Znów działo się tyle, że nie wiem od czego zacząć.
Z ambitnych planów zorganizowania podróżniczego spotkania w Świdnicy na razie nic nie wyszło, ale może to i lepiej, bo nie wiem czy dałabym radę ogarnąć wszystko na raz. Będzie pewnie jeszcze mnóstwo okazji ku temu by takie spotkanie się odbyło. Na razie powinnam trochę poważniej może potraktować pomysł z wyhamowaniem, bo czuję, że dopiero kiedy się zatrzymam, ustalę jakieś priorytety i zacznę od tego, co najważniejsze wszystko inne będzie miało szansę by się zrealizować i znaleźć na właściwym miejscu.
Miniony tydzień przyniósł mnóstwo różności, ale tu chcę skupić się tylko na tym, co pozytywne, dobre i pełne radości.
W nocy ze środy na czwartek nadając sobie status „żywa zniżka” pojechałam z babcią do Brzeska. W pracy miałam do odrobienia kilka godzin, ustaliłam więc, że odrobię te godziny w piątek. Siedząc w pociągu powrotnym dostałam telefon, że jednak fajnie byłoby gdyby udało mi się w piątek pojawić w Warszawie na szkoleniu. – Cóż, z Wrocławia ekspresowo do Świdnicy, przepakować plecaczek i nocnym autobusem wyjazd do Warszawy. W piątek po pracy szybkie spotkanko ze znajomymi i pociąg do Poznania. Postanowiłam, że skoro Elcia też w sobotę chciałaby znaleźć się na targach książki to mogę przecież pojechać do niej na noc i wczesnym świtem, dzieląc się moją zniżką przyjechać z nią z powrotem do Warszawy. – Poznań przywitał mnie iście wiosennym wieczorem. Zmęczenie, brak snu i ogólne osłabienie sprawiły, że niemal od razu po przybyciu do Elci, po szybkim prysznicu odpłynęłam w magiczną krainę snu.
Sobota zaczęła się bajkowo od pobudki równo o 04.30 i pysznej kawy o smaku rumowym. Wszystko, co wydarzyło się później było jeszcze bardziej magiczne. Najpierw w pociągu miałam okazję zobaczyć ten sprzęcik, co głośnym klaskaniem oznajmia wszem i wobec, że idzie konduktor. To niesamowite, bo ja zawsze myślałam, że jest on taki ogromny, masywny i chyba dość ciężki. Tym czasem sprzęt, którego konduktorzy używają do sprawdzania biletów jest niezbyt duży, lekki i przypomina zszywacz.
- A mogę sobie przebić bilet? – Zapytałam oddając sprzęcik.
- Można. – Odpowiedział konduktor ustawiając bilet dłuższym bokiem w stronę tego czegoś, czym się je przebija.
I w ten oto sposób zdobyłam kolejne doświadczenie. – Kto wie, może pokuszę się kiedyś o zdobycie nowego zawodu? – Pierwsze stemplowanie biletu mam już za sobą. :D
- Śmieszną miał minę konduktor kiedy zapytałaś czy możesz obejrzeć to coś do biletów. – Powiedziała z uśmiechem Ela.
Po przybyciu do Warszawy najazd na „Złote tarasy”, szybkie zakupy i… Wreszcie spotkanko z Oliwkami. Najpierw w „Złotych” spotkanko z Roli, która wraz z urodzinowymi życzeniami podarowała mi śliczną bluzkę z motylami.
Kochana, :))) raz jeszcze bardzo, bardzo dziękuję Ci za pamięć, życzenia, uśmiech i w ogóle za wszystko.
Następny punkt spotkaniowy to „Kinoteka”. – Nie będę tu opisywała usilnych prób jej znalezienia,
najważniejsze jest to, że w końcu po dłuższej chwili udało się odnaleźć wskazane miejsce gdzie czekała już Berry z masą Oliwek. – Strasznie się wzruszyłam, bo Oliweczki pamiętały o tym, że mam urodziny. – Z resztą miałam dziwne wrażenie, że cały wszechświat obdarza mnie dobrem, ciepłem i radością. Sam fakt, że spotkanie z Szamanką i targi wypadły właśnie w dzień moich urodzin był już wystarczającym prezentem.
- Czy ktoś chciałby wziąć udział w castingu na nagrywanie bajek audio? – Usłyszałam stojąc w dusznym i zatłoczonym korytarzu Pałacu Kultury i Nauki.
- Tak, ja! – Wypaliłam bez zastanowienia.
- To zapraszamy.
- Oj, ale ja się chyba trochę nie łapię. – Odpowiedziałam szybko analizując sytuację.
- A dlaczego?
- Bo to chyba trzeba widzieć, a ja mam z tym mały problem. – Odparłam z lekkim uśmiechem.
- Nie. Trzeba mówić i słuchać.
- Super! W takim razie przyjdę.
Dzięki Berry, która pomogła znaleźć mi wskazane miejsce udało się dotrzeć na casting. Z racji tego, że nie mogłam przeczytać fragmentu bajki powiedziałam fragment piosenki i pani stwierdziła, że chcą przeprowadzić ze mną wywiad do radia Bajka, które swoją działalność rozpoczyna pierwszego czerwca. Gdy wreszcie po długich poszukiwaniach udało się znaleźć odpowiednią salę okazało się, że obok jest stoisko wyporzyczalni książek dotykowych.
– Oglądając wydane w brajlu i ozdobione dotykowymi ilustracjami książeczki dla dzieci zaczęłam trochę żałować, że nie urodziłam się ciut później.
- Czy te książeczki się kupuje? – Zapytałam bawiąc się jedną z ilustracji wykonaną z pstryczka, którym na co dzień zapala się światło.
- Nie. My je wypożyczamy niewidomym dzieciom. Rodzice muszą do nas napisać, określić płeć i wiek dziecka, wysłać nr legitymacji, a my wyślemy odpowiednie książeczki.
Po obejrzeniu dotykowego stoiska przyszedł czas na wspomniany już wywiad, który przebiegł bardzo, bardzo miło. Najpierw z prowadzącym trochę się powygłupialiśmy, a następnie to ja miałam przejąć stery i zabawić się w dziennikarkę, która zadaje pytania.
- A powiedz proszę czy też czasem masz tak, że słysząc głos widzisz np. jego barwę? Bo ja często słysząc czyjś głos potrafię poczuć jego zapach. – Zapytałam Michała.
- O jej, nie, ale aż mnie przeszły ciarki. – Jak to? Czujesz zapach głosu? Zawsze?
- Nie. Nie zdarza się to często, ale czasem jest tak, że dany głos kojarzy mi się właśnie z zapachem.
Po wywiadzie nareszcie przyszedł czas na dłuższe spotkanko z Beatką.
Szamanko Kochana, ja wiem, że Ty wiesz, ale napiszę. – Dziękuję za słońce, spokój i po prostu za to, że jesteś.
Po krótkim spacerze z Beatką i Oliwkami Elcia, Maria Elena i ja udałyśmy się do „Złotych”. Nie miałyśmy konkretnych planów, Maria Elena miała pociąg o 20.50, a my z Elą miałyśmy wybrać się na noc muzeów. Po odwiedzeniu „Kuchni świata” i „Empiku” przyszedł czas na to bym wreszcie spotkała się z Grzesiem i Basią.
Kochani, :))) nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że udało się nam spędzić tych kilka chwil razem. Grzesiu, Basiu dziękuję Wam za wspaniałe uspokajające kule z In i Yang oraz za całą stertę fantastycznych ubranek. Ale przede wszystkim dziękuję Wam za czas, słowa i za obecność.
Kiedy cała szczęśliwa wróciłam do Elci i Marii Eleny okazało się, że i one sprawiły mi urodzinowy prezencik.
Dziewczyneczki, :))) dziękuję za „100 lat” odśpiewane w "Bariście" oraz za przepyszną herbatkę z porzeczką i kardamonem.
Pod sam koniec wieczoru właśnie w "bariście", gdzie dostałam nie tylko kawę z handlu Fair Trade, ale też cafe latte i cappuccino z mlekiem sojowym bez cukru rzecz jasna ustaliłyśmy, że Maria Elena jedzie do siebie, a ja i Ela wracamy do Poznania. Zmęczenie jednak dało się we znaki, o nocy muzeów nie byłam w stanie nawet myśleć, a co do Piero z całej gamy propozycji wybrać te, które byłyby najciekawsze.
Niedziela upłynęła również pod znakiem prezentów, bo w Świecie według Blondynki udało mi się wygrać herbatkę z koki.
Co wydarzy się dalej? – Tego nie wiem. Wiem natomiast, że ze wszystkiego niezależnie od rozwoju sytuacji zabiorę tylko to, co jest dobre. W sobotę siedząc na peronie pomyślałam, że właściwie każdy nowy poranek jest w pewnym sensie urodzinami. – Bo przecież każdy dzień obdarza nas szansą na to by wyrzucić z walizki zbędne ciężary i z pokładami świeżej, słodkiej nadziei odrodzić się na nowo. :)
1 komentarz:
hihi Emilko ale sie cieszę, że Ci się podobała!!
Trzeba przyznać, że kinotekę znalazłyśmy!
Prześlij komentarz