Czasami z powiedzeniem czegoś, co cię dotknęło i wyzwoliło całą lawinę różnych emocji chyba lepiej poczekać. Ale ponieważ to miejsce jest moim małym prywatnym kącikiem czekała nie będę.
Milion różnych pytań ciśnie mi się na usta, a złość i żal mieszają się z dziwnym i gorzkim jak rozgryziona tabletka wstydem. - Nie rozumiem, ale chyba nawet nie chcę rozumieć dlaczego...
Deszczowy zimny wieczór. Roześmiana i pałająca energią, bo w końcu koncert Reni w Łodzi już za 2 dni wracam z koleżanką z miasta.
- Przepraszam oe i wpić lek,...
Strumień płynących w różnych kierunkach ludzi był tak wartki, że w pierwszej chwili nie usłyszałam w ogóle głosu, który cicho bełkotał coś pod nosem. Myślałam, że to pewnie jakiś strzępek rozmowy, który oderwał się od większej całości i szuka jakiegoś dogodnego miejsca by ogrzać swoje zmarznięte ego. Ale po chwili, gdy przestałam obwieszczać koleżance i światu moje cudne mimo ohydnej aury usposobienie głos stał się już słyszalny na tyle wyraźnie, że trudno było mieć wątpliwości.
- Poczekaj, wróćmy na chwilkę. - I nie zważając na pędzący za mną tłum pociągnęłam koleżankę w stronę, z której dobiegał głos.
- Przepraszam, potrzebuje pani jakiejś pomocy? - Pytam najcieplej i najdelikatniej jak potrafię.
- Tak. Ja nie chcę pieniędzy. Potrzebuję leki. Może pani mi wykupić.
- Czy ma pani receptę?
- Tak. Wykupi mi pani te leki?
- Jasne. Gdzie jest apteka? Ale pani piła alkohol. Na pewno tych leków nie wolno wziąć po wypiciu alkoholu. - Mówię cicho, ale stanowczo wchodząc z receptą do apteki. Pytam co to za leki. Jakiś antybiotyk, coś osłonowego i lek na gruźlicę. Dopiero wtedy do głosu dopchał się rozum. Szłam przecież do banku po to by otworzyć sobie debet. Jakieś resztki w prawdzie na koncie jeszcze miałam, ale słysząc, że po pierwsze recepta się przeterminowała i że lek jest na 100 procent, a po drugie wszystko ma kosztować powyżej 150 złotych wiedziałam już, że nawet gdybym chciała wydać wszystkie pieniądze to nie ma ich tyle by starczyło na leki.
- Proszę pani, w obecnej chwili wykupić leków pani nie mogę. A proszę mi powiedzieć gdzie można zwrócić się o pomoc w sytuacji, kiedy ktoś nie jest w stanie wykupić przepisanych lekarstw? - pytam farmaceutki. Padła propozycja MOPS-u, jakaś pani z kolejki mówi, że gdzieś jest jakaś przychodnia i oni coś tam pomagają, ale szczegółów brak.
- Leków wykupić nie mogę, ale proszę pójść ze mną. - Mówię nie tracąc nadziei na udzielenie jakiejkolwiek pomocy. Po wyjściu z apteki robię pierwszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy. Dzwonię na policję. Bardzo miła pani próbuje mi udzielić jakichś informacji, ale w końcu obie dochodzimy do wniosku, że najlepiej będzie jak zadzwonię na pogotowie. Bez chwili namysłu więc dzwonię. Tam już standardowo burkliwy głos informuje, że nie wie co robić i bełkocząc jakiś numer na informację medyczną odkłada słuchawkę. W tak zwanym między czasie rozmawiam z napotkaną pytając czy ma jakąś rodzinę, gdzie mieszka... Po rozmowie z pogotowiem, która okazała się być fiaskiem wracam raz jeszcze do apteki pytając o najbliższy ostry dyżur albo jakąś placówkę szpitalną gdzie mogłabym pokierować spotkaną osobę. Gdy już wiem, że na pewno na chwilę teraźniejszą zrobiłam absolutnie wszystko, co przyszło mi do głowy wychodzę i łagodnym, ale zdecydowanym głosem tłumaczę, że najlepiej będzie jak uda się pani do szpitala i tam spróbuje poszukać pomocy. Ostrzegam jeszcze kobietę, że teraz na pewno nikt nie da jej żadnego leku, bo piła i proszę ją by niezwłocznie udała się do MOPS-u. Odchodząc nie mogę pozbyć się dziwnego poczucia niespełnienia.
Idąc do banku nieustannie myślę o całej tej sytuacji. Przecież ona musiała na tym zimnie stać już czas jakiś. Gdzie płynie ta dzika ludzka rzeka? Co musi się stać żeby ktoś zechciał na chwilę odłączyć się od pędzącego na oślep stada i tak po prostu zainteresować się losem drugiej istoty? I wreszcie dlaczego lodowata obojętność stała się dziś codziennością? Czy dlatego, że mnie to nie dotyczy? Teraz, dziś nie. A że ktoś? Ten ktoś przecież jest czyjąś córką, siostrą, może matką. Ale nie moją. A że stoi na zimnie błagając o kroplę uwagi?... - A gdyby to Twój syn, córka, matka czy babcia tak stała? I wreszcie gdybyś to Ty był na miejscu tej kobiety? O, wtedy to oskarżyłbyś cały ohydny świat o znieczulicę, bezduszność.
Czasem marzę by obudzić się z tego koszmaru. Wolałabym by rzeczywistość była tylko snem. - Powie ktoś, że przesada, że nie można generalizować, owszem. Nie można i nie generalizuję. Dziś piszę o jednej, ale wiem, że nie jedynej sytuacji, kiedy to wyścig i pogoń za uciekającym wiecznie czasem stanowi dziś regułę. Nie mam siły ani ochoty silić się na wzniosły ton. Ale cicho siedzieć też nie będę, bo wiem, że kiedyś rolę mogą się odwrócić i Ty co dziś ubrany w najmodniejsze ciuchy dbasz o to by nie zbrukać swego czystego,cudnego i pięknego życia jakimś paprochem możesz za czas jakiś leżeć na jego miejscu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz