wtorek, 15 lutego 2011

Na "polowaniu"

Sklep i robienie zakupów jest jak polowanie. Piętrzące się na pułkach artykuły zamknięte w żelazne, plastikowe, papierowe i szklane opakowania stoją biernie poddając się temu, co nieuniknione. – Oto za chwilę ktoś w pośpiechu wrzuci do kosza herbatę, kawę, ryż, płatki i szybkie danie, które wystarczy włożyć do mikrofali i „pyszny oraz zdrowy obiad gotowy”…



Etykiety mówiące o zawartości konserwantów, sztucznych barwników etc. Zachowują się jak spłoszone zwierzątka ukrywając się w krzykliwych napisach informujących, że „naturalne! Zdrowe! Jedyne w swoim rodzaju!...”



Co dziś kupujemy?

Kawa.
Tu pójdzie gładko. Wiem jak wygląda słoiczek kawy, na którą mam ochotę. Oh, całe szczęście, że zapragnęłam kupić kawę rozpuszczalną. – Dotykam ustawionych w równych rządkach opakowań. – Ta okrągła, to jakaś kwadratowa. O, a tutaj mamy „Tchibo”. Poznaję. – Wreszcie jest! Znalazłam upragniony słoiczek. Plastikowa nakrętka z ośmioma ściankami i wygrawerowanym na górze napisem. Jest i znajome wgłębienie na obu przeciwległych ściankach szklanej powierzchni.

- Babciu, możesz powiedzieć cenę tej kawy? – Zapytałam wkładając słoik do koszyka.

- Oj nie. Nie widzę.
No nic. Trudno. Pędzimy dalej.

Teraz herbata. – Od czego mamy nos. Biorę prostokątne opakowanie. Wącham. – Hmmm, co to może być? – Potrząsam i wącham raz jeszcze. Pachnie jakby owocowo.

- Babciu, co to za herbata?
- Nie wiem. Pisze Malinowa.

- A czy możesz przeczytać skład?
- Dziecko, tego to ja ci nie zobaczę. – No to pech. Sprawa hibiskusa, którego nie cierpię, a który jest w prawie każdej owocowej herbacie musi poczekać na jakieś bardziej wprawne oko. Stojąc przy herbacianym raju pełna nadziei szukam herbatki „Irving”. – Czy naprawdę będzie normalnie? Może za chwilę moje ręce natkną się na znajome kropki, które poinformują mnie o tym, co trzymam w ręku? – Myślę delikatnie gładząc powierzchnię opakowań. O, te kwadratowe to chyba Vitax, a to opakowanie przypominające książkę to chyba jakaś z Bioactive. Po kilku minutach nie znalazłszy upragnionej herbaty przemieszczam się dalej.


Czas na produkty sojowe i płatki. Alejka znaleziona. Szukam znajomego kartonu. Jest!

- Babciu, co jest tutaj napisane? –Pytam podając karton.

- Yyy, czekaj, czekaj. Tu wielkimi literami pisze „zdrowy błonnik”.

- Czy dasz radę przeczytać skład?

- Nie. Bez okularów nie, ale czekaj tu idzie jakaś pani. – Tym sposobem udało się mi „przeczytać” skład. Ostatnia rzecz to coś, z czym będzie można te płatki zjeść. Po długim poszukiwaniu dotarłam do produktów sojowych. – Hmmm, co tu zrobić? – Szukamy. Dotykam delikatnie okrągłych pudełeczek. To chyba pasztety sojowe. Poznaję opakowania. Informacje o rodzaju, składzie etc. Na razie sobie daruję, bo dziś nie chcę tego kupować. Ale jak u licha „upolować” napój sojowy bez cukru? – Myślę gorączkowo. Ludzie z wózkami przemykają jakby gonili uciekający czas. Jakaś mama biegnie za rozkrzyczanym dzieckiem, pan koniecznie musi kupić majonez, ktoś jeszcze pędzi po makaron. O, mam karton z jakąś kwadratową naklejką. Pamiętam, że kiedyś kupiłam mleko sojowe bez cukru i na kartoniku też była podobna nalepka.

- Babciu, co jest tu napisane?
- Nie wiem. To nie po naszemu i jakieś małe litery. Musisz poczekać. Zaraz może ktoś tu przyjdzie to ci przeczyta.

Przyjdzie? Nie przyjdzie? – Czekamy.
W końcu przyszedł. Ale napoju sojowego bez cukru na tej półce nie było. – O czym informowała nalepka, która wyglądała znajomo? - Nie wiem do dziś…


Idziemy płacić. – Podaję kartę.

- Pin i zielony. – Rozlega się zza lady.

Pin wbity. Teraz zielony, czyli ten, który w większości terminali jest w prawym dolnym rogu z okrągłą rameczką po środku.
Uf, udało się.
„Polowanie” zakończone. – Etykiety? – Ostatecznie przecież mogę ich nie czytać. Po co mi informacje o składzie, pojemności i cenie…



Oh, pamiętam radość kiedy jakiś czas temu wzięłam do ręki opakowanie herbaty z firmy „Irving”. – Na początku myślałam, że to jakieś przewidzenie, ale nie. Tam pięknymi, wyraźnymi kropkami było napisane „Herbata biała”. – Specjalnie kupiłam kilka opakowań.


Dziękuję firmie „Irving” za umieszczanie na opakowaniach napisów alfabetem Braille’a
Podziękowania należą się też firmom produkującym leki i firmie kosmetycznej „Soraya”, dzięki której kupienie kremu nie jest dla mnie jednocześnie pogonią za kimś, kto zechce „pożyczyć” mi swojego wzroku.

Gorąco wierzę, że przyjdzie czas, w którym i ja używając dotyku, węchu i słuchu bez problemu zrobię zakupy. :)

Brak komentarzy: