piątek, 20 kwietnia 2012

Sen się spełnia :))))))

Gdybym miała znaleźć odpowiedź na pytanie kiedy to się zaczęło? Musiałabym cofnąć się o ładnych parę lat.

Mała aula i szkolny przegląd małych form teatralnych. – Już wtedy czułam, że stawanie się kimś innym, odczuwanie tego, co odczuwa postać i ludzie, którzy są obok to coś, co ma w sobie jakąś tajemniczą i magiczną siłę. Później kółka teatralne w internacie, warsztaty teatralne na Chociebuskiej w MDK-u, kilka spektakli i wreszcie warsztaty teatralne w „Teatrze na bruku” u Bogdana Michalewskiego. Prócz tego oczywiście nieustanne uczęszczanie na ukochany wokal.


Wreszcie koniec liceum i wyjazd do Warszawy. Tam bardzo prędkie rzucenie „wymarzonej” iberystyki na UW i po wielu, wielu odmowach znalezienie przez Renatkę szkoły sztuki aktorskiej im. J. Cimrmana. Ale jak to mówią wszystko, co dobre szybko się kończy więc i te zajęcia po roku musiały się zakończyć. Później rozpoczęta i rzucona turystyka i wyprowadzka z Warszawy. Moje teatralne pragnienia co raz szczelniej zasypywałam innymi „ważnymi” sprawami. Dla wszystkich, więc w końcu i dla mnie jasne było, że z teatrem nigdy nie mam szans się związać, o aktorstwie nawet nie wspominając.
- Kto by ciebie wziął do teatru? – Mówili ze śmiechem.


Aż w końcu przyszedł moment, w którym zdecydowałam w brew wszystkim i w brew wszystkiemu pojechać do Krakowa i twarzą w twarz spotkać się z rektorem PWST. Zadzwoniłam, umówiłam się i pojechałam. Dzięki Majeczce i Reni, które przez calutki czas mnie wspierały było mi o wiele łatwiej. Pan Jacek Romanowski okazał się być przecudownym, przemiłym, otwartym człowiekiem. Poświęcił mi mnóstwo czasu, dał nawet krótką etiudę do odegrania i powiedział, że jeśli chodzi o możliwość podejścia do egzaminów to zadzwoni. Istotnie, po dwóch tygodniach zadzwonił. Podejście do państwowych egzaminów nie było możliwe z powodu zadań, których wykonać nie miałabym szans. Bo nawet gdybym się w sobie spięła to nie będę w stanie naśladować pokazywanych przez kogoś ruchów. Niestety pan dziekan też nie potrafił powiedzieć mi gdzie w takim razie mogę szukać szkoły, która da mi odpowiednią wiedzę i praktykę, z którą później ewentualnie mogłabym podejść do egzaminu eksternistycznego.
Wtedy obiecałam sobie, że nie spocznę póki nie zapukam do wszystkich możliwych szkół. W Gdańsku kazali na zajęcia przychodzić z opiekunem. W Lart Studio bardzo miła pani dyrektor powiedziała, iż niestety brak wzroku to zbyt duża przeszkoda. Bardzo chciałaby, ale… W szkole Machulskich nawet nie mieli ochoty się ze mną spotkać, a pan Tomasz Zadróżny prowadzący swoje studio podał mi maila do kogoś, kto może coś wiedzieć o jakichś zajęciach, na które mogłyby chodzić osoby niewidome.


Poczucie wykluczenia, łzy, złość na system, na siebie i rady by poszukać jakiejś innej drogi do świata teatru. Rozmowy z Mają i znowu przypływ świeżej nadziei.
- Przecież obiecałam sobie, że zapukam do każdej, najmniejszej nawet szkółki.


I nadszedł piątek 13. Dzwoni Renia i mówi, że przez całkowity przypadek od dziewczyny spotkanej w tramwaju dowiedziała się o jakiejś szkole, do której jej niewidomy brat pisał z zapytaniem o możliwość uczestnictwa w zajęciach. Dyrektor odpisał, że nie mówi nie. Biorę telefon, dzwonię i po wysłaniu krótkiego maila umawiam się na spotkanie, które jednocześnie ma być już egzaminem wstępnym.
- O rany? Co?! Czy to ma oznaczać, że on planuje mnie przesłuchać?
17 kwietnia wyruszam z Gdańska by po kilku godzinach znaleźć się w Warszawie. Na Wschodnim spotkanie z Beatką, która jest polonistką i która zdecydowała się by pomóc mi w przygotowaniu się do tego jednego z najważniejszych dni w moim życiu.
Beatko, dziękuję Ci z głębi serca.
Wieczorem, z powodu głupiej komunikacji wyjazd do Krakowa. Siedząc w pociągu zastanawiałam się gdzie mogłabym się zaczepić na nocleg. 1 hostel zaśpiewał 90 zł. Za nocleg, kolejny 150. W końcu zdesperowana i doprowadzona do ostateczności zwracam się z nieśmiałym pytaniem do współpasażerów. W przedziale zawrzało. Każdy wyciąga telefon, gdzieś dzwoni, czegoś szuka. W końcu Anitce udaje się przekonać wychowawczynię by zgodziła się na jedną noc u nich w pokoju i sprawa załatwiona.
Pan Kazimierz, któremu bardzo, bardzo dziękuję pomaga mi dotrzeć na miejsce. Tam szybkie przywitanie z Anitką, prysznic i z okropnym bólem głowy padam na łóżko. Zasypiając wciąż powtarzam fragment „Idioty”, bo za jego naukę zabrałam się chyba odrobinę zbyt późno.


I oto nadeszła środa. Ból głowy nie ustał, a na dodatek, tak by głowie było raźniej dołączył do niej żołądek. Zjadam coś, wypijam kawę. Dziewczyny odprowadzają mnie na przystanek, kopniak na szczęście i jadę. Przy AWF-ie przesiadka i już jest przystanek Teatr Ludowy. Miła pani pomaga mi znaleźć adres i z drżącymi nogami siedzę sztywno w holu czekając na pana Jarosława Szweca. – Pustka w głowie. Ręce lodowate. Serce w gardle, a żołądek skurczony do rozmiarów ziarnka grochu. Wymiana zdań z Majunią i seria głębokim spokojnych oddechów.
- Dzień dobry. Jarek Szwec. – Słyszę od strony wejścia.
- Witam serdecznie. Emilia. Bardzo dziękuję, że zechciał się pan ze mną spotkać. – Mówię wyciągając rękę.
- To co, możemy przejść na scenę?
- Jasne.
Zbieram pospiesznie rzeczy i na górę.
- O jej, ale fajnie pachnie. – Mówię rozmarzonym głosem czując zapach desek.
Krótka rozmowa, przejście po scenie i zaczynamy. Najpierw idzie wiersz, później proza. Następnie znowu wiersz.
- Niech pani teraz powie go tak, jak gdyby przemawiała pani do Sali pełnej Rosjan.
2 piosenki i przyszedł czas na etiudę.
- Proszę sobie wyobrazić, że jest pani na arenie cyrkowej…
- Nie wiem jak wygląda arena. – Mówię nieśmiało.
- Proszę?
- Nie bardzo wiem jak wygląda arena cyrkowa. – Powtarzam głośniej.
- To jest koło. Była pani w cyrku?
- Jako mała dziewczynka. Ale pamiętam jedynie jakiegoś gwiżdżącego człowieka i głośną muzykę.
- Ale wie pani. Zwierzęta…
- Ogólnie to ja nie lubię cyrków, bo jestem weganką, nie jest mi obojętny los zwierząt i wkurza mnie bezmyślne ich męczenie. – Wypaliłam.
- Dobra. To w takim razie zostawmy cyrk. Pustynia.
- O, to już fajniej. Uwielbiam podróże i książki podróżnicze. – W głowie od razu wyświetla mi się dzielny Staś i mała Nel.
- Proszę sobie wyobrazić, że jest pani na pustyni. Odłączyła się pani od karawany już 6 dni jest pani sama. Nie ma wody ani jedzenia. I czołgając się nagle widzi pani jabłoń. Umówmy się, że nie jest to fatamorgana. I teraz od pani zależy co pani zrobi. Ma pani 3 minutki.
Zrzucam kamizelkę i podwijam rękawki bluzeczki. Kucam w lewym rogu sceny i zamykam oczy. Gorący piach, żar lejący się z nieba i wiatr zasypujący twarz i ubranie.
- Jestem gotowa. – Mówię leżąc na scenie z rozwalonymi włosami.
- To proszę.


Nie wiem jak to się stało, ale czołgając się po tej scenie naprawdę zrobiło mi się gorąco, zaczęłam kaszleć, bo suchość w ustach była nieznośna. Później na kilka sekund zapomniałam w ogóle, że ktoś tam jest i że ktoś patrzy. Zaczęłam sapać, upadać… - Końcówka musiała oczywiście być pozytywna.


Po skończonych zadaniach podsumowanie i…
Wtedy już zupełnie nie panowałam nad sobą. Zaczęłam skakać, wrzeszczeć, piszczeć, biegać.
- Ale naprawdę! Naprawdę mnie pan przyjmuje!!! – Krzyczałam z niedowierzaniem.


Do dziś nie mogę uwierzyć, że jestem przyjęta do Szkoły Teatralnej i Filmowej im. A. R. Kwiecińskiego. – Za 2 lata mam szansę na spektakl dyplomowy i uzyskanie dyplomu, który będzie zaświadczał, że z zawodu jestem AKTORKĄ.


Brak mi słów. I sama nie wiem komu lub czemu dziękować za ten niesamowity dar. Komu podziękować za sen, który 18 kwietnia zaczął być jawą?



Wszystkim, którzy we mnie wierzyli ślę mnóstwo pozytywnej siły i dobrej energii. Ogromne podziękowania też dla ludzi, których spotkałam w drodze do Krakowa.


Panu Romanowskiemu i panu Grzegorzowi Mielczarkowi dziękuję za czas, dobre słowa, nadzieję i chęć pomocy.
Reniu, :))) Tobie nie jestem w stanie podziękować za to, co dla mnie wciąż robisz. Niech dobry los wynagrodzi Ci to z nawiązką.
A Tobie, Kochana Majuniu dziękuję po prostu za to, że jesteś.


Panie Jarosławie, :))) dziękuję, że przesunął Pan horyzont i spojrzał Pan odrobinę dalej. I myślę, że największą podzięką dla Pana będzie rzetelne uczestnictwo w zajęciach, a to mogę obiecać już teraz, bo przecież tak naprawdę uczestnicząc w nich spełniam swoje marzenia.


I tu zakończę. Bo tego, co najważniejsze i tak nie będę w stanie zamknąć w słowach… :)))

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

GRATULACJE!!!! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Może za niedługo pójde do teatru, a Ty będziesz grała na jednej scenie z Mają i Jackiem? ŻYCZĘ CI TEGO! Bardzo miło było Ciebie poznać wczoraj na Krumie, do zobaczenia na (A)polloni!

Hela :))))

Emilia Stalmach pisze...

Helu, :)))) bardzo Ci dziękuję za te miłe słowa. :)))) I również niesamowicie się cieszę, że mogłam poznać Ciebie i Zuzę. :))) Do zobaczenia.

Anonimowy pisze...

Emiliko!
Nawet nie wiesz jak się cieszę ,że możesz realizować swoje marzenie.
Jeżeli będziesz grała kiedyś w teatrze (A NA 100% będziesz) To obiecuję ci ,że będę na każdym twoim spektaklu! I nawet nie wiesz jak ci zazdroszczę dostania się do szkoły Aktorskiej ,bo sama o tym marzę.
Na koniec wszystkiego dobrego i samych sukcesów ci życzę.
Zuza <3 :)

Emilia Stalmach pisze...

Zuza, :) dziękuję bardzo. - Skoro marzysz, to tak będzie. Dzięki za miłe słowa i już rozgrzewam kciuki żeby je za Ciebie trzymać. :D