sobota, 26 października 2013

Tyflo Palma

Niedziela. – Ostatnie dni do najciekawszych ani do najłatwiejszych nie należały, więc i niedziela zaczyna się nieśmiało. Uśmiechnięte słońce i radosny poranek niosą w prawdzie nadzieję na udany dzień, ale jak będzie?...


Kawa, książka i żelazne postanowienie, że nawet jeśli dzień nie będzie fajny, wieczór ma być dokładnie taki, jaki chcę! – Ale co ja właściwie chciałabym robić? – Pomysłów sporo, wybieram więc pierwszy z brzegu. :) – Idę do kina! – Super, tylko na co? Na film, w którym gra moja kochana Maja nie pójdę, obiecałam Basi, że z nią. - Cała reszta jakaś taka nie na dzisiaj. I wreszcie widzę, że od paru dni jest w kinach film, na który już kilka miesięcy temu chciałam pójść. Przeczytałam o nim wszystko, co do przeczytania było, przeczytałam kilka wywiadów z reżyserem, no i ten francuski język. – Pełna zapału szukam kin w Krakowie, które już ten film wyświetlają. Znajduję aż 4. Dzwonię do pierwszego. Odbiera miła pani:
- Seans dziś na 20:30?
- Tak, oczywiście!
- Film jest w języku francuskim, z polskimi napisami, prawda?
- Naturalnie!
I tu zaczynam wyjaśniać, że cieszę się bardzo z polskich napisów. - Ale po pierwsze, naprawdę zależy mi, by film zobaczyć. Po drugie, chcę pójść na niego sama, a po trzecie, nie widzę i dzwonię z pytaniem, czy byłaby ewentualnie jakakolwiek możliwość, by ktoś z obsługi usiadł obok mnie i ledwo słyszalnym szeptem przeczytał mi te napisy? – Chyba że przypadkiem państwa kino dysponuje sprzętem, który czyta napisy? – W słuchawce zapada chwilowa cisza. Później pani stwierdza, że nie wie co ma mi odpowiedzieć, bo sprzętu nie ma.
- Proszę pani, ale ja zdaję sobie sprawę, że na co dzień pewnie nie dzwoni nikt z takimi właśnie prośbami. :) – Może potrzebowałaby pani czasu? Mogę zadzwonić za chwilę raz jeszcze.
- Dobrze. Bardzo proszę zadzwonić za godzinkę.
- Dziękuję i do usłyszenia w takim razie. :)

Ale niestety, ani w tym, ani w 2 kolejnych nie ma możliwości lektora. – W jednym z kin proponują bym wzięła sobie drugą osobę, dadzą ulgowy bilet. – Propozycja, mówiąc szczerze mało oryginalna, bo gdybym chciała iść z drugą osobą, po cóż miałabym dzwonić do kina z prośbą o przeczytanie napisów.


Wreszcie, na sam koniec dzwonię do kina, o wdzięcznej nazwie „Agrafka”. – Odbiera pan o słonecznym głosie i po wysłuchaniu moich próśb i zapewnień, iż wystarczy, że ktoś te napisy będzie tylko szeptał stwierdza, że spróbuje coś zrobić. Prosi o telefon za godzinę. – Czekając wiem, że to po prostu musi się udać! Zależy mi tak bardzo, że nie ma innej opcji. - I istotnie! Jest dziewczyna, która nie widziała jeszcze tego filmu, chętnie pójdzie i poczyta napisy! – Tu nikt nie proponuje mi drugiej osoby za ulgowy bilet, nikt też nie próbuje zasłaniać się bezsensownym argumentem, że czytanie mogłoby przeszkadzać reszcie widzów! – No tak. To jednak nie jest zmysłowe chrupanie popcornu, czy romantyczne siorbanie coli!...


Do kina przybywam przed czasem. Poznaję moją lektorkę Lucynę oraz pana o słonecznym głosie. :)))
Wreszcie wchodzimy na salę i zajmujemy miejsca w ostatnim rzędzie. - Już przy reklamach wiem, że Lucyna będzie idealną lektorką. Podczas seansu okazuje się też, że robi idealną audiodeskrypcję! :) – 3 godziny mijają jak jedna chwila! – Bo to nie jest bajkowa, pozbawiona realności historyjka, którą reżyser pragnie „nakarmić” biednego, umęczonego codziennością widza. - Ta ekranizacja to fragment życia. Reżyser, być może nieświadomie, ale idealnie zadbał nie tylko o widzącego widza, lecz także o mnie. Gdybym tylko znała język francuski, jestem w stanie film obejrzeć bez najmniejszej nawet pomocy osoby widzącej. – Bo dźwięki dopracowane z chirurgiczną wręcz precyzją są dokładnie takie, jak cały film. Tu nikt nie zagłusza ich ryczącą muzyką ani też niepodstawia sztucznych imitacji. –Tu słychać wszystko. – Słychać nawijanie na widelec makaronu spaghetti, skrzypienie otwieranej furtki, odwijanie batonika i wreszcie bardzo namiętne pocałunki, szelest pościeli, czy najlżejszy nawet przejaw erotycznych uniesień… - Życie Adeli, bo o nim przez cały czas mowa, wart nie tylko Złotej Palmy, którą w tym roku otrzymał! – Ja chętnie przyznałabym mu Tyflo Palmę, gdyby taka istniała. Bo nie zdarza się zbyt często, by film był aż tak dostosowany do osoby niewidomej!

Warto było dzwonić, pytać i walczyć o te 3 godziny!

Lucyno, :))) dziękuję Ci serdecznie za poświęcony czas i głos!
Panu o słonecznym głosie, :) bardzo dziękuję za wspaniałą reakcję! :)))

A kino Agrafka, od zeszłej niedzieli jest moim ukochanym kinem w Krakowie! :)))
P.S. - Właśnie przed chwilą, tworząc tego posta dowiedziałam się, że pisze się: agrafka, nie zaś, jak myślałam przez całe dotychczasowe życie; agrawka... - To może ja częściej do kina będę chodziła???... :-))))

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

film jest rzeczywiście bardzo dobry i dobrze zrobiony, ale prawda jest taka, ze gdyby nie wpisywał się w "odgórny" już teraz nurt promocji homoseksualizmu/lesbianizmu, to nie dostałby nawet półpalmy. niestety w takiej rzezywistości teraz żyjemy, nie same wartości artystyczne przesądzaja o nagrodzie...