Tyle się wydarzyło, że naprawdę nie wiem od czego zacząć…
Wizyta w Gdańsku, odwiedzenie grobu Kingi, spotkanie z Roli i z Magdą, której nie widziałam już od wakacji, a na końcu następne spełnione marzenie… - Ale może po kolei.
W sobotę zgodnie z tym, co miałam w planach wyruszyłam do Wrocławia by z niego nocnym pociągiem pojechać w stronę Gdańska. Wrocławski przystanek, na którym wysiadałam był początkiem wspaniałych spotkań, bo najpierw chłopak, który zdecydował się by pomóc mi dotrzeć na PKP opowiedział trochę o swoich planach zwiedzenia świata, a później starsza pani otoczyła mnie opieką kiedy trzeba było namierzyć odpowiedni peron. I tak to w towarzystwie pani i starszego pana, z głową na plecaczku i torebką przytuloną do siebie podróżowałam spokojnie aż do Poznania. W Poznaniu postój i… No tak, był mecz… Na całe szczęście pan na podwójnym gazie po krótkich i niegroźnych przepychankach z innym panem, w miarę grzecznie opuścił nasz przedział.
Przed 09.00 wreszcie cel, czyli Gdańsk Oliwa. Na peronie wylewne przywitanie z czekającą na mnie już Roli. – Kochana, :))) przede wszystkim niesamowicie się cieszę, że udało się spotkać. Dziękuję Ci za wszystko. Za gościnę, herbatkę, owoce i za to, że cierpliwie, bez zbędnych słów i poganiania dotrzymywałaś mi towarzystwa podczas odwiedzin grobu Kingi.
Jadąc na cmentarz całkiem spontanicznie wymyśliłam sobie, że skoro dzień upływa mi pod znakiem motyli, słońca i radości to dlaczego nie spełnić kolejnego z marzeń?
- Roli, słuchaj. Myślę, że po załatwieniu wszystkiego będę wracała. Czy mogłabyś mi pomóc?
- Jasne. A o której chcesz jechać? O której masz pociąg?
- Wystarczy jak pomożesz mi dostać się na wylotówkę z Gdańska. Chcę do Warszawy dziś jechać stopem.
Oczywiście pomysł mój nie od razu zyskał aprobatę. Gdy po odwiedzeniu Cmentarza spotkałam się z Magdą, którą wcześniej też pytałam o pomoc w dotarciu na drogę usłyszałam, że żadnej dyskusji nie ma, ona kupi mi bilet i wsadzi w pociąg do Warszawy.
- Madziu, ale to nie chodzi o bilet. Ja chcę sprawdzić jak działa stop w przypadku osoby z białą laską. Poza tym przecież kiedyś musi być ten pierwszy raz.
- No to kiedyś na pewno będzie, a dziś pojedziesz pociągiem.
- Myślę jednak, że właśnie dziś spróbuję pojechać stopem. Dziewczynki, no przestańcie. Przecież marzenia są po to żeby je spełniać. Pomóżcie dziś spełnić jedno z nich. Stopa chcę spróbować teraz, póki jeszcze nie mam czarnych wizji.
Po dość długiej dyskusji udało się zawrzeć pewnego rodzaju kompromis. – Magda pojedzie ze mną na drogę, a ja mam obiecać, że jeśli w ciągu 35 minut nic dla mnie się nie zatrzyma to bez słowa protestu wracam z nią do Gdańska i jadę pociągiem. Po szybkiej herbatce u Roli, zakupy w ekspresowym tępię i przed 14.40 wreszcie jestem w początkowej fazie spełniania stopowego marzenia, czyli na drodze wylotowej z Gdańska. Madzia umieszcza mi na piersi przygotowaną wcześniej tabliczkę z ogromnym napisem: „WAWA”, nakładam plecak, laska w dłoń i prawy kciuk w górę. Magda biegnie sprawdzić o której ma powrotny autobus, a ja wsłuchana w śmigające po mojej prawej stronie samochody upajam się tym, że stoję tu, na drodze, że właśnie w tej chwili robię coś, co wciąż odkładałam na „lepszy czas”…
- Wyglądasz super! – Słyszę w oddali głos wracającej Magdy.
- Dzięki. - Ile mam jeszcze czasu? Kiedy masz autobus?
- 35 minut.
Po kilkunastu minutach wyprostowana i skierowana w stronę drogi prawa ręka z uniesionym w górę kciukiem dość wyraźnie zaczynała dawać o sobie znać. Nikt też się nie zatrzymywał, a Magda zgodnie z ustaleniami zajmowała się sobą. Czasem przejechał jakiś rower, czasem przeszedł człowiek.
- Mamusiu, a ta pani? Co ona tu robi? – Usłyszałam z lewej strony głos wyraźnie zainteresowanego chłopczyka.
- Zatrzymuje samochody. – Odpowiedziała kobieta.
- Właśnie spełnia kolejne z marzeń, maluszku. – Pomyślałam odwracając roześmianą buzię w stronę głosów.
Gdy upłynął dany mi czas i nikt się nie zatrzymał Magda postanowiła, że da mi jeszcze szansę.
- Daję ci jeszcze chwilę. – Powiedziała ustawiając się obok mnie.
- Będę patrzyła i jak przejadą 3 samochody z rejestracją Warszawską i wciąż nikt się nie zatrzyma to idziemy na autobus.
Na moje szczęście autobus, którym miałyśmy jechać pojechał wcześniej, a widząc to Magda postanowiła dać mi jeszcze tyle czasu, ile upłynie do przyjazdu następnego.
- Wiesz, teraz odkryłam kolejną rzecz. Do dziś byłam właściwie przekonana o tym, że by łapać stopa trzeba ustawić się tak. – I to mówiąc odwróciłam się twarzą w stronę ulicy. Dopiero Magda uświadomiła i pokazała mi, iż autostopowicze stoją bokiem do drogi i tyłem do kierunku, w którym chcą się poruszać.
- Zatrzymał się ktoś, więc chowaj łapkę i choć. – Pędząc w stronę samochodu uświadomiłam sobie pierwszą techniczną rzecz, którą chcąc jeździć stopem muszę jakoś sobie dopracować. Nie zorientowałam się, że ci mili państwo się dla mnie zatrzymali, bo pojechali na taką odległość, na którą słuch zaabsorbowany szumem aut już nie zarejestrował silnika zwalniającego obroty.
- Możemy was zabrać do Elbląga. Jedziecie?
- Ja nie, to koleżanka jedzie do Warszawy sama. Ale myślę, że chyba jeszcze poczekamy. Bardzo dziękujemy, że się państwo zatrzymali. – Odrzekła Madzia kiedy wreszcie znalazłyśmy się przy aucie.
- Ta twoja laska wygląda trochę jak taki kij, z którymi teraz chodzi mnóstwo osób. – Skwitowała Magda kiedy znowu znalazłyśmy się przy drodze.
Po kilkudziestu minutach kolejny samochód się zatrzymał. Tym razem przez to, że trochę się zagadałyśmy nawet Magda go nie zauważyła. Dopiero pani zaczęła wołać. Podbiegamy.
- Wsiadajcie. Do Warszawy? – Usłyszałam przyjemny kobiecy głos.
- Nie, ja nie jadę. Moja koleżanka jedzie sama.
- Jedziesz sama?
- Tak.
- A czemu jedziesz na stopa?
- Po prostu. Spełniam marzenia. – Wypaliłam.
- Ale naprawdę sama?
- No tak. Chciałam sprawdzić jak kierowcy będą reagowali na niewidomych autostopowiczów.
- Wsiadaj.
Krótkie pożegnanko z Magdusią i oto już siedzę z tyłu autka.
I to właśnie była jedna z takich chwil, których za pomocą żadnych dostępnych środków nie można odzwierciedlić. – Bo jak opisać uczucie, które pojawia się w momencie kiedy znajdujemy się w samym centrum tego, co jeszcze kilka chwil temu było jedynie lekkim i kolorowym jak skrzydła motyla pragnieniem?...
Magdaleno Droga, :))) jak wymyślisz sposób, za pomocą którego mogłabym najtrafniej podziękować Ci za to, że dzięki tym kilku poświęconym mi chwilom kolejne marzenie się spełniło, to bardzo Cię proszę poinformuj mnie o tym. :D
Niezwykłym zbiegiem okoliczności po kilku minutowej rozmowie okazało się, że dziewczyna, która się dla mnie zatrzymała też ma na imię Emilia. Na pierwszym postoju dowiedziałam się, że autko, w którym spędzam czas jest bordowe, a na końcu jeszcze okazało się, że Emilia może podwieźć mnie aż pod sam dom Domi, która jak zwykle przygarnęła pod Swój dach. :))) – Domi, dziękuję.
Kolorowe motyle przyczepione do kwiatów spełniły swe zadanie. – Jestem pewna, że Kinga usłyszała nawet to, czego nie byłam w stanie wyrazić…
2 komentarze:
Ależ Ty masz szczeście :) Cieszę sie, ze udało Ci sie bezpiecznie i w miłej atmosferze dojechać do Warszawy.
Emilko, jak zawsze jesteś niesamowita!
Prześlij komentarz