poniedziałek, 2 maja 2011

Wziąć? Czy nie wziąć? - Oto jest dylemat :))

Wreszcie rozpoczął się maj. :))) Uwielbiam ten miesiąc. Wszystko jest takie świeże, czyste, pachnące, radosne i pełne jakiejś szaleńczej nadziei. Wczoraj w Oliwkowie maj nazwałam „miesiącem miłości i nadziei”.


Ostatnie dni przyniosły wiele. W sprawie spotkania na razie zastój, bo w piątek nic nie udało mi się załatwić, dziś nie wszystkie instytucje pracują, a jutro znowu wolne. Cieszę się, że jest to wolne, bo od kilku dni jestem jakaś mało wydajna. Ale w końcu przyszedł maj więc musi być dobrze.


W piątek byłam u lekarza. I po powrocie do domu pojawił się kolejny dylemat.


Dostałam receptę. Po wyjściu z gabinetu, przez moment zastanawiałam się co z nią zrobić, bo… - I właśnie tu pojawia się pytanie wziąć czy nie wziąć? – Bo chyba wszystkie specyfiki medyczne niestety były i są testowane na zwierzętach. I jak teraz pogodzić to z weganizmem? Poszłam do apteki i postanowiłam, że zawsze lepiej wybierać [jeśli w ogóle już trzeba] mniejsze zło. Poprosiłam by pani farmaceutka przeczytała mi dokładnie skład ulotki. Do wielu lekarstw dodaje się żelatynę, laktozę czy jeszcze jakieś inne odzwierzęce produkty i takich specyfików już na 100 procent nie będę przyjmowała. Ale okazało się, że w jednym leku nie ma niczego, co byłoby produktem pochodzącym od zwierząt więc kupiłam. Problem pojawił się przy większej dawce tego leku, którą też miałam wypisaną. Tam już była żelatyna.
- Mogę dać zamiennik. – Usłyszałam z okienka.
- Zamiennik? Ale bardzo proszę by przeczytała pani czy na pewno nie ma tam nic pochodzącego od zwierząt. Jest to dla mnie ważne ponieważ jestem weganką.
Po kilku sekundach ciszy pani stwierdziła, że nie, że na pewno nic nie ma i że spokojnie mogę go kupić. Kupiłam. Po przyjeździe do domu postanowiłam poczytać trochę o tym czymś w Internecie. Znalazłam nawet ulotkę w wersji elektronicznej czytam skład i… Na pierwszym miejscu występuje laktoza.


Postanowiłam, że w takim przypadku najlepiej zrobię jak pójdę do apteki i oddam ten lek. Jest nieużywany, więc może oni będą wiedzieli co z nim zrobić? Miła farmaceutka powiedziała, że przyjąć go nie może, muszę iść do lekarki i jej go oddać. – Cóż, pozostaje mi poczekać na koniec wolnych dni i odwiedzić ponownie miłą panią doktor.


Dziś jednak skorzystam z tego, że jutro nie trzeba pracować i ponownie odwiedzę Gdańsk. Wczoraj śniła mi się Kinga, ale śniła mi się jakoś tak nietypowo myślę więc, że dzisiejszą noc spędzę w pociągu relacji Wrocław – Gdynia. :))) Motylki i czerwone serduszko już przygotowane. :))) Może ten wyjazd sprawi, że siły witalne i wszystkie inne siły powrócą do mnie pozwalając znów działać pełną parą? – Te wolne dni spadły mi z nieba, bo teraz raczej nie byłabym w stanie pracować.


I kończąc temat wegańskich dylematów. Niedawno znalazłam to. Bardzo ciekawy artykuł. A do tego dotarłam kiedy usiłowałam znaleźć odpowiedź na stawiane sobie pytania i wątpliwości.


Myślę, że jedyne, co mogę zrobić to zachować w tym wszystkim chociaż resztki rozsądku. – Bo nie chodzi o to by weganin kojarzył się z cierpiętnikiem, ale o to by pozytywnie zachęcać do weganizmu. Dla mnie przecież weganizm to czysta przyjemność, to styl życia i może powinnam skupić się na tym, jak w najlepszy możliwie sposób przekazać to innym? – „Zwierzęta nie potrzebują, abyśmy mieli rację. Dla nich liczy się, byśmy byli skuteczni w działaniu”.

1 komentarz:

Małgorzata pisze...

Emilko, ten pierwszy link to bardzo mądry artykuł, powinnaś zastosować rady autora. Pozdrawiam majowo :)