piątek, 6 kwietnia 2012

Drugi etap...

Jedna chwila, a może zmienić tak wiele.

Dziś Renia podesłała mi kilka ogłoszeń z pracą w charakterze pomocy domowej. Wielu z nich nie mogłam ogarnąć przez wszechobecny kod weryfikacyjny, ale w jednym podany był telefon. Zadzwoniłam, porozmawiałam i jutro jadę do Warszawy na nazwijmy to drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej. Pani na początku wydawała się bardzo, bardzo zasadnicza, zdecydowana i służbowa, ale po dłuższej rozmowie okazało się, że podobne podejście mamy do pracy i do jej wykonywania.
- Ma pani coś czystego w głosie. – Powiedziała kiedy skończyłyśmy rozmawiać o obowiązkach. Później ja opowiedziałam o pracy w call center i o tym, że nie czułam się na miejscu wciskając komuś coś, a ona mi o dziewczynach, które pracowały przede mną.


Ale najbardziej ucieszyło mnie to, że pani kiedy usłyszała, że jestem niewidoma w ogóle nie zaczęła szukać wymówek czy pozornych przeszkód jak to wcześniej bywało.
- Nie jestem z jakiegoś ciemnogrodu, więc póki to nie ma wpływu na pani pracę, to nie widzę żadnego problemu.
- To czy miałaby pani ochotę się ze mną spotkać?
- Tak pani Emilko. Na pewno się z panią spotkam.
- To na kiedy możemy się umówić? Ja jestem cały czas do dyspozycji.
- Pani Emilko, może załatwmy to od razu. Ja nie obchodzę Wielkanocy.
- Ja też. – Wypaliłam.
- To możemy umówić się na jutro?
- Oczywiście.


I tym sposobem jutro o 04:18 wyruszam do Warszawy. Tak bardzo chcę dostać tę pracę. Oh, gdyby nie to, że moja kochana babunia pożyczyła mi kasę na bilet, Jacek zgodził się mnie zawieść na miejsce, a Grzegorz przenocować, to nie wiem jak dostałabym się jutro na tą rozmowę.

Babuniu Droga, Jacku, Grzesiu, dziękuję.

Wszystkich, którzy przeczytają ten wpis bardzo, bardzo proszę o trzymanie kciuków. – Wierzę, że wszystko ułoży się w najlepszy możliwie sposób.


Teraz chcę cieszyć się tym, że otwiera się przede mną coś nowego.: )))

Brak komentarzy: