niedziela, 26 sierpnia 2012

Przeprowadzona

I wreszcie się w miarę przeprowadziłam. W każdym razie są ze mną w Krakowie już moje świneczki, więc to, co tworzy dom jest w komplecie.


Niestety albo może i stety bajka tak samo jak sen kiedyś się kończy. Nie mówię, że jest źle. Imprezowa córka, na luzie mama i piesek to superlokatorzy. Tyle, że do Teatru Ludowego miałam mieć 10 minut piechotą od domu, a prawda okazała się taka, że owszem, jest 10 minut piechotą, ale z jakiegoś tam przystanku, do którego muszę najpierw dojechać. Nic bezpośredniego na os. Teatralne, gdzie mieści się moja szkoła nie jedzie. Droga podobno prosta, ale mówi to osoba widząca, dla której tak naprawdę każda droga może być prosta. Dla niej 2 krawężniki więcej, kilka skrętów, jakieś krzaki, brak płotków, murków, a co za tym idzie możliwości zorientowania się gdzie właściwie jestem to nie znaczy wiele. Nie mówię, że się nie da, bo jak się chce, to wszystko się da, ale mam lekkie obawy, że Po pierwsze nie będzie osoby, która znalazłaby czas i ochotę żeby przełazić ze mną i moją laską kilkadziesiąt razy tą drogę, a po drugie, że nie zdążę się jej nauczyć. Tak naprawdę to jeszcze ani razu nie szłam od siebie do mojej szkoły i wszystko, co wiem, wiem z opowieści. Może nie będzie tak tragicznie??? Jedno wiem na pewno. Chcę sobie dać radę niezależnie od wszystkiego. W najgorszym razie po prostu będę jeździła taksówką. Osiedle Teatralne od Osiedla Kościuszkowskiego nie jest daleko.


W poniedziałek wracam do domu po resztę rzeczy. Skoro znalazłam się tu, gdzie się znalazłam to musi być jakoś. Priorytetem jest rozpoczęcie tej szkoły w brew wszystkim i wszystkiemu. Reszta się podporządkuje temu, co najważniejsze.

wtorek, 7 sierpnia 2012

W ogromnym skrócie

Całe wieki mnie tu nie było. Ale jak zwykle działo się sporo.

Wraz z końcem lipca ostatecznie i definitywnie pożegnałam się z gdańskim wegańskim mieszkankiem. – Kasiuniu, już dziękowałam, więc powtarzała się chyba nie będę, ale wiedz proszę, że ja mam u Ciebie ogromny dług. Klatka z poczty krakowskiej jeszcze nieodebrana, ale teraz zawsze, kiedy tylko będę wraz z moimi świnkami w pokoju, klatka będzie przypominała te cudne chwile spędzone z Tobą na plaży, w Sopocie czy w zupełnie pustym już mieszkanku. Bądź pewna, że to, co mi dałaś kiedyś do Ciebie wróci z siłą kilkakroć większą. P.S. Cichutko informuję, że weszłam już w posiadanie otwieracza do butelek. :P


Jeśli chodzi o Kraków, to malutki, przytulny pokoik znaleziony. I tu stop na chwilkę. – Kacperciu Kochany, dziękuję Ci za wszystko. Ha, za wszystko, to znaczy za nic, więc ok, jeszcze raz. – Kacperciu Drogi, dziękuję za to, że pojechałeś ze mną do Krakowa, za to, że znalazłeś adres, pod którym mieści się moje obecne lokum, za to, że „pożyczyłeś” oka bym mogła je obejrzeć, za pożyczenie kasy, za obiad w Greenway-u, za wino nad Wisłą, za spacer, za imprezkę i chyba tu zakończę tą litanię, bo miejsca nie starczyłoby gdybym chciała wymienić wszystko w dosłownym tego słowa znaczeniu. Moje obecne mieszkanko mieści się przy os. Kościuszkowskim, więc wszystkich chętnych by odwiedzić miasto smoka zapraszam właśnie tam. Ja i moje świneczki chętnie przyjmiemy każdą ilość gości, a najlepsze jest w tym wszystkim to, że Beata, z którą mieszkam i jej córka również nie mają absolutnie nic przeciwko ilości gości. :)))
- Twój pokój, to twoje miejsce. Rób sobie, co tam tylko chcesz.


A cóż jeszcze? A no, sporo. Odwiedziny Sandry i pobyt u Sandry, wycieczka tandemami po Wrocławiu i cała masa pozytywnych zdarzeń. Ale żeby tak bajkowo nie było, problemy i zmartwienia oczywiście też są, myślę jednak, że nie czas i miejsce by tutaj o tym pisać. Są wakacje i na razie chcę cieszyć się tym, co jest teraz. O wszystkim innym „pomyślę jutro” jak mawiała Scarlet. :) Oczywiście żyję nadzieją, że dzisiaj wszystko się rozwiąże i jutro już nie będzie o czym myśleć.

Za chwilkę wyprawa do ortodonty i założenie górnego aparatu, ale teraz na spacer. W taką pogodę to nie wypada nawet siedzieć w domciu.