piątek, 17 czerwca 2011

W najśmielszych snach...

W najśmielszych snach nie spodziewałam się, że sprawy z pracą potoczą się właśnie tak, jak potoczyły się w poniedziałek. – Nie będę tu opisywała wszystkiego, ale tak w wielkim skrócie powiem, że naprawdę nie wiem z jakiego powodu i za co los stawia na mojej drodze tak wspaniałych, wrażliwych i pełnych empatii ludzi jakimi są np. osoby pracujące w Quality Cube. Dzięki temu, że los postawił ich na mojej drodze mogę spełniać marzenia nie tylko swoje.


Kochani, :))) dziękuję Wam za okazane mi zrozumienie i tyle ciepłych słów. Na pewno będę Was polecać i życzę by na Waszej drodze stawali ludzie tak wspaniali, jakimi jesteście Wy. :) – Acha i dziękuję, że wybaczyliście to cztero godzinne spóźnienie. :D

Tak, bo właśnie przez to, że po prostu zaspałam na poranny pociąg z Gdańska do Warszawy, którym miałam jechać z Kingi tatą zamiast o 10.00 przybyłam do pracy na 14.00. Do tej pory mi głupio. Bardzo przepraszam wszystkich, którym przez zbyt długie tkwienie w ramionach Morfeusza sprawiłam kłopot. Na moje szczęście pociąg, na który przesiadałam się w Kutnie miał też opóźnienie. W przeciwnym razie nie wiem na którą dotarłabym do pracy. Bardzo, bardzo dziękuję też Jackowi, który gdy przybywam do Warszawy zjawia się autkiem za każdym razem, kiedy go potrzebuję.


Jacku, :) pamiętaj, że wszystko, co dajesz do Ciebie wraca. – Życzę byś spotykał ludzi, którzy pomogą Ci tak samo, jak robisz to teraz Ty.

Dalsza część tego dość dziwnie zaczętego poniedziałku upłynęła już wspaniale. Najpierw drobne zakupy, później pyszna cafe latte z mlekiem sojowym rzecz jasna w Bariście, a przed wyjazdem do Jeleniej Góry naprawdę miłe spotkanko z mamą Chopina.


Pani Ewo, :) dziękuję za pomoc w dotarciu na Zachodni i za wszystkie pozytywne słowa.


Zdaję sobie też sprawę, że gdyby nie mama Kingi moja podróż do Warszawy mogłaby znacznie się wydłużyć. :D

Pani Krysiu, :))) dziękuję za pyszne kanapki, odwózkę na dworzec, za cały ten magiczny i ważny dla mnie weekend i za wszystko to, czego nie potrafię zamknąć w słowach…


W ogóle całej rodzince Kingi dziękuję za to, że przebywając z nimi czułam się tak, jak gdybym była kimś, kogo znają już niemalże od urodzenia, czułam się tak, jak gdybym była częścią Was Kochani… - Myślę, że to nie czas i miejsce by pisać więcej, ale wiedzcie, iż wszystko, co u Was mnie spotkało rzuciło czyste, jasne i pełne nadziei światło na to, co jeszcze przede mną…


Wtorek mimo nocki spędzonej w autobusie relacji Warszawa – Jelenia Góra był cudowny przede wszystkim dlatego, że wreszcie po nie wiem ilu spotkałam się z Iwonką.
Słoneczko, :) myślę że „214” mówi wszystko. :D – Dzięki wielkie za każdą chwilę spędzoną z Tobą, za wegańską kawkę i wegański obiadek i za to, że było przecudnie. Podziękuj proszę też Twojej mamusi. Do zobaczenia niebawem.


Teraz chcę skupić się na tym by jakoś pomóc i by grupa taneczna „Free Spirit” z Moree mogła przylecieć do Polski. Dzieciaki dostały zaproszenie do wzięcia udziału w kilku festiwalach. – Bardzo wierzę w to, że wszystko zakończy się pomyślnie. Spróbuję przygotować jakąś fajną prezentację, pochodzić po szkołach, podzwonić po ośrodkach zajmujących się kulturą… Na razie zrobiłam projekt ulotki, którą chcę wykonać w brajlu. Może kiedyś mi się do czegoś przyda. Jutro spróbuję pójść do szkoły mojej siostry. To super moment, bo oceny na pewno są już wystawione, a taka prezentacja o fundacji, o grupie tanecznej i o tym, jak bardzo różni się życie rówieśników żyjących na innym kontynencie może przynieść wiele dobrego. Mam jakieś pomysły, ale nie chciałabym niczego zapeszyć. W każdym razie zamierzam zrobić wszystko by informacja o fundacji, o projektach i o tym, że obecnie zbieramy kaskę na bilety lotnicze dla dzieciaków mogła dotrzeć do jak największej grupy ludzi.


Bo naprawdę czasem trzeba tak niewiele by dać tak wiele. :)

Brak komentarzy: