sobota, 23 lipca 2011

"Karuzela Cooltury"

I znowu dzieje się tak dużo, że naprawdę nie wiem od czego mam zacząć.


Ale tradycyjnie kierując się zasadą, że mówię o tym „tu i teraz” to obecny wpis robię siedząc na łóżku schroniska młodzieżowego w Świnoujściu.


W czwartek rano pociągiem z Wrocławia miałam wraz z kilkoma Oliwkami wyruszyć na „Karuzelę Cooltury”. Niestety moje plany wspólnej podróży zupełnie zniweczył ząb, który całą noc bolał tak, jakby chciał powiedzieć, że nie pozwoli mi nawet na moment zmrużyć oka. Cóż było robić. Rano bladym świtem z walizką, plecakiem i ogromnym parasolem w towarzystwie mojej babci zrobiłam nalot na gabinet mojej dentystki. Skończyło się na leczeniu kanałowym wykonanym w expressowym tempie, bo 3 wizyty zmieściły się w jednej. Z portfelem lżejszym o 400 złotych opuściłam gabinet by już za chwilkę zmierzać autobusem do Wrocławia.
Tam z pomocą pani czekającej na swoją córkę przemieściłam się na dworzec. Mokra od stóp do głów wpadłam do budynku kas biletowych i wypełniona jakąś dziwną radością kupiłam bilet na pociąg z przesiadką w Szczecinie. Stojąc tak z bagażami postanowiłam poprosić o pomoc w przedostaniu się do tunelu, w którym są wejścia na perony. I dzięki temu poznałam fantastyczną rodzinkę. Ona Polka, on Hiszpan, babcia i dwójka szkrabów. I tym razem jeśli chodzi o spóźnianie się kolej mnie nie zawiodła. :D Pociąg przyjechał z 30 minutowym opóźnieniem co sprawiło, że moja przesiadka w Szczecinie oddalała się z każdą minutą bardziej. W pociągu poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi i miałam okazję się przekonać, że nawet z tak znikomym hiszpańskim jestem w stanie konwersować z kimś, kto w ogóle nie zna polskiego przez dość długą chwilę. :) I wreszcie upragniony Szczecin Dąbie. Wysiadają ze mną mama z córką, które jechały w tym samym przedziale. I myślę, że w tym momencie nic lepszego nie mogło mi się zdarzyć, bo peron świecił pustkami. Następny pociąg do Świnoujścia dopiero za półtorej godziny więc zamiast o 19.50 miałam być na miejscu o 21.50.
Okazało się jednak, że do Świnoujścia jadą jakieś busy więc niewiele myśląc postanowiłam wsiąść w któregoś z nich. Stojąc na dworze z bagażami myślałam tylko o tym by dotrzeć już do dziewczyn. Krople deszczu delikatnie masujące mi nos i twarz zdawały się dopingować mojemu czekaniu.
Dotarłam do Świnoujścia zmęczona, ale szczęśliwa.
- Pani na prom? – Usłyszałam z prawej strony.
- Tak.
- Proszę. Ja pomogę.
Z promu miły pan odtransportował mnie wprost do taksówki i już przed 10.00 mogłam cieszyć się ciepłą herbatką i tym, że wreszcie jestem z dziewczynami.


Wczoraj pierwszy dzień „Karuzeli Cooltury”. Było przewspaniale. Spotkanko z Beatką, ponowne spotkanie z Dorotą Zawadzką i krótka rozmowa z Jackiem Santorskim.

Tu potwierdza mi się zasada, że szczęście nigdy nie zależy od czynników zewnętrznych. – Bo co z tego, że wciąż pada deszcz i wszystko jest mokre? To nie ma znaczenia. Jestem tu, gdzie chciałam być.


Za chwilę opuszczamy nasze schronisko i pędzimy na kolejne debaty. „Karuzela Cooltury” jeszcze jutro. Później zwijam manatki i zmykam w stronę Gdańska, bo lot do Paryża już za 5 dni, a ja muszę się spakować i może jeszcze wpaść na sekundkę do Świdnicy.


Oh, już nie mogę się doczekać. Jak to będzie? Mój pierwszy samodzielny lot samolotem, pierwszy samodzielny wyjazd za granicę.

Chyba tak trochę jeszcze nie mogę w to uwierzyć, że udało mi się i że zupełnie sama uzbierałam sobie na ten bilet. Naprawdę tam lecę… Ale stop! To dopiero za chwilę.


Teraz zmykam cieszyć się ostatnimi dwoma dniami festiwalu. :)

Brak komentarzy: