poniedziałek, 24 września 2012

Koncert "Przemyk akustik trio" - Czyli bez zbędnych słów :)

Muzyka na żywo to jak przebywanie z kimś bliskim, to poczucie, że nic i nikt się w tej jednej niepowtarzalnej chwili nie liczy. Radość miesza się ze wzruszeniem, zaduma z euforią, a błogość szczelnie wypełnia dosłownie każdy zakątek serca i duszy. Wczorajszy koncert „Przemyk Akustik Trio” stał się dla mnie kolejnym drogowskazem. Nie potrafię i nawet nie chcę opisywać wszystkiego, co przeżyłam, bo to należy tylko do mnie i jest tak intymne, że nie sposób mówić o tym słowami. Nie trzeba szukać daleko by odnaleźć falujące szczęście w każdej małej chwili. Bo czułam, że nie potrzebuję już niczego. Miałam wszystko, co mieć powinnam by przeżywać ten koncert w tylko dla mnie odpowiedni sposób. Delikatne jak wiosenny wietrzyk dźwięki dzwoneczków, których później mogłam po dotykać, słoneczny dźwięk gitary i rytmiczna perkusja stanowiły idealne dopełnienie mocnego, stabilnego, zmysłowego, spokojnego i budzącego poczucie bezpieczeństwa głosu Renatki. Więcej już nie jestem w stanie i nie chcę opisywać. Bo to tak, jakbym chciała motylka pogłaskać po skrzydełkach. Niby mogę, ale on już nie będzie mógł latać.

piątek, 21 września 2012

Jesiennie i tęczowo

I znowu wrzesień, a co za tym idzie jesień. Ta pora roku we mnie zawsze budzi jakieś ambiwalentne uczucia. Z jednej strony całe sterty szeleszczących, lekkich, pachnących i miękkich liści, które zawsze kojarzyły mi się z fruwającymi gdzieś między głową a sercem marzeniami, a z drugiej słoty, wiatry, deszcze i ten dziwny rodzaj nostalgii za nie wiadomo czym. Zdecydowanie pielęgnowane z troską przez całe lato nagle gdzieś czmycha jak przestraszony zwierzak, konsekwencja zaś spokojnie i bez szemrania ustępuje miejsca ciężkim niczym deszczowe chmury myślom. Oczywiście nie zamierzam siedzieć w domu z kolegą Smutkiem i przyjaciółką Niepewnością. U mnie szklanka, choć by nie wiem co się działo musi być do połowy pełna. Bo przecież zawsze jest możliwość, że będzie gorzej. A gorsze chwile? To jak z burzami w lecie. Po wielu z nich wychodzi tęcza. :) I ja właśnie w ramach tej już nieśmiało wyglądającej zza chmur tęczy biorę moją białą siostrę i jadę do Empiku, dziś premiera płyty „Przemyk akustik trio” powód więc do wyjścia jest. :) P.S. Odkryłam, że wchodząc na bloggera z mozilli coś tam mogę klikać. Zobaczymy za chwilę na ile skutecznie. :D

czwartek, 20 września 2012

I znów trzeba się wynosić

Kolejny już raz i obawiam się, że nie ostatni muszę stwierdzić, że nie ogarniam ani siebie ani tego, co się dzieje wokoło. Z mieszkaniem nic się nie wyjaśniło, choć kolega twierdzi, że na ulicy nie zostanę. Tu, gdzie mieszkam teraz czuję się jak niepotrzebny balast, którego jednak od tak nie można się pozbyć, bo trochę głupio. Nie to żeby ktoś był dla mnie niemiły, wręcz przeciwnie. Wszyscy mili, cudowni i słodcy aż mdłości można dostać, a za plecami nawet nie cichutko i dyskretnie, ale głośno i jawnie opowiadają sobie jaka to ja jestem niedobra. Staram się nie wchodzić nikomu w drogę, jestem miła, poprawna chyba i dyskretnie zamknięta w swoim pokoju z moimi świneczkami. I czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego w jednym człowieku siedzą 2 skrajnie różne osoby? Bo jak to jest, że dziś jest dla mnie milusia, a za kilka chwil opowiada, że nie można ze mną żyć??? Czy nie lepiej i prościej byłoby przyjść i powiedzieć: „słuchaj, nie podoba mi się to, to i jeszcze to. Albo coś z tym robisz albo szukaj nowego miejsca.” A może to jest tak, że ja powinnam sama domyślać się co może komuś nie pasować? – Nie, no z tego to chyba powoli wyrastam. Nie znam klucza żeby wpasować się w sztywno określone ramy ludzkich oczekiwań. Zresztą, nawet gdybym taki klucz znała to na pewno zrobiłabym wszystko by go zapomnieć. Bo albo żyję z ludźmi w prawdzie, czyli taka, jaka jestem albo decyduję się na to, że od tej chwili zaczynam budować wszystko na wykreowanej postaci tak żeby wszystkim, prócz mnie oczywiście było dobrze. To może i jest jakiś sposób, ale nawet bez próby wiem, że chyba nienajlepszy. Bo w końcu prędzej czy później prawda i tak wylezie jakąś niezbyt szczelnie zasłoniętą dziurą. Ach, czasami naprawdę chciałabym mieć taki twardy i szczelny pancerzyk. Zamknęłabym i przynajmniej przez kilka chwil miałabym pewność, że nikt i nic już nie może mi zagrozić. Teraz to mam pewność jedynie co do tego, że jak się psuje, to wszystko za jednym zamachem. Z mieszkania muszę się wynieść, ale i mój mały internetowy ogródek też muszę eksmitować z bloggera gdzieś, gdzie będę mogła spokojnie sama za pomocą klawiszków publikować. Tu zdecydowali, że zrobią lepiej, a robiąc lepiej, czyli zmieniając interfejs jednocześnie pozbawili mnie możliwości poruszania się po pulpicie nawigacyjnym. :((( Do zobaczenia więc w innym miejscu cyberprzestrzeni. Idę szukać.

środa, 12 września 2012

Było zbyt bajkowo...

Było zbyt bajkowo żeby mogło trwać.


Dziś po ponad tygodniowej nieobecności wróciłam z moimi świneczkami do Krakowa. Wszyscy mili, ucieszeni, że już jestem, miłe powitanie, kilka pytań i na koniec informacja, że muszę szukać sobie jednak innego pokoju. Przyczyna? Moje skarby śmierdzą.


I teraz właściwie każdy kto nie był u mnie, kto nie widział stanu klatki moich aniołków faktycznie pomyśli, że skoro nie dbam, to śmierdzą. - Słowo jednych, przeciwko słowu drugich. Dlaczego nie wierzyć? Przecież niewidoma, na pewno nie potrafi zająć się świnkami, żyją w gnoju i rozsiewają swój ohydny odór. Kolega Beaty kiedy dowiedział się, że jest jak jest chcąc mi pomóc zaproponował bym oddała zwierzaki do zoologicznego. – Poczułam się tak, jak gdyby ktoś wyrywał mi serce i gniotąc wyrzucał do pobliskiego kosza. – Pomoc, fajnie, rozumiem i jestem wdzięczna. Ale tego, że ktoś w ogóle pomyślał o tym, że mogłabym rozważać propozycję oddania moich słoneczek gdziekolwiek nigdy nie zrozumiem. Była u mnie Edyta, była Sandra odwiedziły mnie też Zuza, Hela i Marysia. Każdej z osobna i wszystkich razem pytałam czy moje zwierzątka śmierdzą i każda powiedziała, że mają czyściutko, że jedyne co czuć to zapach sianka. Kocham jak szalona te moje świneczki, serce mi pęka jak czeszę Phoebe, bo piszczy, a kiedy Sissi miała lekką biegunkę, to łzy mi leciały, bo bałam się, że to coś poważnego.


Ach, myślę, że to dalsze pisanie i próba udowodnienia światu, że na głowię staję by moje maluchy miały jak najlepsze warunki nie ma sensu. – Nie zależnie od wszystkiego i wszystkich, ja i moje skarby to nierozerwalny węzeł. Bo nie da się żyć, kiedy brakuje fragmentu serca.

poniedziałek, 10 września 2012

Jestem, żyję :)))))

Jestem, żyję. - Zaniedbałam ostatnio ten mój maleńki ogródek. Ale kiedy miliard rzeczy dzieje się w ciągu jednej sekundy to nie ma bata żeby to wszystko ogarnąć i jeszcze jakoś przełożyć na formę dającą się strawić.


Może więc od początku:
- Kraków. Nadal nieogarnięty. Niczego tam nie znam, ale zaczynam powoli mieć jakichś znajomych więc chyba do przodu.
- Szkoła. Niczego nie wiem prócz tego, że jestem przyjęta. Nie umiem też dojechać do tego Teatru Ludowego od siebie z domu i jakoś tak podskórnie czuję, że źle się do tego wszystkiego zabieram. Dzwoniłam do PZN z pytaniem o jakieś zajęcia z orientacji, ale życie to nie bajka.
Praca. Tu ani słowa, bo nie chcę zapeszać.
A jeśli chodzi o całą resztę, to sama nie wiem czy jest słowo, którym mogłabym określić wszystko, co dzieje się we mnie.


Kilka dni temu wróciłam ze szkolenia dla osób, które chciałyby mieć psy przewodniki. Było ciekawie, choć informacja o tym, że czasami pies, który nie reaguje na nic musi zostać skarcony fizycznie żeby słuchał totalnie mnie wyprowadziła z równowagi. Ja nie jestem trenerem, nie mam absolutnie żadnej wiedzy o szkoleniu piesków, ale gdzieś tam głęboko czuję, że to nie tak ma wyglądać. Niech to szkolenie trwa nawet 3 lata, ale niech te zwierzaczki czują, że przede wszystkim są kochane. Tak, wiem to się nie opłaca, bo dłuższe szkolenie wiąże się z tym, że później pies nie będzie mógł służyć tak długo jak teraz, ale ja osobiście wolę mieć pieska który będzie mnie prowadził przez krótszy okres czasu, ale który nie poczuje nigdy ohydnie piekącego smaku uderzenia. Niech ludzie mówią co chcą, mnie to rusza i nie godzę się na coś takiego. I na razie chyba jeszcze sobie poczekam o ile kiedyś w ogóle zechcą mi dać takiego pieska. Może pytania w stylu czy pies może dostawać dobrze zbilansowaną karmę wegetariańską nie były na miejscu? No nic. Pożyjemy, zobaczymy. Ogólne wrażenia związane ze szkoleniem i z całym czasem spędzonym w Warszawie są miłe. W dużej części tez dlatego, że byłam tam z Sandrą, z którą nie da rady niefajnie spędzać czasu. Niepokojąco dobrze nam się dogaduje. Nie żałuję ani jednej setnej sekundy z naszych warszawskich wojaży.


Kochana Domi, Robercie, dziękujemy Wam bardzo, bardzo, bardzo za przygarnięcie i użyczenie łóżka na całe 2 noce. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że mogłam się z Wami zobaczyć i spędzić chwilę z Tytuniem, który chyba też troszkę się za mną stęsknił. Tak, dzieciaki są cudowne. Jak tęsknią, to na maxa, jak nie lubią to też.

Jacku, Tobie też z całej duszyczki dziękuję za podwózkę. Wierzę i szczerze życzę Ci by wszystko ułożyło się tak, jak tego chcesz. Z Sandrą jeszcze się nie skonsultowałam, ale na 100 procent wiem, że ona też dziękuje Ci za pomoc. Pamiętajcie Kochani, że Kraków stoi przed Wami otworem. W moim małym pokoiku zawsze bezpieczny azyl.


Wszystkim ochroniarzom ze „Złotych” i przygodnym przechodniom również bardzo dzięki. Czasem mam poczucie, że brak wzroku to przednia zabawa. Fajnie, że chcieliście się z nami chwilę pobawić. :)))


Co przyniosą kolejne dni? – Głupie pytanie. Na razie w planach ogarnięcie jakiejś odrobiny Krakowa, a 23 wypad na koncert Renaty Przemyk. To 2 rzeczy, które zrobię. Acha i oczywiście zapisanie się do organizacji nurków, ale to już dawno planowałam.


Na dziś tyle. Zobaczymy czym obdarzy mnie jutro.