Szczerze mówiąc, pojęcia nie mam jak mogłabym opisać tych kilka dni, które spędziłam w Łodzi kursując między nią, a Warszawą.
Na pewno cały ten tydzień zrobił lekkie przemeblowanie w moim życiu, otworzył jakieś niewidzialne do tej pory okno, a lekki, ciepły wiatr przywiał całą gamę zapachów, które uspokajają zmysły i ciało.
Bardzo, bardzo dziękuję rodzicom Pauli, nie tylko za prezenty, które od nich dostałam, ale przede wszystkim za to, że przez tych kilka dni otulali mnie szczelnym płaszczem utkanym z nitek dobra, szczęścia i spokoju.
Pani Ewo, :))) Panie Krzysztofie, :))) niech los obdarza Państwa wszystkim, co najlepsze, a w razie lodowatego deszczu niech rozłożyste drzewa wiecznie kwitnącej nadziei użyczą schronienia.
Paulinko, :))) pozwól, że zacytuję to, co kiedyś Szamanka wpisała mi w dedykacji: „Bez słów, bo słowa czasem są niepotrzebne”…
Tych kilka dni uświadomiło mi, że energia, która się nami opiekuje, jakkolwiek chcemy ją nazywać w każdej setnej sekundy naszego życia jest z nami. I wiem, że to właśnie anioł stróż pomaga mi iść po bezdrożach życia. Dziś twierdzę, że niektórzy ludzie są właśnie takimi aniołami, którzy spadając z nieba połamali sobie skrzydła. – Ale przecież nie one w życiu są najważniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz