Piątkowe popołudnie. Szybciuteńki prysznic, wrzucenie do plecaka najpotrzebniejszych rzeczy i wymarsz na dworzec.
Mamie Tomka dziękuję bardzo za podwózkę. Tomkowi jak zwykle dziękuję za opiekę nad moimi maluszkami, których liczba wczoraj zwiększyła się z 2 do 4. :)))
W pół do siódmej przybywamy na dworzec. Kupując bilet do Krakowa naprawdę cieszyłam się, że kiedyś tam wpadłam na pomysł by założyć sobie podróżniczą puszkę, do której wrzucam każdą 5-złotową monetę. Miła pani bierze 35 złotych i oto bilet relacji Gdańsk Główny – Kraków jest już moją własnością. Podróż mija spokojnie. Trochę śpię, słucham muzyki, pod koniec na chwilę włączam laptopa i wreszcie po 9:00 mając za sobą 15 godzin w pociągu jestem w Krakowie.
- Przepraszam, do wyjścia to dobrze idę, prawda? – Zapytałam słysząc przewijających się za mną i przede mną przechodniów.
- Ja podprowadzę. Proszę. Gdzie pani chce iść?
- Może w stronę toalet. – Powiedziałam łapiąc miłego pana pod rękę.
- Zaprowadzę, ale da pani 2 złote na herbatę?
- Dobrze. Dam panu 2 złote.
- Bo ja mogę też zaprowadzić do galerii. To blisko tam jest za darmo toaleta.
- Nie. Muszę zostać tu na dworcu, bo czekam na koleżankę. – Powiedziałam stanowczo.
- A pani to taka ciemna od urodzenia?
- Yyy, no tak. – Odpowiedziałam domyślając się, że człowiek ma na myśli mój brak wzroku.
- O boże.
Wreszcie po kilku minutach upragniona toaleta.
- Dzień dobry. Przyprowadziłem panią ciemną. Pani nie widzi od urodzenia…
- Dobrze, ja bardzo dziękuję panu za pomoc. – I wręczając „zapłatę” odwróciłam się w stronę kabin.
Po 1,5 godziny przyjeżdża wreszcie Paula i już razem jedziemy na targi. W środku tlenu jak na lekarstwo, ścisk, hałas i zapach książek. Po kilku minutach znajdujemy wreszcie Beatkę. Kolejka wije się jak wąż pełznący po jedzenie. Nie myśląc zbyt wiele ustawiamy się obok stolika gdzie Szamanka podpisuje książki. Po chwili spotykamy Agaciorkę, Żabę i Iwonkę. Szybkie powitanie i Żaba z Iwonką znikają.
- Agatko, co to za gościu, który stoi za nami i podpisuje książkę. Znasz go? – Pytam szeptem słysząc za sobą dziwny ruch.
- Tak, ale ty też go znasz.
- Naprawdę? Kto to?
- Tomek Kamel.
- Żartujesz??
Słysząc, że człowiek, z którym rozmawiał pan za mną poszedł odwracam się i pytam:
- Przepraszam, pan jest Tomek Kamel, prawda?
- Od urodzenia. – Odpowiada z uśmiechem.
- Jeju, ale ja pana nie poznałam. Bo w telewizji ma pan zupełnie inny głos, naprawdę, słowo honoru.
- Ha, tu to taki falsecik, a w telewizji to taki fajny basik, co?
Po zrobieniu sobie wspólnego zdjęcia stwierdziłyśmy, że jak za kilka chwil nie wyjdziemy na dwór, to prócz płynnej plany nie zostanie z nas wiele.
- Emilko, z tym Kamelem to był najsłodszy tekst targów. – Powiedziała siadając na schodach Agatka.
Po kilku chwilach przemieszczamy się na następne stanowisko, na którym teraz jest Beatka. Tu kolejka jeszcze dłuższa niż do stanowiska „National Geografic”.
- Paula, wiesz ja o 17:18 mam powrotny pociąg do Gdańska. – Powiedziałam widząc, że jest już po 15:00. I oto za kilka minut w pięknym stylu omijając kolejkę jestem już obok Szamanki.
Kochana Beatko, :))) nie czas i miejsce by pisać o wszystkim. Pozwól więc, że tu jedynie podziękuję Ci najszczerzej jak potrafię za wszystko i za jeszcze więcej. Ściskam Ciebie mocno. :-*
Droga Paulo, :))) bardzo się cieszę, że Cię zobaczyłam. Dziękuję za pomoc i za odprowadzenie na pociąg.
Agaciorko, :))) wspaniale było Cię poznać. Mam nadzieję, że będziemy spotykać się częściej.
Wszystkim pozostałym dziękuję za to, że byli.
Podróż powrotna do Gdańska rozpoczęła się wspaniale, bo dosiadły się do mnie 2 siostry, z którymi już mamy wspólne podróżnicze plany.
Alu, :))) Dominiko, :))) dzięki za owoce, za śpiworek, ale przede wszystkim za wspaniałe towarzystwo. Cieszę się, że mogłam Was poznać. – Alu, zaproszonko na kawę bezterminowe. Ja ze swojej strony też obiecuję pojawiać się w Tczewie. :)
I oto wreszcie po kolejnych 15 godzinach podróży Gdańsk. W domku wspólne śniadanko z Tomkiem, który przyjechał po mnie na dworzec, a następnie jak w każdą niedzielę „Świat wg Blondynki”.
Dla takich chwil, które miały miejsce w sobotę warto przejechać nie tylko 30 godzin, ale i nawet 3 dni. – Bo chwile spędzone z tymi ludźmi nie mają ceny.: )))))))))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz