Tyle się ostatnio dzieje, że nie wiem nawet od czego mam zacząć.
Spotkanie z Elcią, której nie widziałam dobre 7 miesięcy, przyjazd do Warszawy, nowa praca, a na końcu rzecz, której chyba najmniej bym się spodziewała, a mianowicie kilka dni w Grabniku i spotkanie z Chopinem. :))))
Ale po kolei.
W niedzielę nie mając żadnego konkretnego planu wyruszyłam do Warszawy. Chciałam dojechać do niej jak najtaniej, a że pociągi Interregio mam prawie za darmo [zniżka, która mi przysługuje to 93 procent], postanowiłam wyszukać połączenia, które pozwolą mi całą trasę od Wrocławia do Warszawy przemierzyć właśnie z tą spółką. Całkiem spontanicznie Elcia mieszkająca w Poznaniu zaproponowała nocleg więc i sprawa pociągów się wyjaśniła. Do Poznania bilet 1,80 zł, z Poznania do Warszawy 3,04 zł, ogólny koszt podróży między Wrocławiem, a Warszawą 4,84, ha i niech teraz ktoś spróbuje powiedzieć, że nie opłaca się być niewidomym w dzisiejszej Polsce. :)))
W poniedziałkowy ranek siedząc w pociągu zastanawiałam się jakie dziś czekają mnie niespodzianki? Jak i gdzie zakończę ten dzień i przede wszystkim co wyniknie z rozmowy o pracę, na którą przecież zmierzałam. Siedząc w dusznym przedziale nie mogłam oprzeć się błogiemu uczuciu spokoju. Nie potrafię nawet wytłumaczyć w jakim znajdowałam się wtedy stanie, ale byłam niemalże stu procentowo pewna, że gdy tylko dotrę do Warszawy to wszystko zakończy się dokładnie tak, jak czuję. Wiedziałam, że pracę dostanę.
- Dziękuję Ci, że prowadzisz tam, gdzie zielone drzewa nadziei obsypane słodkimi owocami szczęścia kwitną nieustannie. – Pomyślałam czując jak słońce szeroką strugą rozlewa się po moich kolanach by już za chwilę lekkim muśnięciem pogładzić mnie po twarzy.
Pociąg na centralny przybył punktualnie. Jacek po umieszczeniu na odpowiednim miejscu autka odebrał mnie z peronu i w kilka chwil znaleźliśmy się tam, gdzie obecnie pracuję. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej złamałam chyba wszystkie możliwe kanony. Zaniepokoił mnie nawet trochę brak nieodłącznego towarzysza takich rozmów, bo stres jakby zapomniał o tym, że należy się uaktywnić. Po kilku minutach wszystko było jasne. Szefostwo postanowiło, że skoro jestem w Warszawie to nie warto tracić czasu i od razu tego samego dnia rozpoczęłam szkolenie. Na to przygotowana nie byłam. Jechałam w prawdzie z myślą rozpoczęcia współpracy, ale nie sądziłam, że wszystko potoczy się z taką prędkością. Szkolenie rozpoczęłam nie wiedząc jeszcze gdzie przenocuję dziś i przez najbliższy tydzień, ale i to rozwiązało się w kilka chwil, bo jak tylko przybyłam do Basi i Grzesia, bez których pomocy nie wiem co by się stało, to od razu po wspólnej naradzie postanowiliśmy, że zapytamy w Grabniku. Ucieszyłam się niezmiernie, bo bardzo dawno już tam nie byłam. Tam wszystko wydaje się płynąć w swoim własnym tempie. Myślę, że na długo w mojej pamięci zostaną chwile kiedy po szumie i hałasie Warszawy wracałam do miejsca, w którym zrzucałam z siebie cały ciężar i tak po prostu cieszyłam się tym, że siedzę, piję herbatę, rozmawiam z Chopinem.
Poranki pełne radości, bo przecież wstaję po to by pojechać do pracy, a do pracy jadę po to by… - No właśnie, tak, do pracy jadę po to by marzenia zamieniać w plany, które następnie zamierzam zapisać na kartach życia jako zrealizowane. Pokonywanie trasy między Grabnikiem a Warszawą każdego dnia przynosiło jakieś radosne i ciekawe przygody. Ktoś pomógł dojść do metra, ktoś inny zaprowadził na autobus, a 1 pan nawet stwierdził, że skoro nic nie widzę, to on nawet nie wie jak ze mną rozmawiać, bo to dla niego niesamowite. Ale wiem, że wszystkie wspaniałe chwile nie mogłyby mieć miejsca, gdyby nie pomoc ludzi.
Kochana Eluniu, :)))) dziękuję za przygarnięcie z niedzieli na poniedziałek, za dobre słowa i pyszne śniadanko.
Basiu, Grzesiu, :))) Wam dziękuję za to, że wspieracie w każdej trudnej chwili. Dziękuję za nocleg, za słowa, które dają siłę i za to, że jesteście…
Dziękuję też wszystkim, którzy wspierali mnie podczas tych kilku dni pobytu w Grabniku
Chopinowi za wszystko. :) Za odbiory i podwózki na stację, za reanimację kompa i za to, że pokazał mi jasną stronę tego, co kiedyś budziło wstyd.
Rafałowi, za to, że całkiem spontanicznie i bez problemowo zaoferował pomoc.. Cieszę się, że mogłam go poznać.
Dziękuję też Jackowi, który swoim autkiem pojawia się zawsze w najbardziej kryzysowych sytuacjach.
Nie wiem jeszcze gdzie spędzę noc jutro, nie wiem jak będzie dalej, ale na 100 procent wiem, że wszystko co się wydarzy, będzie dobre.
Najważniejsze by iść z wiarą, że słońce świeci nawet wtedy, kiedy nad głowami rozciągają się ciemne burzowe chmury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz