niedziela, 26 czerwca 2011

:))))

Wszystko kiedyś ma swój koniec.


Noc kończy się świtem, który otwiera nową, czystą kartę. Zima ustępuje miejsca wiośnie, która otula nas nieśmiało promieniami słońca, a gorycz i smutek zostają skutecznie wypierany przez doświadczenia niosące kosze nadziei na lepsze jutro.


I tak samo jest w życiu. Było ciężko, ale zdarzenia mijającego właśnie weekendu wynagrodziły mi z nawiązką wszystko, co niemiłe.


Na razie nie chcę za dużo zdradzać. – Ale jeżeli wszystko ułoży się tak, jak ja bym tego chciała, to Gdańsk już nie będzie miastem, które na razie tylko odwiedzam…


Najważniejsze bym wiedziała czego naprawdę chcę... – Wtedy wszystkie działania nie będą wysiłkiem, a jedynie drogą, którą pokonać trzeba by dotrzeć do celu.


Dziś opuszczając rodzinkę Kingi wracam na moment do domu. Lipiec zapowiada się wyjazdowo, przeprowadzkowo i bajkowo… :)))


P.S. Magdusiu, :))) Basiu, :))) dziękuję. Wszystkim w ogóle bardzo, bardzo dziękuję za troskę. Cieszę się, że jesteście.

Brak komentarzy: