sobota, 12 marca 2011

Nomada

Dopiero teraz, kiedy siedzę w Elci poznańskim pokoiku szczelnie otulana przez lekki płaszcz spokoju czuję jak bardzo ciężki był poprzedni tydzień. I choć mnie samej wydawało się, że wszystko jest super, to jednak w tej chwili mogłabym przysiąc, że czuję jak zmęczenie wyłazi ze mnie każdym otworem ciała robiąc miejsce świeżej i pachnącej wiosną energii.



Po wyjeździe z Grabnika i noclegu u Domi w środę przyszedł czas na nocleg u Marcina, który nota bene jest moim szefem, ale przede wszystkim jest bardzo miłym człowiekiem. – Marcinie, dziękuję za wszystkie miłe słowa i pomoc. I w tym tygodniu kolejny raz potwierdza się tylko wszystko, w co nieustannie wierzę, czyli to, że ludzie z natury są dobrzy. W czwartek siedząc w kafejce internetowej zastanawiałam się gdzie dziś zastanie mnie noc? Nie czułam lęku, ale wiedziałam też, że nawet gdyby strach miał ochotę mnie odwiedzić to absolutnie nie mogę sobie pozwolić na to by rozpanoszył się na dobre. Bo zdawałam sobie przecież sprawę, iż teraz wszystkie dostępne mi siły muszę skupić na tym by nocy z czwartku na piątek nie spędzić wśród mieszkańców dworca Centralnego. Przeglądając setny raz książkę telefoniczną czułam się trochę jak Nomada z tą tylko różnicą, że dźwięki dobiegające z warszawskiego metra nie wiele miały wspólnego z dźwiękami natury, a kafejka w żadnym wypadku nie przypominała spalonej słońcem pustyni. Próba znalezienia sobie noclegu była też kolejną próbą zmierzenia się z własnymi słabościami. – Bo wciąż jak bumerang wraca problem proszenia o cokolwiek. Najważniejsze jest to bym chciała zrozumieć, że przyjmowanie pomocy i proszenie o nią nie jest niczym złym ani niewłaściwym. – Ktoś ma prawo odmówić tak samo jak ja mam prawo poprosić. – Na szczęście z czwartku na piątek znajoma Gemini przygarnęła mnie pod swoje skrzydła. Jedyne, co musiałam zrobić to z Centrum dotrzeć na Tarchomin gdzie mieszka Justynka. Znajdowałam się akurat w idealnym miejscu, bo Centrum jest zawsze zaludnione więc gdy tylko opuściłam kafejkę wytężyłam słuch by „dojrzeć” kogoś, kto mógłby wskazać drogę na przystanek i jak zwykle nie musiałam długo szukać. Gdy wreszcie dotarłam na miejsce, z którego miał odjeżdżać autobus okazało się, że przez jakieś remonty coś się opóźnia. Stojąc tarmoszona przez zimny i rozbrykany wiatr ani na moment nie wypuszczałam z rąk wiary w to, że będzie dobrze i faktycznie było, bo po kilku chwilach udało się ruszyć, a po godzinie siedziałam już w ciepłym mieszkanku z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach. - Czwartek był moim wielkim dniem, bo podpisałam moją pierwszą w życiu umowę o pracę. Myślę, że justynki mieszkanko w tym wypadku było najlepszym miejscem do świętowania radości. W ogóle Justynka jest przewspaniałą osobą, bo nie dość, co udzieliła mi schronienia, to jeszcze zerwała się wraz ze mną o jakiejś nieludzkiej godzinie by pomóc mi przemieścić się z miejsca na miejsce. :) - Justynko Kochana, Gemini, bardzo Wam dziękuję.



Zobaczymy gdzie dobry los poprowadzi mnie w przyszłym tygodniu. Na razie rozkoszuję się tym, że ten weekend spędzam u Elci. Wreszcie mogę zrobić porządne pranie, posłuchać świergotu ptaków, poczytać książkę i nacieszyć się tym, że przez najbliższe 2 dni mam gdzie mieszkać. :)))

Brak komentarzy: