Od początku tygodnia nie dzieje się zbyt wiele. Od poniedziałku jestem na czymś, co można porównać do urlopu, bo firma z powodu załatwiania spraw formalnych ma wolne. Wszyscy podpisujemy nowe umowy z czego naprawdę bardzo się cieszę. Pracodawca zgodził się bym nową umowę podpisała na starych warunkach i to też dostarcza powodów do radości. Zależało mi by przynajmniej na razie nie zawieszać renty, a że by móc ją pobierać nie mogę przekroczyć 1030,50 złotych brutto to ustaliliśmy, że będę pracowała stosownie do wynagrodzenia. Czyli w efekcie jedyne, co się zmieni to czas pracy, bo teraz będę pracowała na pół etatu.
Wczoraj spacerując z babcią po mieście trafiłyśmy na wspaniałe miejsce. Gdyby nie babci ciekawość to do tej pory nie wiedziałabym, że w Świdnicy istnieje najprawdziwszy sklep ze zdrową żywnością. Babcia wczoraj stwierdziła, że tu są jakieś dziwne rzeczy i że to pewnie jest coś dla mnie i istotnie. Prócz zwykłego asortymentu tj. mleko sojowe, napój ryżowy czy ekologiczne soki znalazłam np. wegańskie faworki i wegańskie ziołowe krakersy. Ale szczyt radości osiągnęłam dziś, kiedy poszłam by zobaczyć cóż to takiego te wegańskie faworki. W sklepie pusto więc mam możliwość by z niesamowicie miłym panem porozmawiać i wypytać dokładnie o skład różnych rzeczy. Faworki faktycznie są wegańskie, ale dziś nie skusiłam się na nie. Myślę, że wrócę tam jutro. Dziś postanowiłam, że zdrowiej będzie jak wezmę wafle ryżowe bio z czterema ziarnami. Pan o cierpliwości anioła kilka razy dokładnie przeczytał skład bym mogła się upewnić, że na 100 procent nie znajdę tam nic, co nie byłoby wegańskie. Biorę do rąk okrągłą paczkę i dokładnie dotykam. Wafle, jak wafle. Od zwykłych ryżowych różnią się jedynie ceną i sposobem zamknięcia, bo z tego, co widzę można je za pomocą umieszczonego małego drucika zamykać wielokrotnie.
- A soki owocowe pan ma? – Pytam bawiąc się otrzymaną przed momentem paczuszką. Po przeanalizowaniu składu wszystkiego, co można było określić mianem soku owocowego zdecydowałam się na sok aroniowy. Miałam właśnie zapytać o musli bez cukru bo na stronie sklepu i takie cuda widziałam, gdy nagle ręce wędrujące wciąż po obrębie paczki wafli natrafiły na znajomo wyglądające kropki. W pierwszej chwili pomyślałam, że producent dla urozmaicenia umieścił tu jakiś wzorek, ale kiedy przyjrzałam się temu dokładniej musiałam przyznać z nieukrywaną radością, że jest to najbardziej brajlowy i ponad wszelką wątpliwość najprawdziwszy brajl. – Myślę, że to, co wykonałam w sklepie można porównać do tego, co czasami robią dzieci widząc miliony kolorowych światełek. Od razu rzecz jasna przystąpiłam do próby rozszyfrowania napisu. Brajlowska nalepka przyklejona jest bez żadnego usztywnienia bezpośrednio na paczce, toteż musiałam wysilić „wzrok” :D by dojrzeć i odczytać słowa.
- Może to jest po włosku, bo firma produkująca wafle jest włoska? – Powiedział pan niemniej chyba uradowany niż ja. Faktycznie etykieta na paczce brzmi z włoska i głosi: „Alcenero galette di riso fntegrale ai d cereali biologiche”. – Gdyby nie fakt, że od kilku dni mój komputer zachowuje się zdecydowanie niepoprawnie to otworzyłabym pierwszy internetowy włoski słownik i bez problemu przetłumaczyła napis, który dziś był źródłem ożywczej i słodkiej radości. :) Przystępując do dalszej części zakupów uzyskałam od pana zapewnienie, że jak tylko coś w brajlu znajdzie, to będzie dla mnie zostawiał. :)))
- Tu jest nie tylko miło, ciekawie i zdrowo. W tym sklepie jest też brajlowo. :))) – Pomyślałam opuszczając przytulne wnętrze pomieszczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz