Siedzę właśnie w moim nowym, gdańskim mieszkanku. Tu, przy tym biurku, przy którym piszę teraz tego bloga powstawała książka "Prowadził nas los". Z tego miejsca Kinga wyruszała w małe i duże podróże.
Wczoraj dzięki pomocy mamy Kingi udało mi się już przewieźć wszystkie moje rzeczy, które w pierwszej kolejności zabrałam. W dwóch walizkach i plecaku prócz laptopa i kilku ciuchów przyjechało radio, czajnik, który dostałam od mojej babuni i trochę książek Szamanki, bo nie wyobrażam sobie mojego mieszkanka bez nich. :))) Reszta książek przyjedzie kolejnym kursem. :)))
Dziś na półeczkach poustawiałam moje książki oraz książki i albumy Kingi. Półeczki podzieliłam sprawiedliwie. 1 regalik mój, drugi jej. :)))
Wczoraj krzątając się po kuchni wciąż dźwięczały mi słowa z „Mojej Afryki”. Pamiętam, we wstępie Kinga pisała o komforcie swojej „małej, przytulnej, wegańskiej kuchni”. – Teraz, Kinguniu ta kuchnia znów stała się wegańska, wciąż jest mała i przytulna. :) – Pomyślałam rozpakowując zakupy.
Martynko, :))) Pani Krysiu, :))) Bartku, :))) dzięki za odwiedziny i wspaniały dzionek. Dziękuję Wam też za wszystko, co wciąż od Was dostaję, za pomoc, ciepło i za to, że jesteście…
Jeśli ktoś, kto tu czasami wpada będzie w okolicach Gdańska, to serdecznie zapraszam. Goście zawsze mile widziani.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz