czwartek, 7 kwietnia 2011

Magiczne słowa

Ostatni tydzień przyniósł wiele różnych zdarzeń.


Wizyty u lekarzy, krótka przerwa w pracy, a dziś informacja o tym, że rozwiązuję starą i podpisuję nową umowę, tym razem na rok. Teraz znów sterta dokumentów, papierów i formalności…


Było też kilka chwil, których do najprzyjemniejszych zaliczyć raczej nie można, ale wychodzę z założenia, że z takich sytuacji trzeba wyciągnąć to, co do wyciągnięcia, zrozumieć to, co do zrozumienia i po prostu „nie dać się życiu”. :))) „Nie daj się życiu” to treść maila, którego niedawno dostałam od znajomego. – Słowa celnie rzucone mają moc sprawczą, nie jeden raz mogłam przekonać się o tym na własnej skórze. Tak samo jest i teraz…


Jutro już piątek i początek weekendu, który dla mnie będzie na 100 procent udany. :)
Najpierw krótki wypadzik do Warszawy na spotkanko autorskie z Szamanką. Na spotkaniach prócz fantastycznych i ciekawych opowieści Beatki można spotkać też przewspaniałe Oliwki. Oliwkowe spotkania zaleciłabym wszystkim, którzy potrzebują zwiększonej dawki pozytywnej i dobrej siły. :)

Niedziela też zapowiada się cudnie. Korzystając z tego, że w tą niedzielę akurat wypada 10 kwietnia postanowiłam z Warszawy wybrać się do Gdańska w jedno bardzo szczególne dla mnie miejsce. Jak na razie byłam tam tylko 1 raz, ale ten 1 raz wystarczył. Grób kojarzy się raczej z czymś, co jest niewesołe, z końcem, przemijaniem… - Na grobie Kingi jest inaczej. Bardzo się cieszę, że w dzień, w którym wypadałyby jej urodziny drugi raz odwiedzę to cudowne miejsce. „Prawdziwy podróżnik nie ma ustalonych planów i nie skupia się na dotarciu” – Te słowa bardzo wiele razy pozwalały mi pogodzić się ze wszystkim, co nie szło tak, jak w moim mniemaniu iść powinno. I te słowa właśnie wraz z całą masą różnego rodzaju kolorowych motyli widnieją na tabliczce przy grobie Kingi. To wspaniałe miejsce pierwszy raz odwiedziłam prawie rok temu, bo 25 marca. Pamiętam ten dzień doskonale. Pamiętam jak wraz z Krzysiem odwiedzaliśmy kwiaciarnie w poszukiwaniu najodpowiedniejszych motyli, pamiętam kiedy z dziecięcym uśmiechem i motylkami przypiętymi do płaszcza szliśmy na grób i pamiętam też jaka w dotyku jest kora drzewa, na której przyczepione są Kingi zdjęcia. Siedząc na ławeczce pozwoliłam by myśli niesione przez ciepły, wiosenny wiatr płynęły w sobie tylko znanym kierunku. A kiedy odezwał się stojący na grobie wiatraczek wiedziałam, że Ona usłyszała… :) – „Człowiek żyje tak długo, dopóki pamięć trwa o nim”.


Kończąc chciałabym jeszcze podziękować Tobie Martuś, :) za troskę, a Tobie Droga Basiu :) za sukienkę, w której zamierzam udać się na oliwkowe spotkanko.


Ale tym czasem, prowadzona przez Heinricha Harrer’a wrócę przemierzać Lhasę. :)

Brak komentarzy: