We wtorek wróciłam do Gdańska. Niestety jadąc do Wrocławia, a później wracając z niego miałam okazję przypomnieć sobie jak pachnie człowiek, który wczoraj odbył imprezkę mocno zakrapianą alkoholem. :))) I co zrobić w takiej sytuacji? – Nie mogę przecież powiedzieć: „przepraszam pana, pachnie pan wczorajszą imprezką czy mógłby pan opuścić przedział?” Na wszelkie sposoby próbowałam uświadomić delikwentowi, iż naprawdę ciężko jest wytrzymać kiedy na tak małej przestrzeni jaką jest przedział siedzi ktoś, kto zieje oparami niczym smok wawelski ogniem. W ostateczności zdecydowałam się na to, że będę marzła. Wolałam marznąć niż ryzykować oddanie treści żołądkowej.
Otwierając okno mocno przytuliłam się do plecaka, okryłam się kurtką najszczelniej jak to było możliwe i lekko kołysana przez sunący pociąg próbowałam zasnąć.
Po jakimś czasie, kiedy zimno stało się bardzo dokuczliwe postanowiłam wyjść, a że akurat miałam potrzebę skorzystania z toalety to łatwiej było wyjść spod kurtki. – I tu muszę napisać o tym, co uświadomiłam sobie już jakiś czas temu. Myślę, że osoby niewidome z toalet w pociągach powinny korzystać w rękawiczkach. Bo to najbardziej niebezpieczne i nieprzewidywalne miejsce w całym wagonie.
Po pierwsze. - Nigdy nie wiemy jak obsłużyć wodę. W niektórych pociągach jest ona na guzik w innych zaś na pedał.
Po drugie. – To, że w jednej toalecie umywalka jest obok sedesu wcale nie oznacza, że w innej też tak jest.
Po trzecie. – Nigdy nie wiemy w jakim stanie znajduje się pomieszczenie, do którego wchodzimy.
Po czwarte. – Dotykanie czegokolwiek w tym pomieszczeniu zdecydowanie nie należy do przyjemności.
Dobrym wyjściem jest po prostu nie korzystanie z toalety, ale z drugiej strony jadąc 8 czy 9 godzin nie jest to łatwe. Bo nawet jeśli potrafimy opanować potrzeby fizjologiczne, to na pewno nie jest to zdrowe.
W takim razie pozostaje mieć nadzieję, że za jakiś czas toalety w pociągach będą działały na automat. Nikt niczego nie będzie musiał dotykać, naciskać i szukać.
Jutro znów spędzę kilka dobrych godzin w pociągu, bo na sobotę muszę dotrzeć do Krakowa na targi książki.
I na koniec rzecz najważniejsza.
- Pani Jolciu, bardzo, bardzo się cieszę, że mogłyśmy się spotkać. Dziękuję za udzielenie noclegu i pomoc w dotarciu o zdecydowanie nieludzkiej porze :D na pociąg do Gdańska.
Ściskam mocno Panią, pozdrawiam również Agatkę i męża.
Kochana Beatko, :))) Olivki, :))) do zobaczenia w Krakowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz