wtorek, 20 listopada 2012

Stały element gry, czyli Przemykomania trwa. :-))))))

Życie czasem jest jak wiosna. To zielone od nadziei, pachnące świeżością pomysłów, to znów deszczowe, kapryśne i wietrzne.


W zeszły weekend szkoła i humorów cała paleta. Piątek ok., sobota nijaka, niedziela dziwna. Po zajęciach z psychologii postaci scenicznej ciągle dźwięczały mi w głowie słowa: „przyprowadź nogi, głowa przyjdzie sama”. I oby tak się któregoś razu stało, bo jak na razie chyba nie wpisuję się w klimat. Uwielbiam te zajęcia, bardzo lubię panią, z którą je mamy, bo mówi wiele cennych rzeczy, ale jest część zajęć, której nie rozumiem i uważam, że nie jest to dobre.


I wreszcie, nareszcie poniedziałek. Bladym świtem wstaję, bo każdy wyjazd na koncert R. to dla mnie swoiste święto. Uwielbiam tę atmosferę przed wyjściem z akademika, ten ciągły pośpiech i nieodparte wrażenie, że na sto procent się na pociąg spóźnię. Jakoś dziwnym trafem zawsze przybiegam na ostatnią niemalże chwilę. Tak było i tym razem. Przed wejściem do autobusu na własnej skórze odczułam, że nadgorliwość dość szybko produkuje we mnie nadmiar agresji, której ujście,rzecz jasna staram się ograniczyć do minimum. Bo ok., podprowadzić, powiedzieć gdzie jest wejście rozumiem, ale traktować jak półgłówka z jedną czwartą mózgu? – Z góry przepraszam wszystkich ślepaczków, wczoraj zrobiłam wam koło piura dobitnie tłumacząc pani, która gdyby mogła, to na pewno wniosłaby mnie do tego autobusu, że jestem jedynie i tylko niewidoma i że naprawdę potrafię więcej niż jej się wydaje. W autobusie nawiązuję rozmowę z miłym panem, który oferuje pomoc w dotarciu na miejsce. Ja dzielę się z nim moją magiczną zniżką i każdy jest zadowolony. Do klubu jak zwykle docieram bardzo przed czasem. Zawsze wydaje mi się, że lepiej być i czekać niż stresować się, że wpadnę na ostatnią chwilę. Biletów oczywiście od 3 tygodni już nie ma, ale wspaniali ludzie są zawsze.


Pani Moniko,: ))))) pani Aniceto,: ))))) i wszystkie panie z klubu, których imion nie poznałam z duszy i z serca dziękuję. Dziękuję za prawie rodzicielską opiekę, za pomoc, za organizację noclegu i za cały bukiet przemiłych słów skierowanych pod moim adresem. Jak tylko będę w Przemyślu, na pewno z przyjemnością odwiedzę „Niedźwiadka”. I wierzę, że role się odwrócą i to ja kiedyś będę mogła zrobić coś dla Was.

W asyście przemiłych pracownic klubu pędzę się przebrać. Wychodzę na luzie, szczęśliwa, że wszystko tak gładko poszło i… No, tego to w najśmielszych snach się nawet nie spodziewałam. Zanim się zdążyłam jakośogarnąć, zastanowić, po szybkim przywitaniu z Renią już prowadzą mnie do jakiegoś pokoju, bo gazeta, wywiad…
- Jezu, jaka gazeta? Jaki wywiad? Że ja? Przecież ja się nie nadaję. Co mam mówić? Nie umalowałam nawet ust… - I zabierając całą lawinę piętrzących się myśli grzecznie siadam na fotelu. Byłabym hipokrytką, gdybym powiedziała, że nie było miło. Podobało mi się bardzo, bo o Renaty muzyce, którą przecież kocham bezwarunkowo i bezgranicznie mogłabym godzinami opowiadać, ale kolega na P od razu, kiedy tylko wyszłam stwierdził bezlitośnie, że „przecież mogłaś lepiej. Mogłaś ładniej, idealniej…”


Po próbie wchodzę do Sali. I już za chwilę poznaję Maję i jej mamę Beatę. I z jedną i z drugą rozmawiało mi się fajnie.
Dzięki dziewczyny za konspiracyjne zdjęcia na scenie. :)))


Koncert jak zawsze mija szybko. Tym razem bez wróżki, ale za to z wzmianką o terenach w okolicach Lwowa, to tak a propos granic, które wczoraj akurat były kluczowym tematem. Siedziałam, słuchałam, przeżywałam i wtopiona w muzykę pozwalałam by i ona wtopiła się we mnie. Myśli, niczym uradowane wiosną motyle fruwały beztrosko unosząc mnie ze sobą to tu, to tam…


Po koncercie, jak zwykle na zupełnym spontanie okazuje się, że jednak jest opcja by wrócić do Krakowa. Nie waham się ani chwili. Posiłek w przewspaniałej atmosferce i droga powrotna, która mija niemniej miło. :)


Teraz jedynie pozostaje korzystać ze zrobionych wczoraj energetycznych zapasów i powoli toczyć się do przodu. Niebawem przecież Warszawa, Zabrze, Tarnów, teatralne szaleństwo i koncertowy raj. :-))))))

Brak komentarzy: