niedziela, 10 marca 2013

Wypada? Nie wypada?... - Ważne, że działa :-))))

Znów całe wieki mnie tu nie było. Śpiewanie, śpiewanie i śpiewanie to ostatnio moje główne zajęcia. :D Ja nie narzekam i tylko chcieć więcej. Ponad to bezustanna wiara w znalezienie pracy, choć ostatnio zastój totalny. Mało oryginalna jestem, bo jak większość naszej populacji z utęsknieniem czekam na wiosnę. Tak bardzo chciałabym by wraz z nią i rozkwitającą roślinnością na nowo też rozkwitła nadzieja. Jak jest nadzieja to nawet porażka wydaje się mniej gorzka. Coś o tym wiem, bo jestem świeżo po kolejnym przykładzie, że jak naprawdę się chce to się da…



Wczoraj poranek ohydny. Zimno, beznadziejnie, smutno, w akademiku śmierdzi, u mnie bałagan nie tylko w głowie, przeziębienie wcale nie odpuszcza tak szybko jakbym sobie tego życzyła, pracy ciągle nie mam, Monia chora i na koncert do Strumienia nie jedziemy, a w ogóle to najlepiej nie wyłazić z łóżka… - Z dzisiejszej o wiele jaśniejszej mimo mrozu perspektywy :) muszę stwierdzić, że perfekcyjna jestem w fundowaniu sobie zjazdów, odlotów i różnych takich… To oczywiście jak chyba wszystko ma swoje dobre i złe strony, ale o tym innym razem. – Tonę więc sobie w tym moim osobistym bagienku myślowym, a im bardziej się zanurzam, tym mniej zaczyna mi się to podobać. Postanawiam więc, że zorganizuję sobie coś, co choć na chwilę zmusi mnie by odwrócić uwagę od tej zimnej jaskini złych myśli. Monia na koncert do Strumienia nie jedzie, ja pewnie też w związku z tym nie mam jak, bo połączenia wymyślone chyba tylko po to żeby zapełnić czymś luki w rozkładach. Gdy już wszelkie żale dotyczące komunikacji w naszym kraju się wylały postanowiłam skorzystać jednak z informacji telefonicznej żeby później już nic sobie do zarzucenia nie mieć. W razie czego, to ja chciałam… Zadzwoniłam, pogadałam, połączenia normalnego nie ma, jedyne w miarę normalne ma 2 przesiadki. Wyjazd z Krakowa 13:40, w Strumieniu 17:02. Tak naprawdę to do teraz nie potrafię wytłumaczyć sobie całego ciągu zdarzeń, który nastąpił pół godziny później. Jedyne rozsądne wytłumaczenie to przekora, która zawsze mnie pchała pod prąd. Bo skoro wszystkie znaki na niebie i Ziemi każą siedzieć w tym akademiku, to ja właśnie zrobię dokładnie coś odwrotnego. 2 przesiadki to nie jest tak dużo, w razie czego znaleziono mi jakiś autobus z czterema przesiadkami, który ze Strumienia do Krakowa wyjeżdża o 19:10 więc jeśli powrotu albo jakiegoś miejsca, gdzie da się przekimać nie zorganizuję to po prostu wrócę właśnie nim. Rozsądek jeszcze próbował coś szeptać, że przecież na koncercie byłam w piątek, że może faktycznie lepiej byłoby gdybym nie pojawiała się na nich dzień po dniu. I w końcu ciche pytanie czy człowiek, który powinien mieć rozum i wszystko inne na miejscu robi takie rzeczy?... Ale mimo tych wszystkich rozterek czułam, że jeżeli w tej chwili nie opuszczę tego akademika to będzie tylko gorzej. Koncert był wymarzonym pretekstem by ten mój pociąg, który lekko zboczył z kursu skierować na właściwe tory. Bo teraz muszę się zająć szybką organizacją dojazdu, myśleć o tym jak znaleźć to gimnazjum, zorientować się co i jak z powrotem, zorganizować bilet… Świneczki nakarmione, jeszcze po buziaczku i pędem na przystanek, bo czas jakoś dziwnie zaczął się kurczyć.

Na przystanku mój prywatny anioł stróż postanawia wysłuchać moich próśb i materializuje się w postaci Klaudii, która nie tylko podprowadza mnie na PKS, ale i usilnie wspierając moją wiarę w to, że musi mi się udać wynajduje mi połączenie z jedną tylko przesiadką w Cieszynie. :)
- Ty jesteś niesamowita! Masz trochę jak dziecko, które do któregoś tam wieku pozbawione jest strachu. Jedziesz tak sobie na koncert! Ja muszę tej Renaty Przemyk posłuchać.

Klaudio, niesamowite jest to, że spotykam właśnie takich ludzi jak Ty. Te wszystkie moje zupełnie spontaniczne wyprawy mogą pomyślnie się kończyć tylko dzięki temu, że tak dobre duszyczki stają mi na drodze. Autografik czeka grzecznie w torebce, mam nadzieję, że jeszcze nie jedna okazja będzie by się odwdzięczyć. :)

W Strumieniu kierowca zatrzymuje mi busa obok gimnazjum, wysiada i podprowadza mnie pod same drzwi, spod których później zabiera mnie miłe małżeństwo z córeczką, bo koncert jest w auli, do której wejście jest z innej strony.

Aniu, :) Mariuszu, :) nie wiem czy kiedyś będzie Wam dane tu trafić, ale nie darowałabym sobie, gdybym nie zostawiła tu dla Was serdecznych podziękowań za wszystko, do których dołączam cieplutkie pozdrowionka dla małej Dagny. :)


Jak łatwo już wywnioskować, powrót też się zorganizował. Monia, z którą całą drogę sms-owałam absolutnie nie dała się nakłonić do zostania w domu. Ta Kochana istota mimo przeziębienia przyjechała po mnie z Katowic…
Moniś, słonko ja nie wiem jak mam Ci podziękować. Myślę, że gdybym wiedziała, iż pomysł by mnie odebrać przyjdzie Ci do głowy ostrożniej chwaliłabym się faktem, że znów szaleństwo wygrało z rozsądkiem. Kochana, jeśli kiedyś ktoś da mi prawo do prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu, masz jak w banku, że przyjadę tym po Ciebie wszędzie, gdzie dojechać się da. Na razie jednak wiedz proszę, że to wszystko działa w 2 strony. Mam nadzieję, że jeszcze los ześle mi okazję bym to ja mogła kiedyś pomóc Tobie. Acha, póki jestem przy głosie, zastrzegam sobie prawo by zaprosić Cię na kolejny koncert, na który będziesz miała ochotę się wybrać. :)


Renatko :) dziękuję w końcu i Tobie! I teraz to już chyba nieważne czy wypada tak często czy nie wypada, ważne, że wciąż zachwycam się na nowo, że nadal wszystko, co robisz wzrusza, porusza i trafia tam, gdzie trafiać ma… :)


Dziś pogoda nie jest lepsza od wczorajszej, w akademiku też nie pachnie fiołkami, a jednak jaskinia złych myśli gdzieś się rozpłynęła.

Każdemu kto tu zagląda życzę by miał coś, co pieczary złych myśli zamienia w pałace, w których jedynie dobro i spokój goszczą. :)

Brak komentarzy: