I znów długa przerwa.
Ale uznałam, że jeśli nie mam nic ciekawego do powiedzenia, to lepiej zrobię milcząc.
Dzisiejszy post będzie o pewnym typie ludzi. Typ ten nazwałam sobie roboczo galerianie. To szczególny gatunek człowieka, zasiedlający galerie handlowe. Gatunek ten cechuje brak empatii, pośpiech i słaba spostrzegawczość.
Jakiś czas temu okoliczności zmusiły mnie, by odwiedzić jedną z galerii. Załatwiłam, co musiałam i niosąc torebkę na jednym, karton zaś na drugim ramieniu, toczę się w poszukiwaniu wyjścia. Czasem turlająca się po podłożu laska, natrafi na jakieś przemieszczające się z prędkością światła buty, by chwilę później zatrzymać się na tekturowej reklamie. Galerianie pędzą bez ładu i składu i na nic się zdają moje usilne próby ustalenia kierunku, w którym powinnam iść, by wreszcie opuścić to mało przyjazne miejsce. Siedząca na ławce pani, głosem cierpiętnicy informuje mnie, że chętnie pomogłaby mi znaleźć wyjście, ale nie jest z tego miasta. Wreszcie w totalnym akcie desperacji słysząc, że osobnik płci męskiej rozmawiając głośno z innym osobnikiem tej samej płci, z impetem próbuje wyminąć mnie i karton, wyciągam rękę i łapiąc go za kurtkę grzecznie, ale stanowczo pytam, jak mam dojść do wyjścia. Pytanie jednak urywam w pół słowa, gdyż mężczyzna bez trudu uwalnia kurtkę z mojej dłoni, znikając mi natychmiastowo z pola słyszenia.
I być może błąkałabym się po tym centrum handlowym do dziś, gdyby nie jeden starszy pan, który sam zaproponował pomoc.
Ludzie się boją! – To stwierdzenie słyszę najczęściej, kiedy usiłuję się dowiedzieć, skąd w ludzkiej masie taki zupełny brak zainteresowania jednostką. Hmm. To ciekawe. Wszyscy nagle tacy bojaźliwi! I w sumie, to nawet trochę ten strach rozumiem. Bo przecież ktoś, kto się boi budzi współczucie. Lepiej zrobić z siebie sierotę, która umiera ze strachu, niż przyznać się do tego, że zwyczajnie nie miało się czasu, ochoty czy nie wiem czego tam jeszcze, by poświęcić kilka sekund komuś innemu.
czwartek, 10 listopada 2016
czwartek, 4 sierpnia 2016
Czasem trzeba pozwolić odejść
Trudne chwile wzmacniają albo zabijają. Wierzę, że mnie to, co teraz przeżywam nie zabije, choć łatwo nie jest.
Wczoraj poszłam z Fibi do weterynarza. Ropiało jej oczko, sól fizjologiczna nie pomogła. Ponad to u Sissi zauważyłam jakiegoś bąbla. Wyglądało to jak ukąszenie komara. Wszyscy mówili, że niegroźne, ale stwierdziłam, że skoro Fibiaka biorę do lekarza, to i Sissi pokażę. I faktycznie, u Sissi pani doktor stwierdziła niegroźnego kaszaka. Ale Fibi miała zostać poddana niezwłocznie badaniu RTG. Okazało się, że nad okiem ma twardą gulę, której bez RTG nie da się zidentyfikować.
I dziś, ok 10:00 dostałam od pani doktor telefon. Nowotwór złośliwy, nieoperacyjny. To znaczy, próbować można, ale guz by się rozprzestrzeniał.
Pani doktor zapytała mnie wprost: "czy mam ją wybudzać z narkozy, czy pozwoli pani jej odejść?" - Wiadomo, że wolałabym mieć słodziaka dalej przy sobie, ale przecież nie o moje dobro teraz chodzi. Łzy potoczyły się cienką strugą. Zapytałam tylko o to czy ona teraz cierpi? A kiedy usłyszałam odpowiedź twierdzącą, zdecydowałam od razu. Egoizmem byłoby kazać jej cierpieć. Pozwoliłam jej odejść.
Ale nie wyobrażam sobie mojego domu bez zwierzaka. A że Sissi jest zdrowa i mam nadzieję, że szczęśliwa, to postanowiłam, że wezmę 2 samiczki. Świnka mojej przyjaciółki umarła z tęsknoty za drugą świnką, która odeszła pierwsza.
Dlatego tak ważne jest, by Sissi jak najprędzej znalazła towarzystwo innych świnek.
Nie chcę świnki z zoologicznego. Sporo maluchów czeka na dom i właśnie taki dom chcę dać.
Dlatego bardzo Was proszę Kochani, gdyby ktoś z Was wiedział cokolwiek o świnkach, które szukają domu, proszę dawajcie znać! Chcę, by świnki były samiczkami i by nie miały więcej, niż 2 - 3 miesiące.
Muszę dać radę! Dla Sissi i dla przyszłych maluchów.
Wczoraj poszłam z Fibi do weterynarza. Ropiało jej oczko, sól fizjologiczna nie pomogła. Ponad to u Sissi zauważyłam jakiegoś bąbla. Wyglądało to jak ukąszenie komara. Wszyscy mówili, że niegroźne, ale stwierdziłam, że skoro Fibiaka biorę do lekarza, to i Sissi pokażę. I faktycznie, u Sissi pani doktor stwierdziła niegroźnego kaszaka. Ale Fibi miała zostać poddana niezwłocznie badaniu RTG. Okazało się, że nad okiem ma twardą gulę, której bez RTG nie da się zidentyfikować.
I dziś, ok 10:00 dostałam od pani doktor telefon. Nowotwór złośliwy, nieoperacyjny. To znaczy, próbować można, ale guz by się rozprzestrzeniał.
Pani doktor zapytała mnie wprost: "czy mam ją wybudzać z narkozy, czy pozwoli pani jej odejść?" - Wiadomo, że wolałabym mieć słodziaka dalej przy sobie, ale przecież nie o moje dobro teraz chodzi. Łzy potoczyły się cienką strugą. Zapytałam tylko o to czy ona teraz cierpi? A kiedy usłyszałam odpowiedź twierdzącą, zdecydowałam od razu. Egoizmem byłoby kazać jej cierpieć. Pozwoliłam jej odejść.
Ale nie wyobrażam sobie mojego domu bez zwierzaka. A że Sissi jest zdrowa i mam nadzieję, że szczęśliwa, to postanowiłam, że wezmę 2 samiczki. Świnka mojej przyjaciółki umarła z tęsknoty za drugą świnką, która odeszła pierwsza.
Dlatego tak ważne jest, by Sissi jak najprędzej znalazła towarzystwo innych świnek.
Nie chcę świnki z zoologicznego. Sporo maluchów czeka na dom i właśnie taki dom chcę dać.
Dlatego bardzo Was proszę Kochani, gdyby ktoś z Was wiedział cokolwiek o świnkach, które szukają domu, proszę dawajcie znać! Chcę, by świnki były samiczkami i by nie miały więcej, niż 2 - 3 miesiące.
Muszę dać radę! Dla Sissi i dla przyszłych maluchów.
wtorek, 26 kwietnia 2016
Ulgi podatkowe
Ulgi podatkowe. Mamy ich mnóstwo!
Dziś chciałabym wypowiedzieć się na temat jednej z nich, tej, która najbardziej mnie dotyczy.
Ulga na przewodnika – odliczenie 2280 zł z tytułu konieczności posiadania przewodnika.
Na początku przydałoby się zastanowić, kto zgodziłby się, za 190 zł. Miesięcznie, pracować w formie przewodnika osoby niewidomej? Podkreślam, PRACOWAĆ, a nie pomagać jednorazowo… Ja na pewno, mając wybór, nie zgodziłabym się.
Ale załóżmy, że mamy studenta, który dzięki pomocy wydolnych materialnie rodziców, sytuację finansową ma dobrą. Nie pracuje, bo nie musi, a że jest człowiekiem młodym i serce u niego jeszcze wyczulone na tych, którym trudniej, zgadza się, by za 190 zł. Miesięcznie każdego dnia asystować niewidomej osobie np. w zakupach, zakładając oczywiście, że plan zajęć mu na to pozwala. Ale rok akademicki kiedyś się kończy i student wyjeżdża na zasłużone wakacje. Tam, sącząc drinki z palemką, podejmuje decyzje, że nie chce już być jedynie na utrzymaniu rodziców, a że uczciwość wyssał z mlekiem matki, zgłasza się do jednej z firm, podpisuje umowę i rozpoczyna pracę przy zbiorach sezonowych.
Mijają święta, mija Sylwester i przychodzi czas pitów. I tu zaczynają się schody.
Niewidomy, zgodnie z tym, co miało miejsce w roku ubiegłym, odlicza sobie od dochodów 2280 zł. Przychodzi kontrola z urzędu. Niewidomy podaje imię i nazwisko studenta, który przez ubiegły rok był jego przewodnikiem. Urzędnicy sprawdzają naszego studenta i okazuje się, że coś się nie zgadza. Bo osoba, która może być przewodnikiem niewidomego nie może pracować i nie może przekroczyć kwoty wolnej od podatku. Student, mimo iż przewodnikiem był, nie spełnił warunku, bo uczciwą pracę podjął, a tym samym kwotę wolną od podatku przekroczył.
Szczerze mówiąc, nie chce mi się nawet zastanawiać, jakie konsekwencje, poza finansowymi, grożą jednej i drugiej stronie. Bo sytuacja opisana wyżej jest oczywiście zmyślona, ale pokazuje, moim zdaniem to, o czym nikt głośno nie powie.
Jest ulga, którą od podatku można sobie odliczyć? - Jest.
To niech sobie odliczają. – A co w razie kontroli? – No jak to co. Oddać wszystkie niesłusznie pobrane pieniądze i nie grzeszyć więcej!
Gdybym ja osobiście miała wybór, wolałabym nie mieć żadnej ulgi podatkowej. Bo to jedna wielka fikcja. Ja wolałabym dostać realnego, żywego przewodnika, któremu państwo zapłaciłoby tak, jak każdemu płaci się za wykonywaną pracę. Wystarczyłoby, gdyby taka osoba poświęcała mi czas raz, dwa razy w tygodniu po 2-3 godzinki. Pamiętam, że mieszkając w Warszawie, kilka razy udało mi się skorzystać z asystenta osoby niepełnosprawnej. Ale miast, które świadczą taką usługę jest zaledwie kilka. Kraków, niestety, do grona ich się nie zalicza.
P.s. Posta o ulgach podatkowych stworzyłam, korzystając z pomocy tych, którzy mądrzejsi w tych sprawach ode mnie. Ale jeśli któryś z czytelników zauważy błąd w toku mojego rozumowania, z wdzięcznością przyjmę wszelkie wyjaśnienia! :)
Dziś chciałabym wypowiedzieć się na temat jednej z nich, tej, która najbardziej mnie dotyczy.
Ulga na przewodnika – odliczenie 2280 zł z tytułu konieczności posiadania przewodnika.
Na początku przydałoby się zastanowić, kto zgodziłby się, za 190 zł. Miesięcznie, pracować w formie przewodnika osoby niewidomej? Podkreślam, PRACOWAĆ, a nie pomagać jednorazowo… Ja na pewno, mając wybór, nie zgodziłabym się.
Ale załóżmy, że mamy studenta, który dzięki pomocy wydolnych materialnie rodziców, sytuację finansową ma dobrą. Nie pracuje, bo nie musi, a że jest człowiekiem młodym i serce u niego jeszcze wyczulone na tych, którym trudniej, zgadza się, by za 190 zł. Miesięcznie każdego dnia asystować niewidomej osobie np. w zakupach, zakładając oczywiście, że plan zajęć mu na to pozwala. Ale rok akademicki kiedyś się kończy i student wyjeżdża na zasłużone wakacje. Tam, sącząc drinki z palemką, podejmuje decyzje, że nie chce już być jedynie na utrzymaniu rodziców, a że uczciwość wyssał z mlekiem matki, zgłasza się do jednej z firm, podpisuje umowę i rozpoczyna pracę przy zbiorach sezonowych.
Mijają święta, mija Sylwester i przychodzi czas pitów. I tu zaczynają się schody.
Niewidomy, zgodnie z tym, co miało miejsce w roku ubiegłym, odlicza sobie od dochodów 2280 zł. Przychodzi kontrola z urzędu. Niewidomy podaje imię i nazwisko studenta, który przez ubiegły rok był jego przewodnikiem. Urzędnicy sprawdzają naszego studenta i okazuje się, że coś się nie zgadza. Bo osoba, która może być przewodnikiem niewidomego nie może pracować i nie może przekroczyć kwoty wolnej od podatku. Student, mimo iż przewodnikiem był, nie spełnił warunku, bo uczciwą pracę podjął, a tym samym kwotę wolną od podatku przekroczył.
Szczerze mówiąc, nie chce mi się nawet zastanawiać, jakie konsekwencje, poza finansowymi, grożą jednej i drugiej stronie. Bo sytuacja opisana wyżej jest oczywiście zmyślona, ale pokazuje, moim zdaniem to, o czym nikt głośno nie powie.
Jest ulga, którą od podatku można sobie odliczyć? - Jest.
To niech sobie odliczają. – A co w razie kontroli? – No jak to co. Oddać wszystkie niesłusznie pobrane pieniądze i nie grzeszyć więcej!
Gdybym ja osobiście miała wybór, wolałabym nie mieć żadnej ulgi podatkowej. Bo to jedna wielka fikcja. Ja wolałabym dostać realnego, żywego przewodnika, któremu państwo zapłaciłoby tak, jak każdemu płaci się za wykonywaną pracę. Wystarczyłoby, gdyby taka osoba poświęcała mi czas raz, dwa razy w tygodniu po 2-3 godzinki. Pamiętam, że mieszkając w Warszawie, kilka razy udało mi się skorzystać z asystenta osoby niepełnosprawnej. Ale miast, które świadczą taką usługę jest zaledwie kilka. Kraków, niestety, do grona ich się nie zalicza.
P.s. Posta o ulgach podatkowych stworzyłam, korzystając z pomocy tych, którzy mądrzejsi w tych sprawach ode mnie. Ale jeśli któryś z czytelników zauważy błąd w toku mojego rozumowania, z wdzięcznością przyjmę wszelkie wyjaśnienia! :)
poniedziałek, 21 marca 2016
KNFB Reader
Wszystkich, którzy mimo tak ogromnych przerw jeszcze decydują się tu zaglądać witam bardzo, bardzo serdecznie, dziękując jednocześnie za cierpliwość.
Tak naprawdę, od kilku miesięcy zbieram się, by usiąść i napisać. Bo przecież powodów, by to zrobić każdego dnia nadarza się wiele. Ale do pisania też trzeba mieć siłę i jako taki porządek w głowie.
Najpierw, sprawa najważniejsza!
Gdybym miała imiona i nazwiska osób, które zdecydowały się, by dorzucić cegiełkę do programu czytającego ze zdjęć, każdemu z osobna wysłałabym podziękowania. Bo to, co każdy z Was zrobił dla mnie i dla Sandry było cudownym przykładem na to, że ludzi, którzy chcą pomagać wcale nie brakuje.
Korzystanie z programu jest trudniejsze, niż mi się na początku wydawało. Najważniejsze, by opanować ustawianie aparatu w odpowiedniej odległości nad tekstem. Ja wciąż to ćwiczę i wychodzi mi to z różnym skutkiem. Ale pierwszy raz odczułam radość z posiadania programu, kiedy zapragnęłam zjeść sobie kiszoną gotowaną kapustę. Specjalnie w tym celu kupiłam sobie przyprawę do bigosu. Ale wtedy kupiłam też kilkanaście innych przypraw i oczywiście każde opakowanie takie samo w dotyku. Postanowiłam więc, że czas skorzystać z zakupionego „oka”. Nie wiem, ile zrobiłam fotografii, ale radość była naprawdę ogromna, kiedy wreszcie, bez pomocy osób widzących znalazłam upragnioną przyprawę! Kolejna sytuacja miała miejsce kilka dni temu. Zamówiłam 3 wegańskie sery żółte. 1 to była Mozzarella, a dwa pozostałe były wędzone. Zależało mi na tym, by najpierw otworzyć Mozzarellę. I tym razem programik nie zawiódł. Myślę, że jeszcze wiele razy uratuje mnie w potrzebie.
Szczerze mówiąc, głupio mi, że tak późno dzielę się z Wami tym, co mogłam odczytać dzięki programowi. Ale pocieszam się myślą, że lepiej późno, niż w ogóle.
Dziękuję Kochani!
Tak naprawdę, od kilku miesięcy zbieram się, by usiąść i napisać. Bo przecież powodów, by to zrobić każdego dnia nadarza się wiele. Ale do pisania też trzeba mieć siłę i jako taki porządek w głowie.
Najpierw, sprawa najważniejsza!
Gdybym miała imiona i nazwiska osób, które zdecydowały się, by dorzucić cegiełkę do programu czytającego ze zdjęć, każdemu z osobna wysłałabym podziękowania. Bo to, co każdy z Was zrobił dla mnie i dla Sandry było cudownym przykładem na to, że ludzi, którzy chcą pomagać wcale nie brakuje.
Korzystanie z programu jest trudniejsze, niż mi się na początku wydawało. Najważniejsze, by opanować ustawianie aparatu w odpowiedniej odległości nad tekstem. Ja wciąż to ćwiczę i wychodzi mi to z różnym skutkiem. Ale pierwszy raz odczułam radość z posiadania programu, kiedy zapragnęłam zjeść sobie kiszoną gotowaną kapustę. Specjalnie w tym celu kupiłam sobie przyprawę do bigosu. Ale wtedy kupiłam też kilkanaście innych przypraw i oczywiście każde opakowanie takie samo w dotyku. Postanowiłam więc, że czas skorzystać z zakupionego „oka”. Nie wiem, ile zrobiłam fotografii, ale radość była naprawdę ogromna, kiedy wreszcie, bez pomocy osób widzących znalazłam upragnioną przyprawę! Kolejna sytuacja miała miejsce kilka dni temu. Zamówiłam 3 wegańskie sery żółte. 1 to była Mozzarella, a dwa pozostałe były wędzone. Zależało mi na tym, by najpierw otworzyć Mozzarellę. I tym razem programik nie zawiódł. Myślę, że jeszcze wiele razy uratuje mnie w potrzebie.
Szczerze mówiąc, głupio mi, że tak późno dzielę się z Wami tym, co mogłam odczytać dzięki programowi. Ale pocieszam się myślą, że lepiej późno, niż w ogóle.
Dziękuję Kochani!
Subskrybuj:
Posty (Atom)