Jeszcze 5 godzin temu zaliczałam się do grupy, która o Evicie nie wie nic. – Teraz, leżąc na kanapie jestem kimś, kto chce dowiedzieć się jeszcze więcej.
„Buenos Aires” Marty Handzlik to książka, która swą szczerością i prawdziwością zachęca by pójść dalej, by tak jak autorka odkrywać dla siebie samego wszystko to, co wydaje się być odkryte, opisane i opowiedziane na milion sposobów. – Bo przecież o Evicie powstało już mnóstwo publikacji. – Ale dopiero teraz powstała ta.
Czytając „Buenos Aires”, po części czytałam opis swoich spełnionych marzeń. – Znam doskonale uczucia towarzyszące marzeniu, które właśnie się spełnia. – I opisałabym je dokładnie w ten sam sposób, w jaki mówi o tym autorka.
Książka ujęła mnie swoją prostą formą, szczerym przekazem, językiem, który pozbawiony budzącego dystans patosu oraz tym, że ja, będąc czytelniczką czułam się zadbana.
Czytając relację Marty miałam wrażenie, że Buenos, w którym przecież jeszcze nie byłam staje się mi bliskie. – Wraz z autorką odkrywałam to niezwykłe miasto. Słyszałam turkot kół wózka, gdzie wyciskano sok ze świeżych pomarańczy i płacz niemowlęcia przewijanego na gołej ziemi. Czułam zapach dulce de leche i smak pysznych, słodkich bananów.
- Ciekawe jak ja, osoba prowadząca całkowicie wegański tryb życia, poradziłabym sobie kulinarnie w Buenos? – Zastanawiałam się, próbując jednocześnie nie przyswajać zapachu wszędobylskiej wołowiny, która tu akurat występuje w formie zdecydowanie i absolutnie niewegańskiej…
Cmentarz Recoleta, który wraz z autorką odwiedzam na samym początku podróży i dla mnie jest miejscem zadumy. – Gdybym urodziła się odrobinę wcześniej, w cieplejszym od naszego klimacie, w tym boskim mieście tanga, czy też stałabym wraz z tłumem pod Casa Rosada?...
I wreszcie! :))) Magiczny temazcal i moja wymarzona dżungla… :) - Temazcal to indiańska tradycja oczyszczania duszy, ciała i umysłu za pomocą kąpieli parowej z dodatkiem ziół. Kto wie, kiedy i czy w ogóle dowiedziałabym się o tym niesamowitym rytuale, gdyby nie „Buenos Aires”?...
Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak tylko szczerze, gorąco i serdecznie zachęcić każdego, kto tu zajrzy do przeczytania „Buenos Aires”. – Książkę można nabyć w każdej niemalże internetowej księgarni.
A może właśnie ta historia całkowicie odmieni jakieś życie, budząc w nim na nowo wiarę w to, że wystarczy mocno i z całego serca pragnąć?...
P.S. I już tak na ostatni koniec, :))) całkiem od siebie dziękuję Marcie Handzlik, że zabrała mnie w tą ciekawą podróż na kontynent moich marzeń… :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz