Planowanie nigdy nie było i nadal nie jest moją mocną stroną. Wszystko dzieje się jakoś tak niespodziewanie, szybko i czasami diametralnie zmienia patrzenie na obecnie otaczającą mnie rzeczywistość.
Majówka spędzona na 4 Krumach,
wczoraj natomiast wieczór oddany „Życiu seksualnemu dzikich” K. Garbaczewskiego.
- To opowiedz mi Beatko coś o tym spektaklu. – Mówię do koleżanki siedząc w dusznym, ale oczywiście obowiązkowo klimatyzowanym autobusie zmierzającym do ATM Studio.
- No, spektakl jest dziwny i bardzo trudny do opowiedzenia. Nie ma jako takiej fabuły. Jest postać Malinowskiego, który wyjeżdża na wyspę i zajmuje się badaniem tych dzikich. Nad publicznością wisi odwrócona do góry nogami wyspa, która później ich pochłania.
- Jak to?
- No tak to wygląda jakby ich pochłaniała.
Na miejsce dojeżdżamy znacznie przed czasem. Po krótkim spacerku siadamy na kanapach i czekamy.
- O, Jacek nam pomachał.
- A gdzie jest?
- Tam na górze.
- To jak możesz widzieć go skoro jest na górze?
- Bo tam jest balkon.
- Acha. Ty, a słuchaj, jak się macha to jaki powinno się wykonywać ruch? Bo ja robię tak. – I tu pokiwałam ręką z prawej na lewą i odwrotnie.
- No mniej więcej. – Odpowiada Beatka ze śmiechem.
- Ale dlaczego mniej więcej? To co robię nie tak?
- Oj, przestań. Nie ma nie tak. Po prostu… - I tu nastąpiła cała lekcja prawidłowego machania zakończona dzięki dobremu nauczycielowi sukcesem, ale może o lekcjach gestów osób widzących opowiem innym razem.
Spektakl zaczyna się z dość dużym opóźnieniem. Najpierw ustawianie scenografii, a następnie oczekiwanie aż łaskawi widzowie zechcą zająć miejsca. Czasami mam wrażenie, że ludziom chyba trochę myli się teatr z kościołem czy jakąś kawiarnią, gdzie można sobie w każdej chwili bez pośpiechu wejść. Wreszcie, gdy już każdy usadził swój szanowny tyłek na miejscu rozpoczynamy wraz z aktorami podróż do jeszcze nieznanego nam świata.
Wymioty, dźwięk malowania sprejem, zapach dziecięcej oliwki, plusk wody w basenie, w którym aktorzy odgrywali część spektaklu, dźwięk przesuwającej się nad nami wyspy, mądre i dowcipne teksty oraz cudowna muzyka to skojarzenia, które przychodzą mi na myśl kiedy odtwarzam sobie raz jeszcze to widowisko w głowie. Całość nie powaliła mnie na kolana. Wielu rzeczy nie rozumiałam, a czasami czułam się zupełnie tak, jak gdybym obserwowała komputerową grę, a nie sztukę teatralną. W odbiorze „Życia seksualnego dzikich” brak wzroku na pewno nie pomaga, bo niewątpliwie duże znaczenie ma tam oddychająca scenografia i inne wizualne bajery. Myślę, że trudno jednoznacznie powiedzieć czy to dobra czy zła sztuka. Z resztą, ja jestem tylko widzem i przyjemności najmniejszej nie sprawia mi jeżdżenie po kimkolwiek jak po burej suce. Dlatego najlepiej będzie jeśli każdy sam obejrzy przedstawienie i zdecyduje czy podoba mu się ono czy nie. Ja wręcz uwielbiam < a href="http://www.facebook.com/pages/Teatr-Krzysztofa-Warlikowskiego/219381711489158?ref=ts&sk=photos#!/media/set/?set=a.271038342990161.63006.219381711489158&type=3">Poniedziałka Jacka na scenie, a ponieważ w „Życiu seksualnym dzikich” gra
on główną rolę to i całość stawia spektakl w całkiem pozytywnym świetle.
Jacuś, dzięki za wczoraj. I choć może zbyt entuzjastycznym widzem nie byłam, to wiedz, że Twoja gra naprawdę mi się podobała.
Za kilka chwil wyjście na „Wiarołomnych”. – Tu już bardziej znajomy grunt, bo spektakl ten zobaczę po raz drugi. Cieszę się na ten wieczór i czekam z niecierpliwością.
P.S. Beatko, dzięki za ten cały czas, który mi poświęcasz i za wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz