sobota, 15 czerwca 2013

3 magiczne minuty! :-)))))

I znów wczoraj poczułam z całą mocą, że bez śpiewania życie byłoby dziwne, niepełne i na pewno mniej pachnące! :)))


Od kilku miesięcy prócz ukochanych lekcji śpiewu u ulubionej pani Iwonki i innych indywidualnych zajęć wokalnych chodziłam sobie do pana Konrada Mastyło. Nie było tych spotkań dużo, ale jak już kilkakrotnie wspominałam, jakość, a nie ilość ważna. – Choć akurat w przypadku śpiewania to im więcej, tym lepiej. :D – Ale wszystkie cenne minuty, które były mi dane z panem Konradem starałam się wykorzystać maksymalnie! I wczoraj na nocy MDK-ów mogłam pokazać to, co udało nam się w ciągu tego krótkiego czasu wypracować.


Cały dzień na adrenalinie, dziwne objawy, jakie z reguły dręczą osoby z jadłowstrętem i uparta myśl, że może jeszcze nie jestem tak dobra, jak powinnam??? Z drugiej strony dzika radość, nerwowe wybieranie kiecek i motyle w brzuchu, kto był choć raz w życiu zakochany, wie o czym mówię, bo uczucie dokładnie takie samo… – Perfumy, biżuteria, szpilki i wymarsz na tramwaj w towarzystwie Basi, która przyjechała specjalnie na ten wieczór.


Na próbie kolejna fala załamania, niemalże nerwowego. :D
- Emilko, ale dlaczego ty się tak denerwujesz? Kochana, sztuka to nie jest bieg! To nie wyścig kto lepszy. Każdy jest inny, każdy ma coś wyjątkowego! Jest przecież dobrze!

Oh, Panie Konradzie Drogi, gdyby Pan wiedział jak wiele otuchy wlały we mnie te Pana słowa. – Na próbie i zaraz po rzecz jasna nie potrafiłam tego pokazać totalnie zafiksowana na podsycaniu nikomu niepotrzebnej nerwówki, ale teraz, dziękuję z całego serca! :) - Jeszcze ostatnia pełna stresu próbka i wyjazd na salę.
- Posłuchaj! Ja nie wiem jak to będzie! Bo wiesz, tu są dziewczęta, które już 3 lata chodzą, a ja? Ja nie potrafię tak, jak one... – Mówię do R. zasłaniając twarz.
- Ty, przestań się tu krygować! Przecież dobrze będzie na pewno! Po co sobie dokładasz. :)))
Później witam się jeszcze z małą K. i resztą znajomych. - Dzięki tym wszystkim, którzy znaleźli odrobinę czasu by przybyć te ostatnie chwile przed koncertem pełne były dobrej siły i radości. To dziwne, że wszyscy, poza mną, od początku do końca wierzyli, że będzie dobrze.
- Ej, a jak zafałszuję? – Mówię szeptem do siedzącej obok R.
- No to co? Myślisz, że świat się skończy? :)
- Nie wiem, wolałabym nie sprawdzać… :)

- Emilia Stalmach... - Do teraz nie pamiętam co pan Konrad mówił, ale doskonale pamiętam, że żołądek skurczył się maksymalnie, a moja dolna część kręgosłupa zaczęła zachowywać się tak, jak gdyby ktoś dokładnie posmarował ją Kropelką, Wikolem czy innym, bardzo mocnym klejem. Siedziałam i nie byłam w stanie oderwać się od krzesła.
- Emilkaaaaaa!!! – Usłyszałam cichy szept dobiegający gdzieś z lewej strony, po której siedziała R. To podziałało. Wstałam i na trzęsących się nogach weszłam na scenę. Wyjęłam mikrofon ze statywu, chcąc choć jedną rękę czymś zająć i czekałam.
- Tekst Anna Saraniecka, muzyka jakiś Pospieszalski, nie pamiętam który. – Mówi pan Konrad.
- Mateusz! – Słyszę z widowni.
I wreszcie jest przygrywka.– Niepewnie, ale z radością witam się z widownią i zaczynam.
A wtedy dzieje się rzecz, dla której byłabym w stanie przeżyć miliard razy więcej stresów. Bo wraz z wydobyciem pierwszego dźwięku jak za sprawą jakiejś czarodziejskiej różdżki wszelkie opisane wyżej objawy mijają ustępując miejsca radości tak ogromnej, że starczyłoby na obdarowanie całego oddziału chorych na depresję. :)))) – Im częściej mam okazję pojawiać się na scenie, tym bardziej czuję, że mam w życiu cel, że mam coś, co kocham bezgranicznie i bezwarunkowo! – Ileż emocji, ileż smaków, ile nigdy niewypowiedzianych zdań można przekazać za sprawą jednej 3-minutowej piosenki… :))))
Stres, nerwy, zwątpienie, czasem nawet łzy nie znaczą nic! – Bo te kilka minut jest tylko i wyłącznie moje. I dla tych paru minut warto przeżyć dużo i jeszcze więcej. Gdy skończyłam kołatała mi w głowie jedna myśl: „szkoda, że to już koniec! Chciałabym jeszcze.”
- I widzisz?! Pięknie było!
- Naprawdęęę!!!??? :)))))))
- Tak! Masz tu inhalację! :))) – Szepcze R. wręczając mi moje ukochane frezje!
- Kochana! Dziękuję za to, że przyszłyście! – Być na żywo usłyszanym przez kogoś, kogo zdanie zawsze jest wskazówką i cegiełką do wzniesienia się wyżej i wyżej to najcudniejszy prezent od losu! :) A „Czekasz i wymyślasz mnie” dla mnie ciągle już będzie pachniało frezjami! :)

Po koncercie żegnam się z K. i R. – Emocje opadają, a ja zaczynam zastanawiać się czy Kasia z Rysiem, którzy mieli przyjechać na ten wieczór aż z Bielska dotarli?
- Cześć kochanie! – Słyszę wychodząc z Basią i Judytą.
- Kasia!!! Udało się Wam!!! Jesteście! :)
I to kolejny powód, dla którego warto…
- Cudownie było tu do Krakowa przyjechać żeby Ciebie usłyszeć! – Mówi Kasia kiedy opijamy, każdy czym innym stresy i radości w Cafe na Kazimierzu. :)

Moi Drodzy! – Fantastycznie jest mieć takich znajomych, którzy są gotowi pokonać ileś kilometrów dla kilku minut!
Judytko, :))) Fatma, :))) Basiu, :))) Ryśku, :))) Kasiu :))) – dzięki, że mogłam dla Was zaśpiewać! I wiem, że następnym razem będzie jeszcze lepiej! :)


Każdemu z całego serca życzę żeby znalazł dla siebie coś, co da mu tyle radości, wolności, wzruszeń i uśmiechu ile mi daje śpiew! – Bycie odbiorcą na koncertach jest fantastyczne! – Ale znaleźć się po tej drugiej stronie... :)))))))))) – To dokładnie tak samo, jak stać nad brzegiem morza. Uspokajający dźwięk fal jest wspaniały, ale dopiero gdy zanurzymy się w jego szumie jesteśmy w stanie poczuć aksamitną miękkość i słony chłód wody… :))

Brak komentarzy: