełne radości oczekiwanie na sobotę.
- I gdzie ty chcesz jechać chora. – Mówi babcia kiedy z bolącym gardłem wchodzę do łóżka.
- Babuniu, w teatrze jest cieplutko, ubiorę się dobrze. Biorę już ten antybiotyk więc nikogo nie zarażę. – Mówię z entuzjazmem czując już wszystko, co wydarzy się dnia jutrzejszego. Wtedy przypomniałam sobie jak któregoś razu z gorączką i prawie bez głosu jechałam na próbę spektaklu, w którym brałam udział.
- Teatr to odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale za cały spektakl. – Słyszę w głowie słowa aktora, który reżyseruje naszą sztukę. W prawdzie teraz będę widzem, ale czuję, że chcę, że muszę tam być.
I już, wreszcie nadeszła sobota.
Rano pomagam babci, a po południu wsiadam w autobus by po godzinie znaleźć się we Wrocławiu.
Grzegorzu, dziękuję Ci bardzo za udzielenie noclegu i za wszystko. Dziękuję za każdą pomoc, którą od Ciebie otrzymuję.
Kupuję kwiaty, pędzę do domu się przebrać, szybko do taksówki i po chwili witam się z paniami z obsługi.
- Zapraszam. Pokażę gdzie pani ma pójść. Siedzi pani w pierwszym rzędzie na 13 miejscu.
- Oh, ale się cieszę. Dziękuję bardzo.
„Z rączki do rączki” to świetna komedia. Każdemu, kto będzie miał kiedyś okazję bardzo polecam. Po sztuce wspólna lampka szampana. Stojąc z aktorami i tymi wszystkimi ludźmi czułam, że nie chcę niczego więcej. – Jestem tu i teraz. Jestem w miejscu, które czuję w sobie. Jestem sama, ale nie samotna. Bo teatr, zapach teatralnej Sali, miękkie fotele i scena, której dotykam to właśnie to, czego chciałam.
Po lampce szampana w towarzystwie przemiłej pani z obsługi pędzę na moment do garderoby by podziękować, dać kwiaty i złożyć noworoczne życzenia aktorce, która mnie zaprosiła.
- Pani Emilciu, bardzo się cieszę. Dziękuję za wszystko i za zaproszenie, było cudownie. – Mówię wzruszona.
- Słoneczko moje, ja też się bardzo cieszę. Wszystkiego dobrego.
Po krótkiej rozmowie spotkanie z Grzegorzem, kilka chwil na rynku i powrót do domu.
- Czyż nie takiego witania nowego roku właśnie chciałam? – Mówię do siebie przytulając się do poduszki. :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)