Trudne chwile wzmacniają albo zabijają. Wierzę, że mnie to, co teraz przeżywam nie zabije, choć łatwo nie jest.
Wczoraj poszłam z Fibi do weterynarza. Ropiało jej oczko, sól fizjologiczna nie pomogła. Ponad to u Sissi zauważyłam jakiegoś bąbla. Wyglądało to jak ukąszenie komara. Wszyscy mówili, że niegroźne, ale stwierdziłam, że skoro Fibiaka biorę do lekarza, to i Sissi pokażę. I faktycznie, u Sissi pani doktor stwierdziła niegroźnego kaszaka. Ale Fibi miała zostać poddana niezwłocznie badaniu RTG. Okazało się, że nad okiem ma twardą gulę, której bez RTG nie da się zidentyfikować.
I dziś, ok 10:00 dostałam od pani doktor telefon. Nowotwór złośliwy, nieoperacyjny. To znaczy, próbować można, ale guz by się rozprzestrzeniał.
Pani doktor zapytała mnie wprost: "czy mam ją wybudzać z narkozy, czy pozwoli pani jej odejść?" - Wiadomo, że wolałabym mieć słodziaka dalej przy sobie, ale przecież nie o moje dobro teraz chodzi. Łzy potoczyły się cienką strugą. Zapytałam tylko o to czy ona teraz cierpi? A kiedy usłyszałam odpowiedź twierdzącą, zdecydowałam od razu. Egoizmem byłoby kazać jej cierpieć. Pozwoliłam jej odejść.
Ale nie wyobrażam sobie mojego domu bez zwierzaka. A że Sissi jest zdrowa i mam nadzieję, że szczęśliwa, to postanowiłam, że wezmę 2 samiczki. Świnka mojej przyjaciółki umarła z tęsknoty za drugą świnką, która odeszła pierwsza.
Dlatego tak ważne jest, by Sissi jak najprędzej znalazła towarzystwo innych świnek.
Nie chcę świnki z zoologicznego. Sporo maluchów czeka na dom i właśnie taki dom chcę dać.
Dlatego bardzo Was proszę Kochani, gdyby ktoś z Was wiedział cokolwiek o świnkach, które szukają domu, proszę dawajcie znać! Chcę, by świnki były samiczkami i by nie miały więcej, niż 2 - 3 miesiące.
Muszę dać radę! Dla Sissi i dla przyszłych maluchów.