piątek, 2 września 2011

Scenariusz bajki

Od powrotu z Francji dzieje się całkiem sporo.


Najpierw kilka dni w Świdnicy, później wyjazd z moją siostrą do mnie do Gdańska, tam przyjęcie oliwkowej Klaudii z chłopakiem. Po południu dołącza do nas Magdusia więc dom, jak zwykle pełen gości. :) Klaudia z chłopakiem opuścili nas stosunkowo szybko, zostałyśmy więc same z Magdusią, ale nie długo, bo na weekend też odwiedzili mnie Ania z Damianem, a Magdusia wymieniła się z Grzegorzem, który w prawdzie zawitał tylko na chwilę, ale przecież nie liczy się długość. Ostatni tydzień spędziłam już sama z moją Violą, która przez okres mieszkania u mnie stwierdziła, że warzywa wcale nie są najohydniejszą rzeczą na świecie, a parówki sojowe z powodzeniem zastępują zwykłe. :D


Po powrocie z Gdańska, kilka chwil pomieszkałam w Świdnicy, by w poniedziałek znów wyruszyć do Warszawy. Tam m.in. przewspaniałe spotkanko z mamą Chopina i zwiedzenie kilku sklepów zoologicznych. Dzięki Jackowi, który już wiele razy ułatwił mi przemieszczanie się po Warszawie wszystko poszło sprawnie i od poniedziałku mam 2 kochane, mięciutkie i najwspanialsze na świecie świnki morskie. Sissi ma cudną białą koronkę na główce, a Phoebe ma wspaniałego jakby irokeza na boczku. :))) Obie mają gładziuteńkie futerka. Dziś nawet już przestały się bać i nie chciały wracać do swojego mieszkanka. Trzymając je na rękach Czułam jak wypełnia mnie słodka myśl o tym, że teraz nie muszą już przytulać się tylko do siebie… Sklepy zoologiczne kojarzą mi się z domami dziecka, w których zawsze ktoś się boi, ktoś inny siedzi skulony w kącie bez nadziei na lepsze jutro, a jeszcze inny z wiarą w oczach czeka na kogoś, kto obdarzy ciepłem, poczuciem bezpieczeństwa i bezwarunkową miłością… - Ale stop, bo mogłabym tak godzinami pisać o tych moich maleńkich słoneczkach.
Pani Ewo, :))) bardzo dziękuję za wszystko. Za odebranie o nieludzkiej godzinie z dworca, za pomoc w zakupach i ciepłe przyjęcie, ale przede wszystkim za opiekę nad maluchami. :)
We wtorek, po wizycie u weterynarza, cała nasza trójka w towarzystwie oliwkowej Pauli przybyła do Łodzi, w której teraz jestem.
Bardzo chciałabym przekazać tu wszystko, co przebywając u Pauli w domciu dostaję od niej i jej rodziców, ale nie wiem czy potrafię zamknąć jedynie w słowach całe to ciepło i dobro. Gdy trafia się w miejsce, w którym z najmniejszej nawet szczeliny wypływa miłość to niczego więcej już nie trzeba.
Pisząc te słowa siedzę w kuchni, dotykam stopami miękkiego dywanu i upajam się słodką niczym suszone daktyle radością trwającej teraz chwili. :)

Paulinko Kochana, :) dziękuję Ci za to, że jesteś i za to, że swym cieplutkim wnętrzem rozświetlasz każdą sekundę. Na podziękowania dla Twoich rodziców przyjdzie jeszcze czas.


Kończąc chcę jeszcze podziękować Tobie Grzegorzu. Myślę, że wiesz ile znaczy dla mnie fakt, iż przez tych kilka dni byłeś „moimi oczami” i to naprawdę w dosłownym tego słowa znaczeniu.


To, co spotyka mnie teraz jest jak scenariusz bajki. I dziś już wiem, że los pozwala nam tworzyć te scenariusze po to byśmy w chmurne i pełne lodowatych podmuchów dni mogli do nich wracać i otulając się ciepłym kocem czekać na moment, w którym na nowo zakiełkują zielone kwiaty nadziei. :)

Brak komentarzy: