Znowu cudny, intensywny i pełen przygód okres.
Gazownia, dzięki Moni, która bardzo, bardzo mi pomogła załatwiona, gaz ma być we wtorek. Wracam w środowe popołudnie do domu szczęśliwa i żyjąca już czwartkiem, który prócz spotkania z Alicją przyniesie znowu „Opowieści afrykańskie wg Szekspira”. Fakt, że przy gdańskiej strefie kibica tramwaj odmówił posłuszeństwa i wszyscy musieli wysiadać nic nie znaczył, bo od razu poznałam świetną dziewczynę, z którą powędrowałyśmy na kolejny tramwaj.
Patrycjo, dziękuję Ci za wszystko. Dzięki za zakupy i pomoc. Kawa i obiad wciąż aktualne. :)))
W czwartek pobudka o 03:30. Trzeba przecież umyć włosy i nie spóźnić się na pociąg do Warszawy. Wsiadając do przedziału z radością odkrywam, że jest w nim działające gniazdko, więc kiedy w Tczewie dosiada się Ala od razu włączamy „Kruma”. Podróż minęła ekspresowo. Później szybkie zakupy w „Złotych” i wymarsz do centrum „Kopernik”. Czasu i miejsca nie starczyłoby gdybym chciała opisać wszystkie zabawki. Każdemu, kto jeszcze nie był serdecznie polecam. Można tam m.in. posłuchać dźwięków różnych religii, usłyszeć wygrywany na bębnie własny rytm serca czy poleżeć na łożu fakira. Czas mija tam wraz dwa, dlatego też później szybki obiad i wreszcie jedziemy do ATM Studio. Pierwszy raz po dłuższej przerwie oglądałam „Opowieści” bez „oka”, bo chciałam by koleżanka w pełni skupiła się na spektaklu. Z lekkim smutkiem stwierdziłam, że jednak nie znam tej sztuki jeszcze tak dokładnie jak np. „Kruma”, którego spokojnie sama mogę opowiadać.
Ale przecież mam szansę jeszcze 3 razy. – Pomyślałam z radością słuchając oklasków końcowych.
Bez konkretnych planów i ciężkiego plecaka, który dzięki miłemu panu z ochrony mogłam zostawić w studio jedziemy z Alą w stronę centrum. Trochę włóczymy się po Warszawie w poszukiwaniu jakiegoś w miarę bezpiecznego miejsca. Siadamy gdzieś w pustym lokalu na herbatę, a później przemarsz na Centralny. Ala jedzie do domu, a ja zostaję w Starbucksie z lekkim zmęczeniem i kubkiem świeżo wyciskanego soku. Jacyś mili Amerykanie pożyczają mi ładowarkę do telefonu, później pomagają dojść do toalety i wreszcie zostaję sama. Niestety nie na długo. Po chwili dosiada się do mnie jakiś człowiek. Nie mówi po polsku po angielsku średnio. Najpierw jest miło. Zaczynamy rozmawiać o Polsce o piłce, a później temat schodzi na psy przewodniki. Jak głupim i naiwnym trzeba być by uwierzyć w to, że facet naprawdę ma taką hodowlę? – W każdym razie ja uwierzyłam, bo wiem, że za granicą o wiele łatwiej dostać takiego psa niż tu, w Polsce. Od razu wymieniliśmy się numerami telefonu, ale już po chwili wiedziałam, że to była najgłupsza rzecz, jaką mogłam zrobić. Nie czas to i miejsce by opisywać tutaj dalszy przebieg zdarzeń. Na całe szczęście wszystko skończyło się dobrze.
- Hmmm. W takim razie nie wiem, co mam robić i jak się zachowywać. Przecież chcąc funkcjonować w miarę normalnie nie mogę zamykać się na ludzi. – Myślałam żegnając się z Paulą, z którą zaliczyłam śniadanie. Zmęczenie co raz bardziej dawało się we znaki, siedząc więc w bezpiecznym miejscu co jakiś czas drzemałam chcąc choć trochę zregenerować organizm. Wreszcie postanowiłam, że najlepiej będzie już zebrać się i przemieścić w stronę ATM-u. Wiedziałam, że jestem zmęczona więc znalezienie dojazdu zajmie mi pewnie odrobinę więcej czasu niż zwykle. Miła pani pomaga mi znaleźć toaletę, a później druga miła pani idzie ze mną na tramwaj. Trzecia pani pomaga mi odnaleźć autobus 146, a czwarta podprowadza mnie do studia.
- Ja już kiedyś panią tu prowadziłam. Pamięta pani? – Chwila zastanowienia. Faktycznie.
- Tak. Jasne.
Przed spektaklem spotykam Helę, Zuzę i Marysię. Później dołącza do nas też Beatka. Niestety każde z nas ma miejsce gdzieś indziej. To dla mnie 1 z najtrudniejszych spektakli. Na drugim akcie zmęczenie przewyższyło wszystko. Pod koniec czułam się paskudnie, na szczęście szybkie wyjście na dwór pomogło i trzeci akt dałam radę jeszcze obejrzeć.
Kochane dziewczynki, Droga Helu, :))) dziękuję. Twój tato i wy uratowałyście mi skórę, bo kolejnej nocy gdzieś na starówce czy dworcu nie dałabym rady znieść. Mam u Was ogromny dług. Czułam się bardzo źle zabierając wszystkim czas, bo wiadomo nikt nie chce grać roli sieroty, która nie jest w stanie sobie poradzić, ale kiedy dotarłam do akademika niczego więcej prócz jakiegoś miejsca do złożenia ciała nie potrzebowałam do szczęścia. Wchodząc do pokoju od razu przypominam sobie czas, kiedy to studiując na UW każdego dnia wychodziłam i przychodziłam do tegoż właśnie akademika. Jak bumerang zaczęły wracać sytuacje, te dobre i złe wspomnienia, które tworząc gęstą sieć lekko i cicho przeniosły mnie w krainę Morfeusza.
I kolejny poranek. Przyjeżdża do mnie Marysia, która prócz uśmiechu i dobrej atmosfery przywozi coś na ząb. Później pomaga mi spakować mój przenośny dom :D i przemieszczamy się do innego pokoju w którym spędzę moją ostatnią noc. Czekając na Helenkę trochę spacerujemy po parku cicho rozmawiając o spektaklu. Dziś idziemy również wszystkie plus znajomi dziewczynek. Wreszcie przyjeżdża do nas Hela, Marysia znika i wszyscy umawiamy się pod ATM o 16:30. Jadąc do studia spotykamy jeszcze Julitę i już we 3 przemierzamy trudną i pełną zawiłości drogę. :))))
- Będę ci opowiadała spektakl. – Mówi Hela gdy już zajęłyśmy miejsca w zaszczytnym pierwszym rzędzie.
- Dziękuję ci bardzo Helciu.
Za każdym razem zdumiewam się jak bardzo różnie można odebrać spektakl kiedy ktoś „pożycza oka”.
- Dziewczyny, mogłybyście tyle nie rozmawiać podczas spektaklu? – Pyta bardzo oburzona pani.
- Dobrze. Ale… - Mówi zakłopotana Hela.
- Proszę pani, ja jestem niewidoma i koleżanka opowiada mi rzeczy, których nie jestem stanie zauważyć.
- Acha. To przepraszam. Nie wiedziałam.
I w tym momencie pomyślałam sobie, że przecież o wiele łatwiej i lepiej dla wszystkich byłoby gdyby w teatrze można było stworzyć np. taką strefę niewidza. :))) Tak, wiem nie ma pieniędzy. Ale przecież wystarczyłoby kilka krzesełek poodgradzanych od siebie ściankami. Osoba, która ma ochotę opowiadać spektakl osobie niewidomej siada sobie wraz z nią w takim boksie i w ten sposób nikomu nie przeszkadzamy. Wilk jest syty i owca cała. Stworzenie takich krzesełek ze ściankami działowymi chyba nie jest jakieś koszmarnie drogie. Ja chętnie dorzuciłabym do tego interesu.
Helenko, kolejny raz prosto z serca i duszy dziękuję za to, że dzielisz się tym, co mi niedostępne. Dziś siedząc na spektaklu na pewno pomyślę o Tobie, przypominając sobie Twój dźwięczny szept za każdym razem gdy pojawią się obrazy, o których wczoraj mówiłaś. To, co dajemy innym wraca do nas zawsze. Niech więc i do Ciebie wróci ze stukrotną siłą.
Maryniu, :))) serdeczne podziękowania dla Ciebie za towarzystwo i dla Twojego tatusia po pierwsze za podwózkę do akademika, po drugie za kawę, a po trzecie za pieniądze. Czuję się okropnie, bo naprawdę nie chciałam wziąć, ale jeśli zasada, że to, co dajemy wraca działa, a działa bo sprawdziłam, to wierzę gorąco, że szczęście na pewno Was nie opuści. I pamiętajcie, że gdybym tylko ja w jakiś sposób mogła jakoś pomóc, to zawsze jestem gotowa, otwarta i chętna. Bo ja też, tak jak i wy wszyscy czerpię dziką przyjemność z dawania. :)))
Dzisiejszy poranek też w towarzystwie dziewczynek. – Zuziu, bardzo się cieszę, że do nas dołączyłaś. :))) Jednak jedzenie obiadu z życzliwymi ci osobami jest bezcenną chwilą.
Dziewczyneczki, mam nadzieję, że niebawem się zobaczymy. Ściskam Was mocno i bądźmy w kontakcie.
Teraz siedząc w "Atmosferze" czekam na ostatnie „Opowieści”. I choć czasami było trudno, to na pewno gdybym miała to powtórzyć, to zrobiłabym taki wypadzik raz jeszcze. – Bo kiedy szaleć jak nie teraz? :)))
5 komentarzy:
Było cu-do-wnie! Te dni były czymś niesamowitym, fajna przygoda! Lepszą inwestycją niż boksy, byłaby inwestycja w sluchawki "audiodeskrypcyjne" - POMYŚLCIE O TYM DYREKTORZY TEATRALNI! (ale środków najczęściej brak, więc... :( ) A opowiadanie spektaklu było czymś bardzo ciekawym i przyjemnym, bo sama zaczęłam zwracać uwagę na inne szczegóły, żebym mogła Tobie o tym opowiedzieć. To ja dziękuję za ten wspaniały czas i mam nadzieję, że niedługo się spotkamy! :)) Pozdrawiam, Hela
Dla mnie te dni też były świetne!
Pamiętaj ,że zawsze możesz na nas liczyć! (w końsu rodzinie się pomaga ,co nie ^_^ ) żałuje ,że nie mogłam być z wami w sobotę ,ale siła wyższa... Myślę ,że może mogłybyśmy przyjechać z dziewczynami do cb do Gdańska!
A co do strefy niewiedza pomysł świetny tylko skąd brać pieniądze...
Życzę ci wszystkiego dobrego i gdybyś znowu miała spędzić noc na dworcu to dzwoń i jedź do mnie!
Zuza
I jak tu myśleć o jakichkolwiek strefach, skoro teatry się anuluje, zamyka i niszczy?: http://jacekponiedzialek.natemat.pl/19631,sloboplex
Skandal! Ale żyjemy tu, dzie rządzi się tak, a nie inaczej. To wsyzstko prowadzi do tego, że za jakiś czas ludzie będą po prostu mazynami do pracowania nieczułymi na sztukę i kulturę! Przecież edukacja kulturalna jest bardzo ważna! Ona również procentuje później! A jakbyś miała spać na dworcu, bez szans na żaden nocleg, to dzwon do nas, będziemy na tym dworcu razem. Nasza czwórka na jednego Niemca z Italii?
Prześlij komentarz