Przez ostatnich kilka tygodni ani mnie ani moich świneczek nie było w naszym gdańskim mieszkanku. Ciągle coś się działo. Teatr, spotkania ze znajomymi i chwilka w Świdnicy. Wczoraj miałam ostatni egzamin i ostatnie zajęcia. Wszystko zdane, zaliczone i skończone. Mam za sobą naprawdę fajny rok życia. Pojawiło się w nim mnóstwo fantastycznych ludzi, którzy swoimi osobowościami wnieśli w nie mnóstwo świeżości i radości.
Sobotnią noc spędziłam w pociągu, w którym było dość wesoło. Ktoś zostawił przed naszym przedziałem samotny dziwnie wyglądający pakunek. Oczywiście wyobraźnia wszystkich postanowiła pokazać na co ją stać i historyjkę z bombą ułożyliśmy w sekundę. Ale jak widać jednak nic się nie stało, a przynajmniej będzie co wspominać. Po tej pełnej atrakcji nocy i po stresującym dniu chciałam jak człowiek zrobić sobie jakiejś fajnej herbaty i położyć się spać. To drugie bez problemu, ale przy robieniu herbaty czekała mnie niemiła niespodzianka. Oto gaz, który zawsze wydawał znajomy syk po przekręceniu kurka tym razem zachowywał się zupełnie odmiennie. Podpalam zapalniczką z nadzieją, że może przez zmęczenie coś tam źle słyszę, ale dalej nic. Odkręcam drugi kurek, bo przecież jeden mógł się zablokować, dalej to samo. Gorączkowo myślę, przeglądam w głowie ostatnie płacone rachunki i wszystko w porządku. Pani, u której płaciłam gaz wyraźnie powiedziała, że następny rachunek dopiero w czerwcu. To dlaczego u licha nie ma gazu? Na szczęście wczoraj byłam już tak zmęczona, że nie zawracałam sobie głowy problemem gazu i czym prędzej udałam się w krainę snu.
Dziś rano ekspres do kawy posłużył mi jako czajnik i w ekspresowym tempie miałam gorącą wodę. Po południu jadę do koleżanki. Biorę cały stos wszystkich rachunków jakie tylko w domu posiadam i przeglądamy.
- Prąd masz zapłacony. Tu jakieś z biura obsługi mieszkańców. O, stare awizo i jakiś list do jakiejś Joanny. I masz też zawiadomienie o odcięciu dopływu gazu.
- Ej, ale przecież rachunki mam zapłacone.
- Czekaj. Tak. Za marzec masz zapłacone. Później dopiero w czerwcu. Ale nie, czekaj. Rachunku za kwiecień nie zapłaciłaś.
- Co? Za jaki kwiecień? Przecież kiedy w marcu płaciłam pani wyraźnie powiedziała, że dopiero teraz w czerwcu mam płacić.
- Nie. Oni to tak pokroili. W kwietniu miałaś 31 z groszami.
- Matko, przecież gdybym wiedziała, że jest rachunek to bym go zapłaciła.
Dzwonię czym prędzej do gazowni. Tam kilka pytań i dowiaduję się, że trzeba uregulować zaległość plus 155 złotych za zdjęcie blokady.
No tak. Jesteś ślepa, to płać. – Pomyślałam widząc już ile za te 180 złotych ucieka mi biletów na spektakle. Jutro więc pędzę do gazowni, a później niech się dzieje co chce. Przed czwartkiem i wyjazdem do Warszawy na „Opowieści afrykańskie wg Szekspira” chyba nic nie jest mi w stanie zepsuć radosnego nastroju. A kasa? Rzecz nabyta. Raz jest, raz jej nie ma. U mnie chyba jeszcze nigdy nie było tak źle żeby nie mogło być gorzej. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz