czwartek, 7 czerwca 2012

jedz, pij i siedź w domu niewidzu

Nasłuchałam się tyle dobrego, że postanowiłam bezzwłocznie przy najbliższej okazji odwiedzić wrocławski Teatr Polski w celu obejrzenia „Tęczowej trybuny 2012”.


Bilety zarezerwowałam 2 tak na wypadek gdyby ktoś jeszcze miał ochotę na poszerzenie teatralnych horyzontów. Tym razem nie szukałam długo, bo Sandra stwierdziła, że też chętnie zobaczyłaby spektakl.
- Ty, ale może nie opowiadajmy sobie na głos jak wg nas wygląda scenografia i co robią aktorzy.
- Ja tam myślę, że to byłoby niemniej ciekawe, ale tym razem sobie darujemy. – Odpowiadam usiłując jednocześnie w moim, hmmm, nazwijmy to artystycznym nieładzie odnaleźć telefon.


Nadeszła środa. Pyszny wegański obiadek, odnalezienie biletów i ruszamy. Poza rozwaleniem jakiegoś straganiku w przejściu podziemnym nawet całkiem sprawnie udało się nam dotrzeć do teatru. Byłyśmy jak przystało na przykładnego widza 20 minut przed spektaklem. Bardzo miła obsługa pomogła w znalezieniu szatni i naszych miejsc na widowni.
- Ciekawe jak wygląda scenografia?
- Nie wiem, ale myślę, że ta sztuczna trawa, po której szłyśmy ma symbolizować murawę.
- I są jakieś lampy, bo babka wprowadzająca widzów mówiła żeby na nie uważali.
- Są na pewno też ekrany, bo w opisie jest wymieniony ktoś, kto robił wideo.


Wreszcie po upływie znacznej ilości czasu szanowna widownia raczyła usadowić się na miejscach. Ostatnie szepty, chrząkania i zaczynamy.
- Ej, oni chyba teraz tańczą. – Mówię do Sandry słuchając „Rewolucji” Jamala.
- I chyba coś jest na ekranie.
- Skąd wiesz?
- Bo widzę jak coś miga.
- Ten motyw z czekoladkami to jest z Krzysia spektaklu. – Mówię Sandrze kiedy słyszymy rozmowę o gościu wymiotującym czekoladkami.


Niestety później spektakl nam się rozmywał, rozbiegały się wątki, a sprawy wizualne z wiadomych przyczyn w ogóle do nas nie docierały. Poza tym po spektaklu jednogłośnie zgodziłyśmy się z tym, że aktorzy wydawali się być obok nas, a nie z nami. Nie wiem czy przez to, że zabrakło tu tej wizualnej strony czy przez coś innego w ogóle nie docierały do nas emocje postaci. Aktorzy wydawali się być gdzieś poza nimi. Czasem wydawało mi się, że aktor tę swoją postać prowadzi za rękę jak rodzic dziecko, ale tak naprawdę wciąż jest gdzieś w swoim hermetycznym świecie niedostępnym dla emocji tego dziecka.


Podsumowując. Spektakl „Tęczowa trybuna 2012” nie jest spektaklem, który widza niewidomego zabierze całkowicie w swoją rzeczywistość. Nie potrafię powiedzieć nawet czy podobał mi się on czy nie. Były wątki, które były zrozumiałe [transseksualny ksiądz], ale były też takie, które powodowały mi w głowie 1 wielki chaos. Często czułam się zagubiona i nawet nie zmuszałam się do śmiechu słysząc go na widowni. Oni się śmiali, a ja gorączkowo próbowałam rozkminić o co teraz może chodzić?


- Macie bardzo roszczeniowe podejście do świata. Brajl, audio deskrypcja. Teatr to nie jest potrzeba pierwszego rzędu. – Skwitował kolega słuchając mojej i Sandry pospektaklowej rozmowy.

Żarcie jest, picie też, mam gdzie mieszkać, oddychać również mogę więc o co mi w ogóle chodzi? W teatrach i tak są pełne sale. Czasem biedne wejściówki na schodach muszą siedzieć, bo jakiś roszczeniowy niewidomy ośmielił się kupić bilet w pierwszym rzędzie. Przyjdzie taki, rozsiądzie się układając obok siebie złożoną białą laskę i jeszcze narzeka, że nie rozumie, bo nie widzi. Teatr jest przecież dla widza, a nie dla niewidza.


„Tęczowa” musi być obejrzana ponownie. A ponieważ najprawdopodobniej do tego czasu wzroku raczej odzyskać nie zdążę, :))) na kogoś spadnie ten ciężki obowiązek opowiedzenia tego, co umknęło. Za moje „wygórowane” potrzeby przepraszać nie zamierzam. Bo czy ktoś, kto na Sali chciałby mieć odpowiednie oświetlenie też jest roszczeniowym egoistą, który od życia wymaga zbyt wiele?

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Przerażające jest to stwierdzenie o "potrzebach pierwszego rzędu" wydaje mi się, że wystarczy posłużyć się odrobiną wyobraźni aby poczuć świat osoby, która realizuje tylko to co Maslow zawarł w pierwszorzędnych potrzebach. Stwierdzam, że człowiek byłby zwyczajnie nieszczęśliwy...
Uważam, że do obowiązków społeczeństwa (każdego z nas) należy staranie aby KAŻDY czuł się komfortowo...i aby mógł robić wszystkie TE rzeczy na które ma ochotę i na które pozwala Mu jego zdrowie i wyobraźnia :)
Agaciorka

Sandrusia pisze...

Tak, ja już słyszałam, że jestem komunistką :D

Emilia Stalmach pisze...

Coś tu pokopałam z tymi komentami. :D Ja tam mam w głębokim poważaniu to, co ktoś o mnie mówi. Po prostu i zwyczajnie chcę żyć jak inni. I wiem, że to nie jest niemożliwością, bo nawet w takich Czechach jest o niebo lepiej. Dyrektor szkoły aktorskiej, do której się dostałam mówił, że w Pradze obok wydziału aktorskiego jest wydział aktorski dla osób niepełnosprawnych. Więcej chyba pisać nie muszę.

Marcin pisze...

No bo jesteś komunistką, Sandrusiu :) To mój komentarz i podtrzymuję. Sam pomagam ludziom, ale nie uważam, żeby każdy był zmuszany do pomagania im bo tak. Są renty, zniżki na komunikację miejską, różne projekty z darmowymi wyjazdami, pomocnikami w poruszaniu się itp itd. Jestem przeciwny opiekuńczemu państwu i podtrzymuję twierdzenie o "potrzebach pierwszego rzędu". Z podatków niech zapewniają jedzenie, picie i tlen, czasami mieszkanie. Ale bez teatru można żyć, to tylko hobby, jak każde inne. Jak Ci tak bardzo na nim zależy, to dbaj o nie w swoim zakresie, a nie na kolejnym kroku prosisz o interwencję państwa. Pewnie i tak macie mnie za diabła wcielonego, ale ja opowiadam Sandrze filmy, spektakle teatralne itp. Nie uważam tylko, żeby ktokolwiek był do tego zmuszany, czy to bezpośrednio, czy bez odbieranie mu pieniędzy z podatków. Wielu ludzi nie stać na teatr w ogóle. Czemu mają dopłacać, żeby Wam było wygodniej?

Emilia Stalmach pisze...

Skoro piszesz, że opowiadasz filmy, spektakle itp. z przyjemnością, to dlaczego wypowiadasz się za innych? A może wśród ludzi więcej jest takich, którzy odnajdują przyjemność w pomaganiu drugiemu człowiekowi? Absolutnie nigdy, nikogo i do niczego nie zamierzam zmuszać. A podatki? Czy mam teraz na kolanach przepraszać społeczność polską za to, że za ich podatki mam darmowe przejazdy komunikacją miejską, takie same jak studenci zniżki czy możliwość zabrania przewodnika za niewielkie pieniądze? - Zaakceptowałam i nawet polubiłam mój brak wzroku. Cieszę się z tego, co dostaję i radością korzystam z tego, co mnie interesuje i co jest w zasięgu mojej ręki, ale jeżeli ktoś z powodu tego, że wszystko to odbywa się za jego pieniądze spać nie może, to może po prostu spróbujmy zamienić się miejscami? Ja naprawdę chętnie zapłacę podatki i niech idą tam, gdzie te pieniądze przyniosą coś dobrego. I jeśli z tych podatków miałyby być dotowane koncerty czy wejścia na mecze dla dzieciaków z ubogich rodzin, bardzo proszę.

Marcin pisze...

Wiesz, tak samo jak ja, że podatki sa w sporej mierze marnowane. A jak by w teatrze był specjalnie dla Ciebie lektor z podatków, to każdy płacacy za niego robił by to bez własnej woli. To uważam za zmuszanie. Sam Ci pomogłem nie raz, z przyjemnością, ale o tym już nie wspominasz. Fajnie jak by kazdy pomagał, ale jeszcze lepiej, jak by robił to świadomie. Nie wypowiadam się za innych, chcę żeby wypowiedzieli się za siebie, a to by znaczyło mniejsze podatki i pomoc bezpośrednia, a nie państwową. Natomiast odnośnie teatru mogli by zrobic jakis program w którym studenci wchodza za darmo, ale służą pomocą np. w takich przypadkach jak Twój i tyle. Moim zdaniem każdy by skorzystał.
Jesteś tez wobec mnie niesprawiedliwa. Ja ci nie każę siedzieć w domu, jeść, pić i nic nie robić. Tylko uważam, że każdy powinien na rozrywki takie jak teatr, czy wyjazdy zapracować, a nie liczyć na pomoc państwa. Ty chciałaś lektora fundowanego przez dotowany teatr. Ja chcę, żeby lektor był wolontariuszem, albo kimś kto pójdzie z toba w zamian za bilet. I tyle. I nie przepraszaj za to co masz. Ale jak rozmawialiśmy to odniosłem wrażenie że masz postawę typu "należy mi sie darmowy lektor w teatrze bo jestem niewidoma". a moim zdaniem nie. Podobnie jak mi się nie należą darmowe okulary, bo mam słaby wzrok, czy nie nalezy mi się pompa insulinowa bo mam cukrzycę. Kupuje je za swoje pieniądze. Wypracowane. Bo właśnie po to siedze 8h dziennie w pracy, żeby móc w życiu robić więcej niz wspomniane jeść, pic i siedzieć w domu.
Mam nadzieję że zrozumiesz mnie i to, co mna kieruje, bo nie jest to niechęć ani brak empatii. Pozdrawiam

Emilia Stalmach pisze...

Marcin, ten wpis absolutnie nie miał być skierowany ani w Ciebie ani do Ciebie.
Wiesz tak samo jak i ja, że w tej chwili ludzie płacąc podatki też nie mają wpływu na to, gdzie te pieniądze idą. I jeśli moje słowa wypowiedziane po wyjściu z teatru odebrałeś jako rządanie, to zapewniam Ciebie, że to nie było moim celem. Byłoby cudownie, gdyby student wchodził za niższą cenę czy za darmo w ramach służenia pomocą, ale czy nie byłoby lepiej gdyby osoba niewidoma mogła sobie do teatru pójść sama bez zastanowienia czy znajdzie się ktoś, kto za zniżkę będzie chciał jej pomóc czy będzie zdana jedynie na siebie.
Sam pomagasz z przyjemnością i wiem to, bo mogłabym wymieniać długo sytuacje, w których mi pomogłeś, od szukania Nachosów poczynając, a na oglądaniu filmów kończąc, ale mi chodzi o to by tam, gdzie mogę ograniczać ciągłe proszenie kogoś o coś.
Konkludując, mam nadzieję, że będzie szło ku lepszemu i że podatki nie będą marnowane. A jeśli chodzi np. o pompy insulinowe, to ja uważam, że miło byłoby gdyby państwo z własnej nie przymuszonej woli chciało pomóc.
Pozdrawiam Cię i do zobaczenia przy jakiejś fajnej okazji. :-)