wtorek, 7 czerwca 2011

Oczami dziecka

Na początku raz jeszcze dziękuję wszystkim Oliweczkom i nie Oliweczkom :D za pozytywne komentarze pod adresem mojego bloga.


Założyłam go by pomóc też sobie, by mieć w wirtualnym świecie swój mały, bezpieczny i pełen zielonego koloru nadziei ogródek, ale Wasze pozytywne słowa mówiące o tym, że i Wam czytanie tego bloga jakoś pomaga są jak kwitnące kwiaty rozsiewające wszędzie słodki zapach szczęścia.

Fajnie, że jesteście. :
)))


Wczoraj odwiedzając mojego cztero letniego chrześniaka doszłam do wniosku, że na kolory patrzę oczami dziecka.
- Skarbie, a powiedz jaki mam kolor bluzeczki? – Zapytałam przytulając brzdąca.
- Kololowy.
- Kolorowy?
- Tak.
- A jaki mam kolor spodenek?
- Calne.
- Mam czarne spodenki?
- No.
Szczerze mówiąc tak naprawdę nie wiedziałam jaki mam kolor spodni i bluzki, bo wszystkie te rzeczy są nowe i jeszcze nie zdążyłam zapytać o to jaki mają kolor. Może gdybym kupowała je sama od razu przy wybieraniu spytałabym o wszystkie wizualne walory, ale po pierwsze dostałam te rzeczy od babuni, a po drugie wystarczyło mi to, że spodenki mają wychawtowane kwiaty, a bluzeczka jest z fajnego materiału i górną przednią część ma fajnie wyszytą koralikami.
- Mamo, naprawdę mam kolorową bluzkę? – Zapytałam gdy Filip popędził pakować wszystko, co absolutnie niezbędne podczas pobytu nad rzeką.
- Tak.
- A spodnie też mam czarne?
- Nie. No coś ty?
- To jakie są te moje spodenki?
- Takie zielonkawe.


I wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że ja zawsze będę widziała kolory oczami Filipka. – Bo czy świat nie wygląda radośniej gdy czarne staje się nagle zielonym?... :)))

Brak komentarzy: