Końcówka października. Wczoraj obierając mandarynkę poczułam nagle zapach świąt. Bo takie okrągłe malutkie mandarynki, sama nie wiem dlaczego zawsze kojarzą mi się ze świętami, ze świętym Mikołajem, z mrozem bez litości szczypiącym w nos i z tym, że wreszcie już nie trzeba przez jakiś czas chodzić do szkoły. Skojarzenia miałam dość trafne, bo w czwartek wieczorem wracając na Stogi powiedziałam Tomkowi, że gdyby wrócił prąd to cieszyłabym się jak dziecko, które dostało prezent pod choinkę. W piątek po południu po kilkunastu dniach snu lodówka radośnie zaśpiewała, a kiedy radość już szerokim strumieniem przelała się przez całe moje wnętrze do jej dostojnego burczenia przyłączyła się pralka tworząc niezapomniany i piękny duet z odkurzaczem. :D
Dziś rano drugi raz poszłam na zajęcia. Przez ostatnie 2 tygodnie raczej się nie nudziłam, bo zdążyłam zaliczyć 2 spotkania z Szamanką i tygodniowy pobyt w Łodzi, ale cieszyłam się, że wreszcie kolejny szkolny weekend,. Rano budząc się wiedziałam, że dziś muszę drogę do szkoły pokonać już zupełnie sama, bo aż tak wredna nie jestem żeby prosić kogokolwiek o pomoc w sobotę przed godziną ósmą rano. Jedyne na co się zdobyłam to cicha prośba skierowana do mojej siły wyższej, bo wiedziałam, że chcę i muszę jakoś dotrzeć na zajęcia. Zamykając drzwi do mieszkania usłyszałam, że z góry ktoś schodzi.
- Dzień dobry. – Powiedziałam uśmiechając się do schodzącej osoby.
- Dzień dobry. – Usłyszałam głos starszej pani.
- Przepraszam bardzo czy idzie pani może w stronę przystanku tramwajowego?
- Tak.
- A czy mogłaby pani mi pomóc? Ja też tam zmierzam.
Tym sposobem dotarłam na przystanek, na którym okazało się, że tramwaje ani dziś ani jutro nie jeżdżą z powodu remontu torów. Przyjechał autobus, z którego musiałam się przesiąść w tramwaj. Jakaś dziewczyna z dymiącym się papierosem pomaga znaleźć mi wejście do szkoły i tym sposobem cała i zdrowa docieram na zajęcia. Dziękuję aniołkowi prosząc jednocześnie by i jutro trzymał mnie za rękę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz